Wspaniały: Tak dalej być nie może!

Tak dalej być po prostu nie może. Nasi podstawowi zawodnicy są najlepiej zarabiającymi siatkarzami w kraju. Dotychczas starałem się do nich dotrzeć słowami, ale teraz już to efektu nie przynosi - mówi Waldemar Wspaniały, trener Mostostalu - Azoty Kędzierzyn - Koźle.
Arkadiusz Kuglarz: Straciliście szansę obrony Pucharu Polski. I to po porażce z przeciętnym zespołem Morza Szczecin.

Waldemar Wspaniały: Co by nie mówić, zespół Morza to nie ekipa formatu Galaxii czy rywali z Ligi Mistrzów. Tym bardziej boli porażka, zwłaszcza że w finale sosnowiczanie rozgromili szczecinian do zera. Taka przegrana jak ze Szczecinem mistrzom Polski nie przystoi, niech zawodnicy oprzytomnieją.

Prezes Kazimierz Pietrzyk jest za ukaraniem zawodników.

- Ja także jestem za radykalnymi krokami. Tak dalej być po prostu nie może. Nasi podstawowi zawodnicy są najlepiej zarabiającymi siatkarzami w kraju. Dotychczas starałem się do nich dotrzeć słowami, ale teraz już to efektu nie przynosi. Czas na zmianę środków. Rozumiem kontuzje, zaległości treningowe, ale to absolutnie nie może być usprawiedliwieniem porażki w takim stylu.

A może te trzy ostatnie lata sukcesów trochę rozpieściły zespół?

- Chłopakom się zdawało, że będzie się grało lekko, łatwo i przyjemnie, a tak nie jest. Teraz nie pozostaje nic innego, jak wziąć się do roboty i, za przeproszeniem, ciężko zapieprzać.

W środę czeka was ciężki mecz w Lidze Mistrzów w Moskwie. Jaka jest szansa, że pozbiera pan zespół do tego pojedynku?

- Siatkarze zarabiają bardzo dużo, to ich praca, sami się muszą pozbierać. Ja im mogę tylko w tym pomóc.

W takim tonie się pan wcześniej nie wypowiadał.

- Przez ostatnie trzy lata takich rzeczy nie mówiłem, choć też przegrywaliśmy. Tylko że w innym stylu i z o wiele silniejszymi rywalami. Przed meczem ze Szczecinem wiadomo było, że pierwszy set będzie ciężki. My wyjdziemy stremowani, oni na luzie, bo nic nie mają do stracenia. Przegrany set, to się zdarza. Ale porażka w kolejnym - to już była kompromitacja. Potem przestraszyli się szybkiej porażki i wygrali dwa kolejne sety. I w końcu tie-break, w którym prowadziliśmy kilkoma punktami. Rywal w końcówce nie robił nic poza przebijaniem piłki przez siatkę, a my oddawaliśmy punkty.

Prezes Pietrzyk ma największe zastrzeżenia do kadrowiczów.

- Rafał Musielak był najlepszym zawodnikiem, choć przez półtora miesiąca nie trenował, drugim Olek Januszkiewicz, rezerwowy, oglądający większość meczów z ławki. A nasze gwiazdy? Grały tyły.

Zawodnicy nie zrobili sobie i panu prezentu.

- Była okazja do zdobycia czwartego z rzędu pucharu kraju. Dla mnie byłby to szczególny sukces, bo odniesiony w rodzinnym mieście. Nie udało się.