Londyn 2012. Czy ktoś zepsuje Brytyjczykom igrzyska?

- Wystarczy jeden idiota, żeby zakłócić przebieg igrzysk - denerwuje się lord Colin Moynihan, szef Brytyjskiego Komitetu Olimpijskiego, po incydencie z przerwaniem regat Oksford - Cambridge
35-letni Trenton Oldfield, urodzony w Australii ekolog i lewicowy aktywista protestujący m.in. "przeciwko elitaryzmowi w edukacji", wskoczył w sobotę do Tamizy i doprowadził do przerwania 158. edycji najsłynniejszego wioślarskiego wyścigu, w którym rywalizują załogi dwóch renomowanych angielskich uczelni. - Podpłynął tak blisko, że istniało niebezpieczeństwo śmierci. Wiosła mogły skrócić go o głowę - mówił Matthew Pinsent, czterokrotny mistrz olimpijski, który płynął w łódce sędziowskiej.

Transmitowany na żywo do ponad 100 krajów wyścig - w Wielkiej Brytanii tradycyjnie pokazywany w BBC - został wstrzymany na ponad pół godziny. Wioślarze wystartowali ponownie od połowy dystansu. Zwyciężyło Cambridge, bo ósemka Oksfordu złamała wiosło i nie dała rady utrzymać tempa.

To nie pierwszy przypadek przerwania regat. W 2001 r. sędziowie uznali, że łódki płyną za blisko siebie i zderzają się wiosłami. Nakazali powtórny start w obawie o bezpieczeństwo załóg. Wyścig rozstrzygał się też po zatonięciu jednej z łódek - ostatnio w 1978 r. Po raz pierwszy zawody przerwał ktoś z zewnątrz.

Oldfield stanie przed sądem z zarzutem zakłócania porządku publicznego. "Moja załoga przeszła przez siedem miesięcy piekła treningów, to był dla nas najważniejszy dzień życia, a ty wszystko zniszczyłeś" - napisał na Twitterze Karl Hudspith, prezydent wioślarskiego klubu studentów Oksfordu. Wściekły tym bardziej, że jeden z jego zawodników zemdlał na ostatnich metrach i trafił do szpitala.

Oldfield na blogu pisze, że igrzyska wprowadzają niepotrzebne poczucie "stanu oblężenia", że są "zabawką dla elit", swoje akcje porównuje do protestów sufrażystek z XIX w. Jego kolega stwierdził, że przerwanie regat to dopiero preludium tego, co Oldfield planuje podczas zaczynających się w lipcu zawodów. Do protestów i sprzeciwu nawołuje całą Brytanię.

Organizatorzy boją się, że podobne incydenty mogą zakłócić przebieg olimpiady. - Mamy świadomość, że wystarczy jeden idiota, żeby zepsuć dobre wrażenie. Zrobimy wszystko, by sportowcy i kibice czuli się bezpiecznie - mówi lord Colin Moynihan, szef BOA (Brytyjski Komitet Olimpijski). Media uważają, że najbardziej narażone są maraton, wyścig kolarski oraz sztafeta z ogniem olimpijskim. Ostatni głośny incydent zakłócający igrzyska miał miejsce w 2004 r. w Atenach, gdy prowadzący w maratonie Brazylijczyk Vanderlei de Lima został zaatakowany przez szalonego fana, stracił kilkadziesiąt sekund i zajął trzecie miejsce.

Brytyjczycy wydali już na organizację 10 miliardów funtów, z czego ponad 0,5 mld na bezpieczeństwo. Wielu mieszkańców uważa, że sumy są rozdmuchane. Skrajnie lewicowe organizacje nawołują do bojkotu igrzysk. Do zadym nawoływali też chuligani, którzy w sierpniu 2011 r. podpalali na ulicach samochody i domy. "Wrócimy tu latem 2012" - pisali na murach.