Reprezentacja. Fornalik: Kadra ma mówić po polsku

- Chcemy pokazać, że się rozwijamy. Że jeśli nie uda się awansować na mundial, to tylko dlatego, że ktoś był od nas lepszy. Drużyna musi być coraz mocniejsza - mówi Waldemar Fornalik
Przemysław Iwańczyk: To była udana jesień reprezentacji

Waldemar Fornalik: Mecz z Czarnogórą miał być przełomowy, który może nam wiele dać i wskazać właściwą drogę w eliminacjach MŚ. Chcieliśmy wygrać, ale i remis przyjęliśmy jako pierwszy krok do udanych eliminacji. Wyobraźmy sobie porażkę - taki początek nie najlepiej wpłynąłby na zespół. Drugim celem było zdobycie jesienią tylu punktów, byśmy wciąż mogli myśleć o awansie na mundial. Udało się.

- Jeśli będziemy pamiętać starcie z marszu z Estonią, kiedy nie było czasu, bym mógł cokolwiek narzucić czy zaproponować, wspomnienia nie będą udane. Mnie jednak nawet ta porażka pozwoliła "zaczepić" się o pewne sprawy - analizę założeń taktycznych, realizację wymagań, jakie stawialiśmy sobie przed wyjściem na boisko, itd. Przede wszystkim jednak nie chcieliśmy wracać do przeszłości, zwłaszcza do Euro.

Podsumowaniem tej jesieni może być ostatni sparing z Urugwajem. Dla jednych słaby w naszym wykonaniu, dla innych bardzo pożyteczny sprawdzian. Zagraliśmy z drużyną, która w takiej dyspozycji byłaby w stanie pokonać wielu rywali silniejszych od nas. Jeśli wyciągniemy z tej lekcji wnioski, będzie ona bardzo pożyteczna.

Jesień - podsumowując - uważam za udaną.

Był pan zaskoczony, że mimo przegranej sporo kibiców doceniło klasę rywala i to, że pana drużyna nie gra zupełnie źle?

- Odczułem to, wiele osób zdało sobie sprawę, z kim się mierzyliśmy. Powiem więcej: przyjechałaby do nas Brazylia i nie byłaby tak zmotywowana jak Urugwajczycy, na których w ojczyźnie spadła krytyka po trzech nieudanych meczach w eliminacjach MŚ. Było widać, jak cieszą się po zdobytych bramkach. To była radość jak przy największych sukcesach. Polski kibic to widział. Zauważył także, że nie chcieliśmy tylko bronić, bo mogliśmy przecież ustawić się jak Celtic przeciw Barcelonie w Lidze Mistrzów i być może wynik byłby lepszy. Ale czy o to w piłce chodzi? Popełniliśmy błędy, ale też szukaliśmy szansy na gole.

Na jakie pytania odpowiedział panu ten mecz?

- Jak wiele brakuje nam do tak klasowego zespołu. To była pokazowa lekcja, jak powinno się grać - przechodzić z obrony do ataku i odwrotnie. Na ich tle zobaczyliśmy, gdzie mamy największe kłopoty. Spotkanie fragmentami było zapowiedzią tego, co czeka nas wiosną w eliminacyjnym meczu z Ukrainą. Gdybyśmy w ubiegłą środę mieli łatwiejszego przeciwnika i wygralibyśmy z nim, być może wiele osób spokojnie spędziłoby zimę.

Gdyby miał pan powiedzieć komuś, kto nie widział meczów kadry - jaki ona ma styl?

- Przede wszystkim chcemy grać piłkę ambitną, pełną zaangażowania. Właściwie nie powinienem o tym mówić, bo to fundament współczesnego futbolu. Ale różnie z tym bywa. Chcemy radzić sobie w szybkim ataku, zaraz po odbiorze piłki, bo zawsze był to znak firmowy polskiej piłki. Orłami w ataku pozycyjnym nie byliśmy, ale chcemy go doskonalić. Niech i to stanie się naszym znakiem - organizacja i utrzymywanie się przy piłce.

Ustawienie 4-2-3-1 na mecz z Urugwajem oznacza, że na dobre porzuca pan grę dwoma napastnikami?

- W końcówce w ataku było już dwóch ludzi, ale system z jednym napastnikiem sprawdził się w meczu z Anglią i fragmentami przeciwko Czarnogórze. Na razie to bezpieczniejsze ustawienie, dające więcej drużynie. Do meczu z Ukrainą zostało wiele czasu, więc nie chcemy zaniedbywać wszystkich wariantów, na wypadek gdyby...

...mecz nie ułożył się po naszej myśli i trzeba by było odrabiać straty?

- W pewnym sensie tak. Nie wykluczam jednak, że w grupie przeciwko słabszym rywalom zaczniemy w bardziej ofensywnym ustawieniu.

Kto jest największym odkryciem w pana drużynie?

- Nie chciałbym wymieniać nazwisk, ale przecież to jasne, że Grzesiek Krychowiak wiele wniósł do reprezentacji.

Pana drużyna strzeliła jesienią siedem goli, z uczestników ME rzadziej trafiali tylko Czesi (6), Duńczycy (4) i Ukraińcy (2). Nie martwi to pana?

