Sport.pl

Skonto Ryga - Prokom Trefl Sopot 83:97

Prokom Trefl Sopot wygrał na wyjeździe ze Skonto Ryga i zapewnił sobie awans do dalszego etapu rozgrywek Pucharu Mistrzów. Tuż przed szlagierowym meczem ligowym we Wrocławiu sopocianie stracili prawdopodobnie Joe McNaulla, któremu odnowiła się kontuzja
Ryga przywitała koszykarzy przenikliwym chłodem. Tuż po przylocie sopocianie udali się do ośrodka Skonto, zlokalizowanego na przedmieściach stolicy Łotwy. Tam mieszkali. Rano w dniu meczu przyjechali na krótki trening do hali, w której miał odbyć się mecz. Z porannych zajęć został zwolniony Josip Vranković, który narzekał na ból głowy. W hali, podobnie jak na dworze, panował chłód. - Mam nadzieję, że na spotkanie przyjdzie wielu widzów i podniosą temperaturę - żartował na treningu trener Eugeniusz Kijewski. Na meczu pojawiło się jednak zaledwie 350 kibiców.

W łotewskich gazetach niewiele było informacji o spotkaniu. Jeśli już, to za faworyta uważano sopocki zespół. "Neatkariga" zwracała uwagę na kłopoty kadrowe Skonto. Jednocześnie zauważyła, że do Rygi nie przyjechali Jirzi Żidek (ma chorego syna) i Darius Maskoliunas (sam jest chory). "Prokom nie ma problemu z rezerwowymi i nieobecnych zastąpią wartościowi gracze" - podkreślała gazeta.

- Kluczem do zwycięstwa będzie defensywa. Skonto gra szybką koszykówkę i u siebie zawsze zdobywa sporo punktów - mówił ostrożnie trener Kijewski.

- Mój zespół trapią kontuzje. W tej chwili mam sześciu graczy, którzy są gotowi do gry - trener Skonto Valdis Valters nie był w najlepszym nastroju. - Na pewno nie zdobędziemy 100 punktów [w meczach u siebie Łotysze często przekraczają tą granicę - red.]. Prokom to świetna drużyna, z długą ławką wartościowych zmienników. Jeśli Polacy nie będą chcieli wygrać, to mamy szansę - dodał żartem łotewski trener.

Prokom chciał jednak wygrać, choć na początku mecz był chaotyczny. Dopiero po efektownej akcji Drew Barry'ego (10 asyst w meczu) punkty zdobył wsadem Joe McNaull. Pięć minut później kapitan Prokomu schodził z parkietu załamany. Odnowiła mu się bowiem kontuzja stopy i prawdopodobnie nie będzie mógł zagrać w sobotę z Ideą. W pierwszych minutach sopocianie mieli kłopoty z zatrzymaniem grającego z anginą Janisa Blumsa, który w pierwszej kwarcie, kryty przez Barry'ego, zdobył 11 punktów. Dopiero w drugiej części rozgrywającego Skonto dobrze pokrył Jacek Krzykała: Blums nie rzucił żadnego punktu, a Krzykała sześć.

Gospodarze mieli w tym meczu zbyt mało argumentów, aby pokonać wicemistrzów Polski. Blumsa wspomagał jedynie center Troy Ostler i dopiero w końcówce Lamayne Wilson. Słabo grała reszta drużyny. W 38. min sopocianie prowadzili już 69:53. Dopiero kiedy gracze z Rygi postawili strefę w obronie, goście zaczęli się gubić. Ich przewaga zmalała do czterech punktów (76:72). Trener Kijewski natychmiast wziął czas i to był decydujący moment meczu. Najlepsi na parkiecie byli już tradycyjnie Goran Jagodnik (10 zbiórek) oraz Tomas Masiulis.

Skonto Ryga - Prokom Trefl Sopot 83:97. Kwarty: 23:24, 17:26, 23:24, 20:23

Skonto: Wilson 24 (5), Ostler 24 (1), Blums 20 (4), Sneps 4, S. Valters 3 oraz Janicenoks 8, Biedrins 0

Prokom: Jagodnik 26 (1), Masiulis 17 (1), Barry 12 (1), Vranković 9 (1), McNaull 2 oraz Jankowski 8, Krzykała 7 (1), Dylewicz 7 (1), Blumczyński 5, Marković 4