Sport.pl

Idea Śląsk - Prokom Trefl 92:95

Zła seria koszykarzy Idei-Śląsk Wrocław trwa. Mistrzowie Polski przegrali po dogrywce z Prokomem-Trefl Sopot 92:95 i była to ich czwarta kolejna porażka, a także pierwsze w historii zwycięstwo sopocian w ligowym meczu we Wrocławiu
W sobotnim meczu jesieni było prawie wszystko: olbrzymia walka, efektowne zagrania, wielkie emocje, a przede wszystkim niesamowite zwroty akcji. Niespodzianką była tylko niska frekwencja. Hala Ludowa nie była wypełniona nawet w połowie i nie wiadomo, czy część kibiców w ten sposób zaprotestowała przeciwko wysokim cenom biletów, ostatnim decyzjom kadrowym, czy też wynikom mistrzów Polski.

- Nie wiem, co się dzieje. Walczymy, taktycznie wszystko jest dobrze rozpracowane, coraz lepiej bronimy, ale to rywale potrafią skończyć najważniejsze akcje, a nie my - podsumował ostatnie występy Śląska Randy Holcomb.

Po 180 sekundach goście prowadzili już 11:0. Drew Barry, choć kryty przez wyższego Holcomba, robił swoje, a po jego doskonałych asystach koledzy bezkarnie zdobywali punkty. Wrocławianie byli skazani na prowadzenie gry przez Alana Gregova (Raimonds Miglinieks nadal jest kontuzjowany) i nie potrafili skonstruować akcji ofensywnej.

Jednak zespół pociągnął do walki Maciej Zieliński i rezerwowi, a goście chyba zbyt szybko uwierzyli, że bez problemów wygrają. Goran Jagodnik (1/6 za 2 punkty, ale 4/5 za 3) i Tomas Masiulis (7/7 z gry i 11 zbiórek) robili swoje pod koszem Śląska, ale nie za bardzo potrafili poradzić sobie z Zielińskim i Dominikiem Tomczykiem. Jeszcze w pierwszej kwarcie Śląsk odzyskał prowadzenie.

Całe spotkanie wyglądało jednak podobnie. Jak już którejś z drużyn udało się po wielkim wysiłku zbudować przewagę, to później kilkoma nieodpowiedzialnymi zagraniami wszystko traciła. Tak jak w drugiej kwarcie, gdy Śląsk wreszcie mógł zbudować kilkupunktowe prowadzenie, ale trener Jacek Winnicki zaczął się wykłócać z sędziami, został ukarany przewinieniem technicznym i w efekcie dał rywalom siedem punktów za darmo. Wydawało się jednak, że szkoleniowiec wrocławian zostanie bohaterem meczu. W trzeciej kwarcie nakazał swojej drużynie po raz pierwszy bronić strefą, w której mogli wykazać się Robert Skibniewski i Aleksander Kul. Goście nie mogli znaleźć sposobu na zatrzymanie Kula, który dostawał piłkę pod koszem i robił, co chciał (w sumie trafił 6/8 rzutów z gry). Sopocianie przeciwko "strefie" tylko niecelnie rzucali za trzy i w niecałe cztery minuty Śląsk zdobył 15 kolejnych punktów i objął najwyższe prowadzenie 65:51.

- Zrobiło się nieciekawie - przyznał później Darius Maskoliunas.

Gdy wydawało się, że sopocianie już się nie podniosą, gospodarze... niespodziewanie zrezygnowali ze strefy. - Pod koniec strefa już nie funkcjonowała tak dobrze. Rywale oddali kilka rzutów z czystych pozycji, ale nie trafiali. Później byliby już odpowiednio przygotowani na ten wariant defensywy - tłumaczył swoją decyzję Winnicki.

