Hannawald po TCS: jestem totalnie wykończony

W "Bildzie" Sven Hannawald tłumaczy: "Jestem totalnie wykończony. Sił brak, cieszę się, że turniej już się skończył. Drugie miejsca ogromnie cieszą, zwłaszcza po operacji kolana w lecie".
A mimo to w niemieckiej kadrze panował nerwowy nastrój. Trener Hannawalda Wolfgang Steiert krzyczał: "To bezczelność, Hanniemu zabrano zwycięstwo [w Bischofshofen przegrał z Romoerenem o 0,7 pkt. - red.]". Dziennik opisuje, jak "Hanni" siedzi na belce, gotowy do drugiego skoku, wieje przyjemny wiatr z przodu, ale asystent FIS Milan Tepesz ze Słowenii nie włącza zielonego światła. Hannawald dostaje pozwolenie dopiero trzy minuty później, w gorszych warunkach osiąga zaledwie 127 m. Trener Steiert: "To kosztowało go pięć, sześć metrów. Było umówione, że skaczemy przy wietrze do 1,5 m na sekundę. Według protokołu było wtedy 1,4 m na sekundę". Wyjaśnia szef FIS Walter Hofer: "Tepesz usłyszał przed skokiem Hannawalda elektroniczny sygnał z komputera, że wiatr jest silniejszy".

"Bild" podkreśla, że 51. TCS zakończył się "upadkiem" Hannawalda. Jednak dopiero w gospodzie Oberforsthof w Alpendorfie wszyscy tańczyli i bawili się wczoraj, żeby wygnać stres. Dziennik cytuje też najbardziej odważne plakaty fanek Hannawalda i Martina Schmitta: "Wydój mnie Hanni" i "Martin, pozwól mi być twoim lądowiskiem".

A "Tagesspiegel" nieco ironicznie podkreśla: "Może uda mi się jeszcze raz odpalić dwie rakiety" - mówił przed skokami w Bischofshofen Sven Hannawald, mając na myśli dwa dobre skoki. Ale jedynym, któremu został materiał wybuchowy z sylwestra, był kibic, który podczas ostatnich zawodów tegorocznego TCS wystrzelił w niebo dwie race.