Euro 2012. Lubański: Bohaterowie nie są zmęczeni

- Przed mistrzostwami można było mieć wątpliwości czy piłkarze tacy jak Gomez czy Ronaldo, którzy zachwycali w poprzednich miesiącach przyjadą tu odpowiednio przygotowani. Możemy się cieszyć, bo okazuje się, że bohaterowie nie są zmęczeni - mówi Włodzimierz Lubański. Najlepszy strzelec w historii piłkarskiej reprezentacji Polski (zdobył dla niej 48 goli) podkreśla, że Euro 2012 stoi na wysokim poziomie i zapowiada, że najlepsze i tak dopiero przed nami.
Łukasz Jachimiak: Do końca Euro 2012 zostało siedem najważniejszych spotkań. Wierzy pan, że będą jeszcze lepsze od tych, które oglądaliśmy w fazie grupowej?

Włodzimierz Lubański: Tak, bo mistrzostwa są rozgrywane na bardzo wysokim poziomie sportowym. Mecze są bardzo ciekawe, pada dużo bramek [w 24 spotkaniach strzelono 60 goli, co daje średnią 2,5 bramki na mecz], a w grze zostały przecież najlepsze drużyny.

Po raz pierwszy od 1988 roku w fazie grupowej Euro gole padały w każdym meczu. Co więcej, wtedy w mistrzostwach brało udział tylko osiem drużyn, więc w pierwszej części turnieju rozegrano 12 spotkań, a teraz aż 24. Skąd według pana wzięły się te bramki?

- Na pewno nie jest tak, że nagle wszystkie zespoły postawiły na ofensywną grę, uznając, że obrona nie jest najważniejsza. Według mnie zawodnicy przyjechali na turniej bardzo dobrze przygotowani fizycznie. Widać, że zespoły są wybiegane, kreatywne, dlatego tworzą dużo akcji podbramkowych. Poza tym ważne są stałe fragmenty gry, po nich też pada sporo goli.

Na poprzednich wielkich turniejach obserwatorzy zgodnie twierdzili, że największe gwiazdy futbolu są zmęczone po ciężkich sezonach w klubach. Teraz chyba nie ma tego problemu?

- Przed Euro 2012 też można było mieć wątpliwości czy ci piłkarze, którzy zachwycali w poprzednich miesiącach będą odpowiednio przygotowani, zmotywowani, czy przyjadą tu ze świeżymi głowami. Teraz możemy się cieszyć, bo okazuje się, że bohaterowie nie są zmęczeni. Właśnie dlatego mamy tak dużo dobrych meczów. Wydaje mi się, że gwiazdy dobrze zregenerowały siły, że udało im się odpocząć przed mistrzostwami.

Cristiano Ronaldo, Andrea Pirlo czy Mario Gomez już błysnęli, ale wszystko, co najlepsze powinni pokazać dopiero teraz. Na któryś z ćwierćfinałów czeka pan szczególnie niecierpliwie?

- Najmocniej zastanawiam się nad tym, jak poradzą sobie te zespoły, które grały z nami, a więc Czechy i Grecja. Poza tym jestem ciekaw czy swoją formę i aspiracje potwierdzą główni faworyci czyli Niemcy i Hiszpanie.

Przed turniejem prawie wszyscy twierdzili, że głównym kandydatem do zwycięstwa jest Hiszpania, teraz panuje przekonanie, że jednak najmocniejsi są Niemcy.

- Ja też uważam, że zespół niemiecki gra najciekawiej i najbardziej ekonomicznie. Oni z meczu z na mecz będą grali jeszcze lepiej. Ale mnie to nie zaskakuje. Przecież dla Niemców to typowe, że w turnieju z czasem są coraz lepsi.

Wyobraża pan sobie, że przeciwstawią im się Grecy?

- Powiem szczerze - tego sobie nie wyobrażam. Niby w piłce dzieją się różne rzeczy, ale gdyby Niemcy nie uporali się z Grekami, byłaby to superniespodzianka. Niemcy są w świetnej formie, przyjemnie się patrzy na ich grę, bo w tej nowej, świetnej drużynie widać stare, niemieckie, a więc perfekcyjne przygotowanie. Ten zespół kiedy tylko tego potrzebuje, wzmacnia tempo gry, przyspiesza akcje. A Grecy są tylko konsekwentni, zdobyli cztery punkciki, które pozwoliły im wyjść z naszej grupy, ale nie grają tak, jak na Euro 2004, które wygrali.

Gdyby Niemcy i Hiszpanie dotarli do finału jak przed czterema laty, to stawiałby pan na zespół głodny sukcesu czy na drużynę, która już wie, jak wygrywać najważniejsze mecze wielkich imprez?