Jednym w bohaterów meczu okazał się Maskoliunas, który skutecznie uprzykrzał grę obu wrocławskim rozgrywającym i trafił ważny rzut za trzy punkty. Prokom skutecznie wykorzystywał w ataku Jirziego Żidka, który faulowany nie mylił się z wolnych (w sumie 10/10, a cały Prokom 31/34). Był co prawda zagrożony zejściem z parkietu za faule, podobnie jak wszyscy pozostali wysocy gracze Prokomu (również Jagodnik, Masiulis i Jankowski już w 35. min mieli po cztery przewinienia). Śląsk nie potrafił jednak tego wykorzystać, bo najpierw nie podawali do Kula, a potem Winnicki posadził go na ławce.

Minutę przed końcem goście prowadzili zatem 77:71 i wydało się, że nic złego nie może im się już w tym meczu przytrafić. Niespodziewanie jednak Holcombowi zaczęły jak nigdy wcześniej wychodzić szalone akcje. Po jedynym jego celnym rzucie za trzy punkty (na sześć prób) piłka kilka razy odbiła się od obręczy, raz nawet o górny kant tablicy, zanim wpadła do kosza. A do dogrywki również trójką doprowadził Zieliński.

- Dzięki agresywnej obronie na całym boisku najwięcej zyskaliśmy, choć niewiele brakowało, abyśmy oddali już wygrany mecz - słusznie zauważył trener Prokomu Eugeniusz Kijewski.

W dogrywce jego zespół nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa, choć w końcówce znowu bardzo się starał, aby było ciekawie. Jagodnik jednak nie mylił się z rzutów wolnych, a po słabej wcześniejszej grze wreszcie klasę pokazał także Vranković. Śląsk stracił już jednak najlepszych graczy Zielińskiego (6/9 z gry i 3 asysty) oraz Tomczyka (3/3 z gry, 7/8 z wolnych, 7 zbiórek, 2 bloki), no i miał w składzie Gregova.

Chorwat im bardziej chciał się przełamać, tym gorzej mu to wychodziło. Od czwartej kwarty bał się zrobić cokolwiek kreatywnego, bo czego nie spróbował, to zepsuł. Trwał jednak na parkiecie i trzeba było piątego przewinienia (w 45. minucie), aby z niego zszedł. Już wcześniej przy każdym faulu któregokolwiek z wrocławian kibice krzyczeli, że to przewinienie Gregova. W sumie Chorwat miał 4 zbiórki, po 2 asysty i przechwyty, spudłował wszystkie cztery rzuty z gry i popełnił dwie straty, choć tyle nieudanych zagrań można mu było zaliczyć w samej dogrywce. Po meczu był załamany. - Nie potrafię tego wszystkiego wytłumaczyć. Mogliśmy spokojnie wygrać wysoko, a skończyło się kolejną porażką. Sport jest okrutny - mówił. - Nie wiem, kiedy nastąpi wreszcie przełom, ale oby jak najszybciej.

Cieszyli się za to koszykarze Prokomu, dla których było to pierwsze zwycięstwo w meczu ligowym we Wrocławiu. - Nie spodziewałem się aż tak udanego spotkania - podsumował Kijewski. Jego zespół - podobnie jak Anwil - ma już dwa punkty przewagi nad Śląskiem i w perspektywie mecze rewanżowe z najgroźniejszymi rywalami we własnej hali.



Idea-Śląsk Wrocław - Prokom-Trefl Sopot 92:95

Po dogrywce. Kwarty: 19:21, 22:21, 24:12, 14:26. Dogrywka: 13:16.

Idea: Holcomb 18 (1), Zieliński 15 (1), Adomaitis 10 (2), Jones 7, Gregov 0 oraz Tomczyk 14 (1), Kul 14, Giedraitis 12 (1), Wiekiera 1, Skibniewski 1.

Prokom: Jagodnik 23 (4), Vranković 15 (1), Żidek 16, Masiulis 14 Barry 9 (1) oraz Maskoliunas 7 (2), Marković 6, Jankowski 6, Krzykała 0.

Gracz meczu:

Goran Jagodnik

7 punktów w dogrywce i bez pudła z wolnych