- Mamy całkiem niezłą średnią, pięć goli w trzech meczach. Anglia i Czarnogóra z naszej grupy grały już mecz z San Marino, na którym zawyżyły sobie konto.

Robert Lewandowski w Borussii Dortmund strzela regularnie, w kadrze w ogóle.

- Mam prostą odpowiedź: jako kadra nie funkcjonujemy jak Borussia. Tę drużynę budowano przez kilka sezonów, czwarty rok walczy o tytuł w Niemczech. Dążymy do poprawy gry w ataku, my będziemy lepsi jako całość, to i Robert zacznie strzelać.

Niezależnie od tego, kto zagra za jego plecami?

- Ma to znaczenie. Ustawienie determinuje nasze funkcjonowanie. Im więcej graczy usposobionych ofensywnie, tym więcej sytuacji podbramkowych.

A ma Lewandowski problem z Ludovikiem Obraniakiem? Widzą to kibice, wspominał o tym ekspert TVP Andrzej Juskowiak. Tadeusz Fogiel, menedżer Obraniaka, stwierdził, że za bardzo wynosimy Lewandowskiego, nie doceniając rozgrywającego Bordeaux.

- Nie widzę problemu, szukamy ich na siłę. Że chwalimy kogoś więcej, kogoś mniej? To zawodowa piłka, sympatie nie rozłożą się po równo. Często rozmawiam z zawodnikami, ale tego problemu nie poruszałem, bo go nie ma. To, co widać z góry, niekoniecznie musi być w środku. W trakcie zgrupowań, na treningach nie mam z nimi problemów.

Ma pan za to problem obfitości. Wśród defensywnych pomocników wyskoczył Krychowiak, w lidze błyszczą młodzi legioniści - Dominik Furman i Daniel Łukasik.

- Chciałbym mieć z tym kłopot, bo dobrych zawodników nigdy nie za wielu. Na razie apeluję o trochę spokoju wokół tej młodzieży. Bo ta, wiadomo, jeden mecz dobry, dwa-trzy mecze słabsze. Niech wystrzelą formą w chwili, kiedy będzie grać kadra. Wtedy zastanowimy się, czy to już poziom reprezentacyjny. Dwa dobre mecze w lidze nie muszą być przepustką do drużyny narodowej.

Z Rafała Murawskiego ostatecznie pan zrezygnował?

- Z nikogo nie zrezygnowałem. Rozmawiałem z Rafałem, jeśli będzie grał dobrze, nie ma powodu, by go nie powoływać.

A Sebastianowi Boenischowi da pan szansę, skoro zatrudnił go Bayer Leverkusen?

- Nie rozmawiałem z nim jeszcze. Dopiero niedawno znalazł bardzo dobry klub i nie ukrywam, że teraz z zainteresowaniem będę śledził jego losy. Jest Kuba Wawrzyniak, który w dobrej dyspozycji umie grać, ale musimy mieć jakąś alternatywę.

A powołany na Urugwaj Piotr Brożek był alternatywą ad hoc?

- To była sytuacja awaryjna. Działaliśmy po kontuzji Wawrzyniaka. Nie było kiedy przyglądać się innym, więc powołałem Piotra ze względu na jego doświadczenie.

Pana asystenci obserwują wielu piłkarzy z zagranicy - Salamona, Szukałę, Cywkę. Kogoś jeszcze? I jaka jest szansa, że ich pan wypróbuje?

- Najpierw oglądamy wideo, później jedziemy osobiście. Do tych trzech dołożyłbym dwóch-trzech kolejnych. Nie chcę wymieniać nazwisk, póki nie usłyszę z ich ust deklaracji, że chcą grać dla naszej reprezentacji. Jeśli taka padnie, będziemy przyglądać się uważniej.

Czyli otwiera się pan na nowych?

- Pod warunkiem że ci ludzie będą w stanie wzmocnić naszą drużynę. Sama deklaracja to za mało, by grać dla Polski.

Stawia pan jako warunek konieczny znajomość języka polskiego?

- Jest to dla mnie bardzo ważne. Chcę, żeby zawodnicy, którzy będą powoływani, a dotąd w kadrze nie byli, rozumieli, co się do nich mówi, i sami też potrafili się wypowiedzieć.

A obecni kadrowicze, np. Obraniak?

- Ludo mówi po polsku, oczywiście nie płynnie, ale komunikatywnie.

Zaskoczył pana kredyt, jaki dał panu i kadrze nowy prezes PZPN Zbigniew Boniek, mówiąc, że awansować musicie na Euro 2016, a na mundial byłoby świetnie, gdybyście pojechali?

- To tylko potwierdza, jak zorientowany w światowej piłce jest pan Boniek. My naprawdę chcemy jechać już na mundial, choć wiemy, w jak trudnej jesteśmy grupie. Mimo tych słów nie mam większego komfortu. Każdy mecz weryfikuje moje poczynania. Bez względu na końcowy efekt chcemy pokazać, że się rozwijamy. Że jeśli się nie uda, to tylko dlatego, że ktoś był od nas lepszy. Nasza drużyna musi być coraz mocniejsza.