Londyn 2012. Wielka sobota brytyjskiego sportu - sześć złotych medali. Brytyjczycy wniebowzięci

Trzy medale w piątek, trzy w sobotę, wielki Mo Farah, niesamowita Jessica Ennis i trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej - kibice w Wielkiej Brytanii wreszcie mają powody do radości na organizowanych przez siebie igrzyskach.
"The Six Pack", czyli "sześciopak" - głosi triumfalny nagłówek brytyjskiego tabloidu The Sun, który nawiązuje zarówno do sześciu złotych medali wywalczonych w sobotę przez Team GB, jak i do wspaniale wyrzeźbionego brzucha siedmioboistki Jessiki Ennis. Jeśli Jessica Ennis, na której ciążyła ogromna presja, była jeszcze przed igrzyskami ulubiona sportsmenką Brytyjczyków, to teraz jest dla nich prawdziwą ikoną. Po przekroczeniu mety biegu na 800m pieczętującego jej złoty medal rozpłakała się, wzięła od fanów flagę, z którą przebiegła dwa honorowe okrążenia po stadionie, podczas gdy tłum na trybunach śpiewał "Rule Britannia" i "God save the Queen". A przecież medal Jessiki był tylko ukoronowaniem pięknej brytyjskiej soboty. Taki dzień przydarzył się ostatnio poddanym królowej kiedy byli jeszcze poddanymi króla - Edwarda VII - w 1908 roku.

Worek ze złotem rozpruli wioślarze - czwórka bez sternika: Alex Gregory, Pete Reed, Tom James i Andrew Triggs-Hodge, oraz wioślarki wagi lekkiej: Kat Copeland i Sophie Hosking. Trzeci medal dorzuciły kolarki torowe bijąc rekord świata - Dani King, Laura Trott i Joanna Rowsell, a wieczór należał do lekkoatletów. Bieg na 10km wygrał Mo Farah, Greg Rutheford triumfował w skoku w dal, a Jessica Ennis w wieloboju.

- Ich niesamowity wysiłek wywołał ekstazę i zachwyt na ulicach, parkach i w domach w całym kraju - powiedział o złotych sportowcach burmistrz Londynu Boris Johnson - serdecznie gratuluję każdemu z nich, dostarczyli rozrywki miliardom ludzi na świecie i nie mogę już się doczekać drugiego tygodnia igrzysk - dodał Johnson.

Wzruszenia nie krył też szef komitetu organizacyjnego londyńskich igrzysk Sebastian Coe, dwukrotny mistrz olimpijski:

- Myślę, że byliśmy świadkami czegoś sensacyjnego. Nigdy nie przeżyłem takiej nocy dla brytyjskiego sportu, to było niewiarygodne.

Sukcesy atletów i wioślarzy z nawiązką osłodziły Brytyjczykom fakt, że ich drużyna piłkarska poległa, jak zwykle na wielkich imprezach, w ćwierćfinale. Tym razem z Koreą Południową. Oczywiście po karnych.