Londyn 2012. Fijałek i Prudel, czyli na plaży fajnie jest

0 : 2
Informacje
Mężczyźni - Grupa D
Poniedziałek 30.07.2012 godzina 22:00
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
Wynik
Gibb, Rosenthal (USA)
17
18
0
Fijałek, Prudel (Polska)
21
21
2
- Świetnie serwowali, świetnie blokowali, po prostu grali znakomicie. Należą tu do faworytów - mówi Sean Rosenthal. On i Jake Gibb mają zdobyć dla USA kolejne olimpijskie złoto w siatkówce plażowej. Na razie liderzy światowego rankingu liżą rany, bo w fazie grupowej pobiła ich debiutująca na igrzyskach polska para Grzegorz Fijałek/Mariusz Prudel.
Plan był prosty - trzy zwycięstwa w grupie eliminacyjnej i awans do 1/8 finału z pierwszego miejsca. Tak początek igrzysk w Londynie wyobrażali sobie Gibb i Rosenthal. Do Londynu Amerykanie przyjechali po złoto. Piachu w tryby amerykańskiej maszyny szybko nasypali Polacy, wygrywając 2:0 (21:17, 21:18).

Czas pionierów

- W meczu z Amerykanami nasza para była świetna. Chłopcy zagrali swoje. Otrząsnęli się po dziwnym meczu z Łotyszami. Wtedy gładko wygrali pierwszego seta i pomyśleli, że mecz sam im się dogra. Błąd, na igrzyskach to niemożliwe. Teraz oni już o tym dobrze wiedzą i z takim doświadczeniem są w stanie naprawdę dużo zwojować - mówi Bogusław Adamski, przewodniczący Wydziału Siatkówki Plażowej Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

- Fijałek i Prudel zrobili wielką rzecz. USA to kolebka siatkówki plażowej, para Rosenthal/Gibb w tym sezonie jest najlepsza na świecie, a nasz duet wygrał w znakomitym stylu - cieszy się Andrzej Warych, który w Londynie pełni funkcję opiekuna naszej drużyny.

Po tym zwycięstwie Fijałek i Prudel są już pewni awansu do 1/8 finału. Jeśli w środę pokonają outsiderów grupy D, a więc parę Freedom Chiya/Grant Goldschmidt z RPA, do dalszej fazy turnieju mogą awansować z pierwszego miejsca i dzięki temu trafić na teoretycznie słabszych rywali.

- Musimy zachować spokój. Chłopaków stać na wszystko, ale nie nakładajmy na nich presji. To nasi pionierzy, już ich zwycięstwo nad Amerykanami jest dla dyscypliny bardzo cenne - studzi emocje Adamski.

Ćwiczą na "plaży" w Łodzi

Sekretarz generalny PZPS program rozwoju siatkówki plażowej w Polsce zaczął koordynować pod koniec lat 90. ubiegłego wieku. Obecnie na listach rankingowych PZPS znajduje się prawie 200 zawodników. - Tak naprawdę profesjonalnie gra tylko najwyżej 60 z nich. Reszta to zawodnicy "halówki", którzy latem, w ramach treningów, startują w różnych turniejach rangi mistrzostw Polski - wyjaśnia Adamski. Ci, którzy na poważnie postawili na siatkówkę plażową, uczą się w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Łodzi albo są jej absolwentami. - Łódź nie leży nad morzem, ale tylko tam była gotowość do stworzenia zawodnikom odpowiednich warunków. W mieście powstały kryte obiekty, a marszałek województwa łódzkiego na przyszły rok już zabezpieczył kwotę, która zostanie przeznaczona na powstanie jeszcze bardziej profesjonalnego obiektu. Wreszcie będziemy mieli halę jakie są w Wiedniu czy w Berlinie. Zawody będzie można rozgrywać zimą - opowiada Adamski.

To, co dopiero rodzi się w Polsce, w Stanach czy w Brazylii znakomicie działa od dziesięcioleci. Amerykanie w siatkówkę na swych plażach grali już w latach 20. XX wieku. A kiedy w 1996 roku "wakacyjna" odmiana siatkówki debiutowała na igrzyskach w Atlancie, byli potęgą.

