Sport.pl

Legia - Old Spice 94:91

- Forma moich zawodników była dla mnie wielką niewiadomą - mówił po meczu trener Legii Jacek Gembal. - Ale jestem dumny z tych chłopaków. Wygrali po miesiącu bez gry, bez porządnych treningów.
Pokonując Old Spice legioniści sprawili dużą niespodziankę. Zespół, o którym nie było wiadomo czy w ogóle zagra w sobotę, bo zawodnicy nie dostawali żadnych pieniędzy, a zaległości wobec części z nich sięgają zeszłego sezonu, wygrał z drużyną, obwołaną po sensacyjnym pokonaniu mistrzów Polski objawieniem sezonu. - Nie zlekceważyliśmy Legii, zawodnicy byli odpowiednio umotywowani - mówił trener pruszkowian Arkadiusz Koniecki. - Nie lubię jednak takich meczów, gdy przeciwnicy są skazywani na klęskę, a wszyscy, świadomie i podświadomie z nimi sympatyzują.

Mówiąc o sympatii dla Legii Koniecki miał na myśli przede wszystkim sędziów. Duet arbitrów najdelikatniej mówiąc nie miał dobrego dnia. Sędziowie mylili się na potęgę, ale ich błędy nie faworyzowały żadnej ze stron. Trener pruszkowian miał jednak rację, twierdząc, że interpretacja przepisów była zupełnie dowolna. Identyczne sytuacje kończyły się zupełnie różnymi decyzjami: w czwartej kwarcie najpierw Wojciech Majchrzak sfaulował mijającego go Sherella Forda. Mimo, że przewinienie miało miejsce przed rzutem, punkty Amerykanina zostały zaliczone, czym najbardziej zaskoczony był on sam. Gdy po chwili pod bronionym przez pruszkowian koszem faulowany w czasie dwutaktu był Majchrzak, sędziowie nie uznali jego rzutu. Takich pomyłek i dziwnych decyzji było więcej, wydawało się, że arbitrzy czasami nie są zdecydowani, jak gwizdnąć - wtedy kończyło się to przewinieniem obustronnym. Przewinienia sędziowie rozdawali zresztą bardzo hojnie, w czwarte kwarcie po piątym przewinieniu z boiska zejść musieli Majchrzak, Łukasz Kwiatkowski, Rob Hodgson i Wojciech Żurawski z Legii oraz Żygimantas Jonusas i Ford z Old Spice. - Takie sędziowanie niszczy koszykówkę - unosił się Arkadiusz Koniecki. - Dla pana Wojciechowskiego etyka sędziowska jest obcym terminem.

- O sędziach mówiłem już tyle razy, że dzisiaj się powstrzymam - mówił Gembal.

Legia wygrała bowiem na pewno nie dzięki sędziom. Goście prowadzili w całym meczu tylko raz, przez dziesięć sekund w połowie trzeciej kwarty (49:48), podczas gdy gospodarze utrzymywali cały czas kilkupunktową różnicę. W ostatniej części gry prowadzili nawet 80:66, ale Pruszków doprowadził dobrą, twardą obroną na całym boisku do emocjonującej końcówki. - Pretensje mogę mieć tylko o jedno, że pod koniec chłopcy się zagrzali i

w ich grze brakowało myśli, były tylko emocje - przyznał Jacek Gembal.

Zacięcie i ambicję w grze Legii było widać od początku meczu. Żadna wychodząca na aut piłka nie była stracona, efektownymi szczupakami rzucali się za nią Wojciech Żurawski, czy Andriej Sinielnikow, który wzbudził wielkie rozbawienie na widowni i złość na pruszkowskiej ławce, gdy zebrał piłkę na atakowanej tablicy, a potem dwukrotnie stawał do rzutu sędziowskiego z wyższym o ponad 20 cm Christianem Heinrichem.

Old Spice do ostatniej kwarty nie bardzo wiedział jak przeciwstawić się dobrej defensywie Legii. Pruszkowianie nie umieli przebić się przez zagęszczone pole trzech sekund i akacje kończyli prawie wyłącznie rzutami z dystansu, które tym razem nie były celne (zawodnicy Old Spice trafili tylko 8 z 28 prób za trzy punkty). Dopiero w czwartej kwarcie zaczął rzucać najlepszy strzelec zespołu, Sherell Ford, bo już w pierwszej kwarcie złapał trzy faule i trener Koniecki posadził go na ławce. Omar Sneed pokazał, że jest wszechstronnym graczem (po 7 asyst i zbiórek, 5 przechwytów i 12 punktów), ale nie do końca rozumiał się z partnerami.

Do nerwowej końcówki doprowadził jednak właśnie Sneed, który dwa razy zabrał piłkę rozgrywającym Legii i po szybkich kontrach Pruszków zmniejszył przewagę Legii z 14 do 1 punktu na 42 sekundy przed końcem spotkania. Za faule spadali wówczas kolejni Legioniści i na boisku zostali Tomasz Cielebąk, Sinielnikow, Marcin Stokłosa, Bartłomiej Błaszczyk i Kamil Sulima. Udało im się utrzymać przewagę, a ostatnie dwie akcje należały do świetnie grającego Cielebąka. Najpierw dynamicznym wsadem powiększył przewagę, a po chwili w obronie zablokował rzut Łukasza Seweryna i było po meczu. - Nasza gra wyglądała dzisiaj bardzo źle - mówił trener Koniecki. - Legia grała obronę na pograniczu faulu, a tej twardości brakowało nam.



Dla "Gazety"

Andriej Sinielnikow, rozgrywający Legii

- Jak mam nazwać to zwycięstwo? Nie mam pojęcia. Sam nie do końca w to wierzę. Może triumf ducha nad materią. Wygląda na to, że zrewolucjonizujemy koszykarskie treningi. Od dzisiaj najlepszą receptą na sukces jest mroźna hala, brak pieniędzy i gra w piłkę nożną. No bo dzięki temu wygraliśmy.



Legia Warszawa - Old Spice Pruszków 94:91

Kwarty: 29:22, 19:20, 20:17, 26:32

Legia: Majchrzak 26 (4), Cielebąk 18 (1), Hodgson 12 (1), Żurawski 10, Stokłosa 2 oraz Kwiatkowski 14 (1), Sinielnikow 10, Sulima 2.

Old Spice: Ford 16 (1), Seweryn 14 (2), Heinrich 14, Adamek 13 (1), Sneed 12 (1) oraz Sporar 12 (1), Jonusas 8 (2), Sawczenko 2.

Gracze meczu:

cały zespół Legii - za ambicję, serce i przede wszystkim dobrą grę