- Żeby dojść do finału trzeba wygrać jeszcze dwa mecze. W takim turnieju nagle może przyjść gorszy dzień. Ale szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, żeby to się przytrafiło Niemcom. Bardziej martwię się o Hiszpanów. Teraz zagrają z groźnymi Francuzami, później mogą trafić na Anglików, którzy się obudzili i grają swoją piłkę. Poczekajmy.

Kogo poza Niemcami widzi pan w strefie medalowej?

- Z polskich meczów awansować powinny Portugalia i Niemcy. A w ćwierćfinałach, które odbędą się na Ukrainie wszystko jest możliwe. Anglicy i Włosi mają takie same szanse, Francja też może pokonać Hiszpanię.

Francja w meczach z Anglią i Ukrainą zaprezentowała się dobrze, ale w przegranym 0:2 spotkaniu ze Szwecją mocno rozczarowała.

- Po prostu miała gorszy dzień, widać było, że nie gra normalnie. Francuzi praktycznie byli pewni awansu, a Szwedzi chcieli się godnie pożegnać z turniejem, byli bardzo umotywowani.

A jak się panu podobał styl, w jakim z Euro pożegnała się Ukraina?

- Z Anglikami zagrali bardzo dobrze, mieli sporo sytuacji bramkowych. Szkoda, że gola, którego zdobyli nie uznał im sędzia. Co prawda tam był minimalny spalony, ale jeżeli gra została puszczona, to gol powinien być uznany. Nie rozumiem, co na boisku robił sędzia ustawiony przy linii bramkowej. On chyba był niewidomy, bo nie znajduję innego wytłumaczenia dla takiego zachowania.

Dwa lata temu, podczas mundialu w RPA, mówił pan, że sędziowie powinni móc oglądać powtórki kontrowersyjnych sytuacji.

- Powtórki są konieczne, bo takich błędów na poziomie mistrzostw świata i Europy nie wolno robić. Możemy się tylko pocieszać, że na naszym turnieju tych błędów jest mało, że poziom sędziowania ogólnie jest dość dobry. Oby tak było do końca.

Wróćmy do tego, co na Euro pokazała Ukraina. Niby odpadła tak szybko, jak my, ale chyba zaprezentowała się z lepszej strony?

- Gołym okiem było widać, że grali ładniej, bardziej kombinacyjnie. My we wszystkie mecze włożyliśmy niezwykle dużo sił, nie można powiedzieć, że zabrakło nam woli walki, ale - niestety - to wszystko nie było ani efektowne, ani efektywne.

Poza przeciętną grą po turnieju piłkarze zgotowali nam jeszcze małą aferę. Jak pan odbiera kłótnię o bilety dla rodzin zawodników?

- To są niepoważne sprawy, o których po turnieju nie powinno się mówić. Takie administracyjne kwestie załatwia się odpowiednio wcześnie i one w ogóle nie mają wpływu na to czy się gra dobrze, czy się gra źle. Przecież Grzegorz Lato wytłumaczył, że wszystko było zorganizowane odpowiednio, że piłkarze dostali biletów dostatecznie dużo. Nie wiem dlaczego oni się jakoś tymi biletami zasłaniali. Ja tego nie rozumiem. Niestety, dla nas charakterystycznie jest szukanie winnych, a zawodnicy powinni przede wszystkim popatrzeć na siebie. Okazało się, że samo zaangażowanie nie wystarczyło, więc może zabrakło umiejętności. Błaszczykowski i Lewandowski w pewnym momencie sami powiedzieli, że może właśnie umiejętności im zabrakło. No i już, na tym powinni skończyć, bo jak się przegrywa turniej, to trzeba być skromnym, zachować się jak prawdziwy sportowiec.

Kto według pana powinien prowadzić tych naszych sportowców po odejściu Franciszka Smudy?

- Nie mam żadnego faworyta, obserwuję co się dzieje. Dla mnie jasne jest tylko jedno - trener Smuda wyraźnie powiedział, że kończy mu się umowa i ta umowa nie powinna zostać przedłużona. Dostał bardzo duży kredyt zaufania, przez 2,5 roku miał czas, żeby wszystko odpowiednio przygotować, nie osiągnął celu minimum, więc przyszedł czas na nowego trenera.

Uważa pan, że w kraju mamy fachowca, który tę drużynę poprowadzi do zwycięstw?

- Można byłoby się o jakieś nazwiska pokusić.

Proszę je wymienić.

- Tak na teraz takich nazwisk w głowie nie mam.