Niemcy - Grecja. Ćwierćfinał kryzysowy w Gdańsku

4 : 2
Informacje
Euro 2012 - Ćwierćfinały
Piątek 22.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Niemcy
4
Grecja
2
Gdyby zapytać Greków o przeciwnika, którego pokonanie dałoby im najwięcej frajdy, bez wahania wskazaliby Niemców. Ale w piątek w Gdańsku zagrają z nimi o medal bez swego lidera.
Euro to kluczowe pojęcie w najnowszej historii Grecji. Kojarzy się z bezprecedensowym, bajecznym triumfem - w 2004 roku piłkarze zdobyli złoto mistrzostw kontynentu, wywołując futbolową sensację wszech czasów. Kojarzy się też z klęską - kiedy rozmawiam z greckimi znajomymi, którzy przyjechali do nas na turniej, każdy po kilku minutach zbacza ze sportu na tematy gospodarcze, a potem lojalnie przestrzega, byśmy - my, Polacy - trzymali się z dala od strefy euro.

Specjalne emocjonalne relacje połączyły też Greków z Niemcami. Najpierw czcili bohatera w trenerze Otto Rehhagelu, który schłodził ogniste temperamenty ich piłkarzy, naturalną dla nich spontaniczność zakuł w dyby zaprojektowanej w każdym detalu taktyki, w ćwierćfinale, półfinale i finale Euro 2004 nie pozwolił rywalom strzelić ani jednego gola. Wniebowzięci Grecy deklarowali wtedy, że zasłużył na dożywotnie przedłużanie kontraktu i będzie prowadził kadrę tak długo, jak zechce, niezależnie do wyników.

Dziś Niemcy zmienili się w oprawców. To w sporej mierze z ich powodu Grecy czują się napiętnowani, niesprawiedliwie okładani, jako jedyni winni kryzysu, i zmuszani do wyrzeczeń. Wcieleniem zła ma być kanclerz Angela Merkel, która uzależnia pomoc dla przygniecionego gospodarczą zapaścią kraju od jego zgody na drakońskie oszczędności.

Grecy człapią jak w 2004

Te okoliczności nadają gdańskiemu ćwierćfinałowi zupełnie inny wymiar. Towarzyszy mu podwyższone napięcie, jakie zazwyczaj towarzyszy piłkarskim klasykom.

Pisanie o "więcej niż meczach" to dziennikarski rytuał - kiedy ci sami Niemcy mierzą się z Holendrami, przywołuje się zamierzchłą, sięgającą nawet drugiej wojny światowej przeszłość, by dowieść, jak żrąca niechęć dzieli obu rywali. Ale prawdziwej wrogości między tymi krajami i na trybunach nie ma, ba, znający się z klubów piłkarze schodzą z boiska jak kumple.

Dzisiejszy wieczór będzie szczególny ze względu na teraźniejszość. Trener Joachim Loew musi tłumaczyć na konferencjach, że nie konsultuje składu z Angelą Merkel, a ona nie radzi się go w sprawach politycznych. Grecy mówią, że marzą, by zobaczyć panią kanclerz - przylatuje na stadion - upokorzoną. Piłkarze obu drużyn od tych wątków uciekają, ale greccy zdają sobie sprawę, że w każdym meczu ciąży na nich większą odpowiedzialność niż zwykle. Oni nadal dobrze zarabiają i dobrze żyją, ich rodacy cierpią, tracą nadzieję, nie widzą perspektyw. - Nie gramy dla siebie, gramy dla 11 mln ludzi - mówi napastnik Georgios Samaras. - Chcemy, by się uśmiechnęli, chcemy im dać powód, by wreszcie wyszli na ulicę świętować. Udało się z Rosją, może udać się z Niemcami. Podstawowy cel osiągnęliśmy, stres już nam nie przeszkadza.

Na razie turniej przebiega tak jak w niezapomnianym roku 2004. Grecy znów zaczęli od porażki, remisu oraz zwycięstwa, by z grupy wygramolić się z pozycji wicelidera, trzecią drużynę wyprzedzając lepszym stosunkiem bramkowym. Znów punkty zbierają dzięki maksymalnej wydajności w polu karnym przeciwnika - na Euro 2012 oddali najmniej celnych strzałów, mniej niecelnych oddała tylko wyeliminowana już Dania, rzuty różne rzadziej wykonywały tylko Irlandia i Szwecja, też już przegrane. Nawet wrażenie, że dziś mniej szczelnie bronią, może okazać się złudzeniem. Przed ośmioma laty nieprzeniknioną zaporę postawili przed polem karnym dopiero po rundzie grupowej, wcześniej ciosy przyjmowali.

Szanse na pokonanie Niemców mają oczywiście niewielkie. Na tamtym turnieju faworyci padali gromadnie, teraz uważnie unikają poważnych błędów. Co gorsza, ćwierćfinał Grecy muszą przetrwać bez swojego lidera Giorgosa Karagounisa, który na obu mistrzostwach strzelił w grupie gole, bez których nie byłoby awansu - kiedyś Portugalii, w sobotę zwycięskiego Rosji. Nawet trener Loew przyznaje, że rywale od dawna najlepsze idee na przechodzenie z obrony do ataku zawdzięczają 35-letniemu rozgrywającemu, który jest mentalnym silnikiem reprezentacji. Że jego nieobecność jest tak bolesna, jak bolesna nie byłaby żadna pojedyncza strata w kadrze Niemiec.

Niemcy wygrywają bez satysfakcji

Miał ją napędzać Mesut Özil z Realu Madryt, który na razie gra poprawnie, nie rzucając się w oczy. Jeśli i on wreszcie odpali, faworyci turnieju urosną na jeszcze większych faworytów, bo będą mieli kręgosłup drużyny niezniszczalny - w bramce niezawodny Manuel Neuer, w polu karnym obrońca numer jeden na Euro Mats Hummels, w środku boiska Bastian Schweisteiger z każdym meczem zbliżający się do formy z mistrzostw świata w RPA, przed nim wspomniany Özil, na szpicy Mario Gomez, który zdobył trzy różne gole (głową, po odebraniu piłki tyłem do bramki i efektownym piruecie, uderzeniem w okienko ze skrzydła) i stał się głównym pretendentem do tytułu króla strzelców.

Trener Loew ciągle jednak narzeka. Wczoraj długo wyliczał, co w meczu z Danią go nie satysfakcjonowało. Aż strach pomyśleć, jak wyobraża sobie idealną grę swoich piłkarzy, skoro tak odległa od ideału wystarczyła, by Niemcy nie tylko wygrali grupę śmierci, ale jako jedyni odnieśli komplet zwycięstw. Jeśli jego ludzie spełnią oczekiwania szefa, to greccy piłkarze - zamożni, więc stosunkowo odporni na skutki gospodarczego krachu - też prędko wpadną w kryzys. Na boisku.