Rajd Dakar. Rodewald najszybszy, Hołowczyc pechowy

:
-
28-letni mechanik z Olesna Dariusz Rodewald jest pierwszym Polakiem, który wygrał Rajd Dakar. Jego ciężarówka Iveco była w niedzielę pierwsza na mecie w Limie. Debiutant Adam Małysz skończył na 38. miejscu w klasyfikacji samochodów. Ale dla polskich faworytów rajd był pechowy
Rodewald pochodzi z Olesna, ale od sześciu lat mieszka w Holandii. Pracuje w teamie De Rooy m.in. nad przygotowaniem samochodów do Dakaru, a od dwóch lat, jako mechanik, bierze udział w rajdzie. W dwóch ostatnich edycjach jego ciężarówka nie dojeżdżała do mety. W tym roku wraz z Holendrem Gerardem de Rooyem (synem Jana, właściciela teamu) właściciela) i Belgiem Tomem Colsoulem był najszybszy. Holenderski team De Rooy przerwał trzyletnią dominację rosyjskich kamazów.

Zakończony w niedzielę Rajd Dakar po raz pierwszy, odkąd odbywa się w Ameryce Południowej, nie był pętlą ze startem i metą w Buenos Aires. Trasa przebiegała przez terytorium Peru i kończyła się w Limie. Cztery ostatnie etapy były dla uczestników zupełną nowością i właśnie tam kierowcy mieli największe kłopoty. Niestety, jak niemal co roku, nie obyło się bez tragedii. Na pierwszym etapie zginał argentyński motocyklista Jorge Andres Martinez Boero. To 25. uczestnik Rajdu Dakar, który poniósł śmierć na trasie.

W najbardziej prestiżowych kategoriach Polacy nie mieli szczęścia. - Czuję się jak zbity pies - mówił po dziesiątym etapie Krzysztof Hołowczyc. Awaria układu kierowniczego kosztowała go stratę kilku godzin i świetną, trzecią pozycję w klasyfikacji. Do tego momentu jechał prawie bezbłędnie, ale skończył rajd na 10. miejscu. Z ponad 6-godzinną stratą do zwycięzcy, legendarnego Stephane'a Peterhansela. Francuz w tym roku wygrał rajd po raz dziesiąty (sześć razy na motocyklu, czterokrotnie za kierownicą), radził sobie w każdych warunkach. Gdy rywale zakopywali się w wydmach, on przejeżdżał je bez większych problemów. Bez Carlosa Sainza i teamu Volkswagen, który przez ostatnie lata dominował w Dakarze, ale w tym roku wycofał się z rywalizacji, Peterhansel nie miał konkurencji. I nie oglądał się na rywali, również tych, których mijał na trasie. Oburzenie wywołał film, na którym widać, że prawie przejechał jednego z motocyklistów, próbującego wyciągnąć maszynę z rzeki.

Hołowczyc jechał w barwach X-raid teamu, podobnie jak Peterhansel i drugi na mecie Hiszpan Nani Roma. W tym zespole niemal każdy wydawał się faworytem, głównie za sprawą samochodu - mini uchodził za najlepsze auto w stawce. Niestety, polski kierowca przegrał z awariami i pustynią. Na ostatnich etapach przed metą kilka razy zakopywał się w wydmach.

- To dobre doświadczenie, nie czuję się jeszcze pewnie na wydmach i muszę się nauczyć je czytać - skomentował. Pocieszeniem jest, że jako pierwszy polski kierowca wygrał etap legendarnego rajdu w klasyfikacji samochodów. Triumfował na piątym, bardzo trudnym technicznie odcinku z Chilecito do Fiambali, wcześniej przez jeden dzień był liderem klasyfikacji generalnej.

Wśród motocyklistów ogromnego pecha miał Jakub Przygoński, dla którego był to trzeci start w Dakarze. Polak, który miał włączyć się w walkę o podium, nawet nie wyjechał z Argentyny. Awaria silnika na trzecim etapie zmusiła go do wycofania się. Najszybszy okazał się Francuz Cyril Despres.

Pozostali Polacy jechali ze zmiennym szczęściem. Motocyklista Jacek Czachor, dla którego był to dwunasty start, zajął 13. miejsce, Marek Dąbrowski był 29. Bardzo dobrze w debiucie wypadł Adam Małysz. Były mistrz w skokach narciarskich jechał własnym tempem. Poza kłopotami na wydmach na granicy chilijsko-peruwiańskiej, gdy do mety 11. etapu dojechał późną nocą, nie tracił zbyt dużo. - Jestem z niego bardzo zadowolony - chwalił go Rafał Marton, pilot, który jechał po raz ósmy.

Małysz pojechał do Ameryki Południowej poznać smak Rajdu Dakar i ukończyć go. Na 174 uczestników, z których do mety dojechała mniej niż połowa, zajął 38. miejsce. - Czasem jedziemy wolniej właśnie po to, by Adam mógł się uczyć - mówił w czasie rajdu Marton. Wiele wskazuje na to, na jednym starcie raczej się nie skończy i Małysz już za rok będzie mógł pokazać, czego się nauczył.