Rajd Dakar 2012. Polak wygrał, Holender powtórzył wyczyn ojca

Mechanik Dariusz Rodewald jest pierwszym Polakiem, zwycięzcą Rajdu Dakar. Za to kierowca jego ciężarówki Holender Gerard De Rooy wygrał Dakar 25 lat po zwycięstwie... ojca.
Rodewald pochodzi z Olesna. Od wielu lat mieszka w Holandii i pracuje w firmie De Rooyów, którzy zajmują się m.in. przygotowywaniem maszyn do startu w rajdzie. Dla Polaka to trzeci Rajd Dakar, poprzednich dwóch nie ukończył.

W tym jednak w załodze Gerarda De Rooya jechał świetnie. Ciężarówka Iveco objęła prowadzenie po drugim etapie, na kolejnym je straciła, ale na następny znów je odzyskała i nie oddała aż do mety w Limie. Gerard De Rooy, wraz z Rodewaldem i pilotem Belgiem Tomem Colsoulem wygrali pięć etapów. Na mecie wyprzedzili o 51 min. 19 s. inną holenderską załogę z Teamu De Rooy (kierowca Hans Stacey, pilot Hans van Goor i mechanik Bernard van der Kinderen) i o 1 h 47 min. 45 s. najlepszą załogę zespołu Kamaza z kierowcą Arturem Ardawichusem. To właśnie kamazy przez ostatnie lata triumfowały w rajdzie. W tym roku rosyjska załoga była jednak mocno odmłodzona. Bez byłych zwycięzców Fidausa Kabirowa, czy Władimira Czagina, nazywanego "Carem".

- To wspaniałe. Nie mogę uwierzyć, że w tym roku się udało. Muszę podziękować przede wszystkim mojej ekipie i dwóm kolegom z kabiny. Jestem wzruszony - mówił na mecie Gerard De Rooy. Dla niego zwycięstwo ma szczególny smak. W 1987 r. najszybszym kierowcą ciężarówki był Jan De Rooy, ojciec niedzielnego zwycięzcy, a obecnie menedżer teamu. - Gdy zaczynałem, miałem 22 lata. Dekadę temu - mówi syn, dla którego był to ósmy start. - Udało się jednak powtórzyć sukces ojca dokładnie ćwierć wieku po jego triumfie. Rankiem, przed ostatnim etapem byłem bardzo zdenerwowany. Ale się udało i było dużo zabawy - powiedział.

Trium załogi Iveco jest tym większy, jeśli przypomnieć o ich poprzednim występie. De Rooy, Colsoul i Rodewald nie ukończyli pierwszego etapu. W dodatku w wyniku wypadku De Rooy odniósł kontuzję pleców i musiał być operowany. W powrocie do startu pomogli mu... Rosjanie z Kamaza.

- Po odpadnięciu w poprzednim roku potrzebowałem miesiąca, żeby dojść do siebie. Pojechałem do fabryki Kamaza w Rosji, by porozmawiać ze specjalistami. Rosjanie zaoferowali mi usługi rehabilitanta. Chcieli żebym był w dobrej formie, otrzymałem od nich mnóstwo pomocy. Chcieli dobrej rywalizacji. W końcu z kierowcami Kamaza jesteśmy rywalami tylko na trasie - mówił przed startem rajdu Gerard De Rooy.

Koniec Rajdu Dakar. » Hołowczyc w dziesiątce