Młodzież dojrzeje na Rio

Wtedy wewnątrzamerykański finał wygrała para Karch Kiraly/Kent Steffes. Uważany za najlepszego siatkarza w historii Kiraly zdobył w ten sposób swe trzecie olimpijskie złoto - wcześniej triumfował z zespołem USA w hali, na igrzyskach w Los Angeles (1984 rok) i w Seulu (1988).

Kiraly halę zamienił na plażę, ale Amerykanie do gry w "plażówkę" wcale nie muszą pozyskiwać zawodników w ten sposób. - Tam na plażach zawodnicy grają od najmłodszych lat, u nas rzeczywiście naturalna droga rekrutowania zawodników wiedzie przez hale. Trening na plaży polscy siatkarze rozpoczynają dopiero w wieku 14-15 lat. Młodsi nie są objęci programem szkoleniowym, bo nie mamy warunków, by to zrobić - tłumaczy Adamski.

O co chodzi? Oczywiście o pieniądze. Kiedy w Polsce jest zimno, na zagraniczne zgrupowania i treningi na piasku wysyłani są tylko najlepsi juniorzy. Ich rówieśnicy z USA czy Brazylii na swoich plażach ćwiczą codziennie. - Nie wpłyniemy na warunki geograficzne, w których żyjemy, ale staramy się jak możemy, poświęcamy się dla rozwoju dyscypliny. Jednocześnie wiemy, że najwięcej zrobić mogą sami zawodnicy. Dlatego tak cenna jest robota, jaką w Londynie wykonują Fijałek i Prudel - mówi Warych.

Adamski przekonuje, że efekty starań związku oraz sukcesów Fijałka i Prudla przyjdą już wkrótce. - Ze Stanami nie będziemy się porównywać, bo to bez sensu. Tam co tydzień duże turnieje organizuje każdy większy hotel. Profesjonalnych zawodników liczy się nie w dziesiątkach, tylko w tysiącach. Ale już w zeszłym roku zdobyliśmy kilka medali różnych młodzieżowych imprez, a na igrzyska do Rio de Janeiro w 2016 roku na pewno doczekamy się kolejnych tak mocnych par jak Fijałek i Prudel. Zresztą ten duet też da nam jeszcze dużo radości, bo jest bardzo młody. Zawodnicy urodzeni w roku 1986 i 1987 rzadko grają na plaży na tak wysokim poziomie - tłumaczy sekretarz PZPS.

Zabrakło Obamy?

36-letni Gibb i 32-letni Rosenthal mimo porażki z Polakami pozostają faworytami do olimpijskiego złota. Ale Amerykanie, którzy do niedawna łatwo pokonywali naszą parę, już wiedzą, że mają w niej wielkich rywali. - Polacy zrobili niesamowite postępy. To jeszcze bardzo młody duet, a już jeden z najlepszych na świecie - podkreśla Gibb. Jeśli biało-czerwoni wejdą na podium, tym światem niewątpliwie wstrząsną. Z 24 rozdanych dotąd olimpijskich medali w tej dyscyplinie sportu Europejczycy wzięli tylko trzy. Amerykanie owoce swojej pracy zbierają na każdych igrzyskach. W Atlancie i w Sydney (2000) męskie zespoły USA zdobyły w sumie dwa medale złote i jeden srebrny. W Atenach (2004) panowie na podium nie stanęli, za to złoto i brąz wzięły panie. Przed czterema laty, w Pekinie, Kerri Walsh i Misty May obroniły tytuł mistrzyń olimpijskich, a wśród panów najlepsi byli Phil Dalhausser oraz Todd Rogers.

Pierwszego dnia pekińskich igrzysk oba duety na treningu odwiedził nawet ówczesny prezydent USA Georg Bush. Ciekawe czy Gibbowi i Rosenthalowi nie zabrakło wizyty Baracka Obamy?