Alpejskie MŚ: Kostelić na medal

Zmagania kobiet w kombinacji alpejskiej na mistrzostwach świata w Sankt Moritz nie przyniosły niespodzianek - złoto zdobyła najbardziej wszechstronna zawodniczka ostatnich sezonów, fenomenalna Chorwatka, Janica Kostelić.


Przed poniedziałkową kombinacją alpejską kobiet nikt chyba w Sankt Moritz nie zadawał sobie pytania, kto może tą konkurencję wygrać. Zastanawiano się jedynie, co musiałoby się stać, aby 21-letnia Kostelić nie zdobyła złotego medalu... Chorwatka od dwóch sezonów jest bowiem jedyną zawodniczką, która regularnie zdobywa punkty we wszystkich konkurencjach. A z ubiegłorocznych Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City wróciła z 4 złotymi krążkami! Było więc logiczne, że przed zdobyciem w Sankt Moritz tytułu mistrza świata w kombinacji alpejskiej, konkurencji przeznaczonej właśnie dla najbardziej wszechstronnych zawodników, mógł ją powstrzymać jedynie wyjątkowy pech. Na pewno nie żadna z rywalek.

Janica doskonale zdawała sobie sprawę, że w poniedziałek oczy wszystkich skierowane będą właśnie na nią. Właśnie dlatego Chorwatka "zniknęła" z Sankt Moritz podczas minionego weekendu. Wraz z swym ojcem-trenerem pojechała trenować w nikomu nieznane miejsce. Chciała w ten sposób uniknąć sytuacji sprzed dwóch lat, gdy na mistrzostwa świata w Sankt Anton także przyjechała jako wielka faworytka, lecz nie wytrzymała ciążącej na niej presji i nie zdobyła żadnego medalu... Dwudniowa ucieczka poskutkowała - w poniedziałek rano na starcie biegu zjazdowego do kombinacji Kostelić była uśmiechnięta i odprężona. Podczas gdy inne zawodniczki izolowały się, starając się skoncentrować, Janica śmiała się, pozowała do telewizyjnych kamer. Naprawdę wydawało się, że zupełnie nie pamięta nawet o tym, że trzy lata wcześniej, właśnie na tej samej trasie w Sankt Moritz, połamała sobie nogę i zerwała więzadła w kolanie omal nie kończąc brutalnie swej kariery...

Na mecie zjazdu było już wszystko jasne - wiadomo było, że o medale walczyć będą z zajmującą 9. pozycję Chorwatką tylko i wyłącznie Austriaczki Nicole Hosp (2 miejsce w zjeździe) i Marlies Schild (15. miejsce), oraz Szwajcarka Marlies Oester (12. miejsce). Pozostałe narciarki z czołówki tymczasowej klasyfikacji, jak chociażby najszybsza w zjeździe Szwedka Jessica Lindell-Vikarby, nie miały za sobą praktycznie żadnego doświadczenia w slalomie, będącym przecież największą specjalnością Kostelić. Broniąca tytułu Niemka Martina Ertl zajęła w zjeździe zbyt daleką, 18 pozycję, aby myśleć o podium.

Slalom niespodzianek nie przyniósł. Janica po raz kolejny udowodniła, że między gęsto ustawionymi tyczkami nie ma sobie równych. Nadrobiła nawet swą stratę wobec o wiele szybszej od niej w zjeździe Nicole Hosp i zdobyła upragnione złoto - pierwszy w historii medal na alpejskich mistrzostwach świata zdobyty przez przedstawiciela Chorwacji.

- Mam wreszcie tytuł mistrza świata, mam medale olimpijskie, mam Puchar Świata, teraz już chyba niczego mi nie brakuje! - cieszyła się, masując sprawiające wciąż kłopoty, uszkodzone trzy lata temu, kolano. - W biegu zjazdowym musiałam naprawdę zacisnąć zęby - tak bolało - przyznała.

Niższe miejsca na podium podzieliły między sobą Host i Oester. Austriaczka wyjedzie z Sankt Moritz ze srebrem, Szwajcarka z brązem.