Smuda: Grajewski nie dotrzymał słowa

Były szkoleniowiec Widzewa potwierdza, że jest bliski podpisania kontraktu z Piotrcovią.
Jarosław Bińczyk: Kiedy podpisze Pan kontrakt z nowym klubem?

Franciszek Smuda: Jeszcze nie wiem. Czekam z decyzją do końca roku.

Będzie Pan pracował w Piotrcovii czy Iraklisie Saloniki?

- Na razie nie chcę niczego ujawniać. W poniedziałek spodziewam się telefonu od mojego menedżera. Ale zaznaczam, że mój wyjazd to nic pewnego. Jeśli nie wyjadę za granicę, to będę pracował w Piotrcovii. Pójdę tam, gdzie wysyłał mnie Grajewski, czyli do Czesnego i Ptaka.

Praca w drugoligowej Piotrcovii to degradacja dla tak zasłużonego szkoleniowca jak Pan.

- Trener, który nie pracuje, nie podnosi umiejętności, a nawet cofa się. Ten pociąg odjeżdża mu coraz dalej i później trudno go dogonić i odrobić stracony czas.

Po zwolnieniu z Widzewa Andrzej Grajewski zobowiązał się, że do końca roku wypłaci Panu i Kazimierzowi Kmiecikowi zaległe pieniądze. Dotrzymał słowa?

- Nie, ale nie chcę o tym mówić.

Dlaczego? Boi się Pan, że Grajewski zdenerwuje się i nie wypłaci nigdy zaległości?

- Przede wszystkim nie chcę szkodzić Widzewowi. Mam nadzieję, że jego kibice nie będą mi mieli za złe, że będę pracował w Piotrcovii. Ja z Widzewa nie chciałem odchodzić, ale zostałem zwolniony.

Co było prawdziwą przyczyną Pańskiego odejścia z łódzkiego klubu?

- Brak możliwości porozumienia się z Grajewskim pod względem sportowym. Mnie nie interesowało sprowadzanie do zespołu piłkarskich emerytów. Chciałem znów stworzyć eksportową drużynę, ale Grajewski stwierdził, że klubu na to nie stać. Poza tym nie pozwoliłbym sobie na ingerencję w ustawianie zespołu.

Pożegnano się Panem niezbyt elegancko.

- Grajewski powiedział mi, że mam tydzień na przyjęcie jego oferty. Tymczasem już moim po wyjeździe za bramę zostałem zwolniony.

Podobno nie mam już przeszkód w przyznaniu Panu przez PZPN licencji szkoleniowej.

- Do końca roku miałem przedstawić zaświadczenie, że dostałem się do szkoły trenerskiej w Kolonii. I udało mi się to.