Londyn 2012. Lekkoatletyka. Tomasz Majewski: Jest ekstra, ekstra, ekstra...

- To wielka historia, obroniłem tytuł. Zrobiłem to, zrobiłem! - cieszył się Tomasz Majewski, gdy wyszedł do dziennikarzy po tym, jak obronił w Londynie złoto igrzysk w pchnięciu kulą.
W piątkowym finale Majewski stoczył pasjonującą walkę z mistrzem świata Davidem Storlem. W konkursie stojącym na bardzo wysokim poziomie Polak pchnął 21,89 metra, Niemiec o trzy centymetry bliżej.

Majewski obronił złoto, które wywalczył cztery lata temu w Pekinie. Stał się pierwszym kulomiotem od 1956 roku, który tego dokonał.

- Wiedziałem, że ponad 50 lat temu Parry O'Brien obronił złoto olimpijskie. On był legendą. Jestem dumny, że udało mi się to samo - mówił Majewski. - Cieszę się, że się ogarnąłem po tym dalekim rzucie Davida. Czuję wielką radość, bardzo rozbawiło mnie to, że znowu mi się udało, że znowu w pewien sposób ich oszukałem, mimo że są lepsi, w najważniejszym konkursie - dodawał o rywalach śmiejąc się.

- To był zupełnie inny konkurs niż w Pekinie. Inaczej się to rozgrywało, na innym poziomie. Ja trochę inaczej do tego podszedłem, sam się sobie dziwię, że byłem tak spokojny. Emocje przyszły dopiero pod koniec szóstej kolejki. Ale radość jest taka sama, wielka! - opisuje polski kulomiot.

- Myślę, że mogłem pchnąć 22 metry, jeśli David by się zmobilizował i wyprzedził mnie w ostatniej kolejce, to pewnie bym jeszcze go przeskoczył - stwierdził Majewski, który złota był pewny przed swoim ostatnim pchnięciem. - Cieszę się, że mimo tej radości, która we mnie eksplodowała, zdołałem się ogarnąć na tyle, że w tym ostatnim pchnięciu jeszcze dołożyłem dwa centymetry. Trzy centymetry przewagi wyglądają trochę lepiej niż jeden.

Majewski przyznał, że to był jego najlepszy konkurs w życiu. - Nie pchnąłem życiówki, ale aż pięć wyników powyżej 21, tylko jedno spalone... Naprawdę dobry konkurs, dobrze rozegrany.

- W pewnym momencie poszedłem do trenera, bo czułem, że może czegoś mi brakuje, ale chciałem też wiedzieć, jak to wygląda z zewnątrz - opowiadał kulomiot. - Co poprawialiśmy? No co wam będę tłumaczył, pierdoły. Takie pierdoły, co potem dają centymetry - kończy Majewski.