Sport.pl

Euro 2012. Niemcy - Dania. Najlepszy napastnik świata. Przynajmniej on tak myśli

W środę Nicklas Bendtner strzelił dwa gole Portugalii, w niedzielę jego Dania może zostać sensacyjnym ćwierćfinalistą Euro 2012. Jeśli 24-letni napastnik zmarnuje kilka szans, a jego drużyna odpadnie, przez myśl mu nie przejdzie, że stało się tak z jego winy. Relacja z meczu w niedzielę od 20:45 na Sport.pl
1 : 2
Informacje
Euro 2012 - Grupa B
Niedziela 17.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Dania
1
Niemcy
2
Dania pewna awansu będzie tylko wówczas, jeśli pokona Niemców. Przy remisie musi liczyć na to, że w Charkowie Holandia wygra z Portugalią. Niemcom do pierwszego miejsca w grupie wystarczy remis.

Bukmacherzy nie dają drużynie Mortena Olsena wielkich szans, za jedno postawione euro na udział Duńczyków w ćwierćfinale można zarobić 3,75. Awans Portugalczyków wyceniany jest na 1,4, Niemców - na 1,01.

Szans nie powiększa kontuzja prawoskrzydłowego Dennisa Rommedahla, najbardziej doświadczonego w reprezentacji, specjalisty od meczów ważnych. Z 21 goli w kadrze aż 15 strzelił w meczach o punkty. W sparingach wbił Niemcom trzy bramki.

W niedzielę prawdopodobnie nie zagra, bo uszkodził mięsień. Duńczycy nadzieję na awans opierają więc na piłkarzu, któremu kilka lat temu wieścili przyszłość ozdobioną medalami za zwycięstwa w najlepszych ligach kontynentu i Lidze Mistrzów.

Gdy federacja wybrała Nicklasa Bendtnera na najlepiej kopiącego piłkę duńskiego 17-latka, był już graczem Arsenalu. Jeszcze przed pełnoletnością debiutował w pierwszej drużynie i reprezentacji. Nie miał 20 lat, gdy strzelił pierwsze gole w Premier League, Lidze Mistrzów i kadrze. Rok później kończył sezon z 15 bramkami.

Trzy lata później został wygnany do przeciętnego Sunderlandu.

Trudno powiedzieć, kiedy popełnił błąd, a już na pewno nie usłyszymy tego od Bendtnera. W wywiadach opowiada, że uważa się za jednego z najlepszych napastników świata (obiecuje, że to udowodni), w Arsenalu zszokował psychologa, gdy w teście na pewność siebie uzyskał wynik, który nie mieścił się w skali. - Gdy zmarnuje szansę na gola, jest przekonany, że stało się to nie z jego winy. W pewnym stopniu może być to problem, ale z drugiej strony taki człowiek podniesie się po każdej klęsce - opowiadał psycholog.

W ostatnich latach Bendtner podnosić się musiał często. Czasami miał pecha. W 2009 r. skasował w wypadku astona martina, uszkodził kolano i ramię. Szok był tak duży, że gdy wygramolił się z wraku, nie potrafił ocenić, czy coś mu się stało. Rozebrał się i sprawdzał, czy wszystkie części ciała ma na swoim miejscu. Zanim nadjechała policja, zdążył tylko założyć majtki. A gdy się wyleczył, kupił takie samo auto, bo - jak twierdzi - uratowało mu życie.

Częściej jednak w kłopoty ładował się ze swojej winy. W Arsenalu długo uchodził za bardzo obiecującego, ale nigdy za gwiazdę, bez której trener Arsene Wenger nie wyobraża sobie jedenastki. Nie pomagały zdjęcia, na których wytacza się z nocnego klubu ze spodniami zwisającymi u kolan, i seryjnie marnowane okazje na gole. Arsenal to zespół, który sezon zakończony poza najlepszą czwórką, gwarantującą udział w Lidze Mistrzów, uznałby za katastrofę, a Bendtner nigdy nie wepchnął więcej niż dziewięciu goli w jednym sezonie Premier League.

I wciąż opowiadał, że niezależnie od tego, czy gra w tenis, badmintona, czy futbol, jest przekonany, że potrafi to robić. - Kiedy jestem w czymś dobry, mówię o tym, bo to żaden sekret - tłumaczył Duńczyk.

W Arsenalu grał jednak coraz rzadziej. Gdy półtora roku temu trener Wenger zostawił go na ławce w finale Pucharu Ligi, Bendtner zdecydował, że odchodzi.

Przed bramą Emirates nie wyczekiwał ani prezes Realu Florentino Pérez, ani szef Barcelony Sandro Rosell. Wylądował w Sunderlandzie, który w europejskich pucharach nie grał od 38 lat.

Na północy Anglii chciał pokazać, że Wenger się mylił, wyżej ceniąc Emmanuela Adebayora, Marouane'a Chamakha i Robina van Persiego. Odgrażał się, że nie wróci do Arsenalu, chyba że trener zapewni mu miejsce w pierwszej jedenastce. Dziś mało prawdopodobne, by jego następny pracodawca był równie ceniony jak ekipa z Emirates.

Jego wyczyny z ostatniego sezonu zaczynają się od demolowania samochodów niedaleko stadionu Newcastle (największego rywala Sunderlandu), a kończą na awanturze w kopenhaskiej pizzerii. Bendtner zamówił jedzenie na wynos, choć nie miał pieniędzy, a jego kart kredytowych restauracja nie obsługiwała. Gdy kelner domagał się zapłaty, usłyszał od niego, że chce dostać pizzę za darmo. - Wiesz, kim jestem? Mogę kupić tę pizzerię! - wykrzykiwał piłkarz. Rachunek zapłaciły inne klientki.

Bentnder w Sunderlandzie strzelił osiem goli, w ostatnim spotkaniu z Manchesterem United nie zagrał, bo spóźnił się na autobus, który wiózł zespół na stadion.

Na zgrupowaniach reprezentacji jest spokojniejszy, ale na Euro znów narobił sobie kłopotów. Po drugim golu strzelonym Portugalii opuścił spodenki i pokazał bokserki z logo bukmachera Paddy Power. Chwilę później na Twitterze firma opublikowała zdjęcie cieszącego się piłkarza z dopiskiem: "Zastanawiacie się, skąd wzięła się forma Bendtnera? Nosi szczęśliwe majtki Paddy Power". Teraz może zostać ukarany przez UEFA, która nie pozwala, by stroje piłkarzy były ozdobione logo sponsorów. Duńska federacja, która ma kontrakt z konkurencyjnym Ladbrokes, nakazała mu zmianę bielizny, choć Bendnter utrzymywał, że przynosi mu ona szczęście.

Tylko czy najlepszy napastnik na planecie Ziemia potrzebuje szczęścia?

Więcej o: