Tenis. Bez Radwańskiej w Katowicach?

Po trzech latach do Polski wraca turniej WTA. Wiosną w Spodku wystąpi Dunka Karolina Woźniacka. - Agnieszka raczej nie. Za mały turniej - mówi Robert Radwański
Wielki tenis zniknął z Polski w 2010 r., gdy odbyła się ostatnia edycja WTA Warsaw Open, sponsorowanego przez Polsat, a w poprzednich latach przez J&S Energy.

Jeszcze wcześniej, bo w 2008 r., po raz ostatni w Polsce zagrali mężczyźni w imprezie ATP. Zawodowy tenis wyprowadził się, bo zreformowano kalendarze WTA i ATP. Polska okazała się finansowo za słaba, by sprostać konkurencji Azji i Europy Zachodniej.

Skąd zmiana? Polska otrzymała turniej z pulą nagród 220 tys. dol. w terminie odziedziczonym po znikającej imprezie w Kopenhadze w dniach 8-14 kwietnia. Turniej w Danii został zaprojektowany pod Karolinę Woźniacką, ale zdaniem jej ojca Piotra jego formuła się wypaliła. Woźniacki wpadł na pomysł, by przenieść turniej do Polski, o której Karolina mówi "druga ojczyzna". Żeby było to możliwe, trzeba było wykupić od agencji Octagon licencję (w tenisie właścicielami terminów do turniejów są specjalistyczne firmy). Za bliżej nieokreśloną kwotę zrobili to zaprzyjaźnieni z Woźniackim biznesmeni z toruńskiej agencji promocyjnej SOS Music - Remigiusz Trawiński i Wojciech Zaguła. Federacja WTA zgodziła się na zmianę lokalizacji - Woźniacki intensywnie w tej sprawie lobbował.

Występ Woźniackiej, ocenie 10. w rankingu, ze względu na zaangażowanie ojca jest przesądzony.

- Licencję nabyto do 2018 r. W tej chwili prowadzimy zaawansowane rozmowy ze sponsorami i tenisistkami. Pod koniec grudnia lub na początku stycznia poinformujemy o szczegółach - mówi Małgorzata Stafin reprezentująca SOS Music.

W grę wchodziły także lokalizacje w Sopocie i we Wrocławiu, ale Katowice przedstawiły najlepszą ofertę. SOS Music zapewnia, że uzgodniła już transmisje z TVP.

Turniej ma niższą rangę niż warszawski, ale lepszy termin, bo Warsaw Open odbywał się tuż przed Rolandem Garrosem i wiele tenisistek myślało już o odpoczynku przed najważniejszym wiosennym turniejem. Od Katowic do paryskiego Szlema będzie ponad miesiąc. Wciąż nie wiadomo, czy halowa impreza odbędzie się na korcie twardym, jak Kopenhaga, czy na mączce, jak np. Stuttgart.

Największym znakiem zapytania jest jednak udział w turnieju Agnieszki Radwańskiej. Czwarta rakieta świata zgłosiła się już w styczniu do turnieju z pulą 220 tys. dol. w Auckland w Nowej Zelandii, a zgodnie z regulaminem WTA jako czołowa zawodniczka rankingu może zagrać tylko w jednym tak małym turnieju w półroczu. Ostatni występ Radwańskiej w Polsce zakończył się skandalem. W 2009 r. rodzina Radwańskich pokłóciła się dyrektorem Warsaw Open Stefanem Makarczykiem, bo ściągnął Marię Szarapową i nie chciał wypłacić obiecanego wcześniej startowego Radwańskiej (niepisaną regułą jest, że tenisistki z czołówki dostają od organizatorów pieniądze za udział). Polka wykręciła się ze startu kontuzją pleców, a Makarczyk wywołał burzę, ujawniając prywatne e-maile Radwańskiego. - Nigdy już nie zagramy w Polsce, o ile turniej będą organizowali ci sami ludzie - mówił Radwański.

- Zapewniamy pana Radwańskiego, że pan Makarczyk ani nikt z warszawskiej ekipy nie organizuje turnieju, robią to zupełnie inni ludzie. Zależy nam na starcie Agnieszki - podkreśla Stafin. Czy organizatorzy są świadomi, że pewnie trzeba będzie jej zapłacić za start, tym bardziej że musiałaby się wycofać z Auckland? - Takie sprawy są objęte tajemnicą handlową - odparła Stafin.

Występ Radwańskiej może być kluczowy dla powodzenia imprezy. Warsaw Open, choć zagrało w nim wiele niezłych tenisistek, nie przyciągnął tłumów.

- Turniej ma nasze wsparcie, to świetna wiadomość, że WTA wraca do Polski. Pomożemy przy organizacji, ale proszę nie pytać mnie o Radwańską, nie mamy wpływu na jej decyzje - mówi Wojciech Andrzejewski z Polskiego Związku Tenisowego.

Robert Radwański przyjaźnił się z Woźniackim, gdy ich córki były nastolatkami, ale gdy zaczęły zarabiać miliony, ich drogi się rozeszły. Jeśli dojdą do porozumienia, to raczej w efekcie twardych negocjacji niż po starej znajomości. Na razie się na to nie zanosi.

- Agnieszka w Katowicach raczej nie zagra. Turniej jest po prostu za mały - powiedział "Gazecie" Radwański. - Jesteśmy patriotami i chcemy grać przed polską publicznością, ale Agnieszka jest czwartą tenisistką świata i uczestniczy w zawodowym cyrku WTA, który nakazuje jej grać w dużych turniejach. Musi być w Auckland, bo takie ma zobowiązanie wobec WTA i swojej agencji menedżerskiej Lagardere. Wiadomo to od pół roku. Jeśli to się ma zmienić, to przekonać trzeba chyba samą wierchuszkę WTA. W takim turnieju jak Katowice może za to zagrać Urszula [młodsza córka], to impreza w sam raz dla niej - dodaje Radwański. - Negocjacje? Rozmawiać zawsze można, ale turniej wygląda mi na razie na przedsięwzięcie kreowane pod Karolinę Woźniacką. Nikt do nas nawet nie dzwonił w tej sprawie - zakończył Radwański.