WTA Sydney. Trener Radwańskiej: Agnieszka trochę " przysiadła" fizycznie

- W pierwszym secie Agnieszka świetnie spychała Azarenkę poza linię końcową nie pozwalając jej atakować, ale w połowie drugiego seta niestety trochę przysiadła fizycznie. Brakowało jednego, dwóch kroków do piłki. Inna sprawa, że Azarenka zagrała wyśmienicie, to było maksimum jej możliwości. Półfinał turnieju, gdzie zagrała cała światowa czołówka, to dla Agnieszki dobre otwarcie sezonu - mówi Sport.pl trener Tomasz Wiktorowski po porażce Agnieszki Radwańskiej.
Radwańska (WTA 8) przegrała w czwartek w półfinale turnieju w Sydney z trzecią w światowym rankingu Białorusinką Viktorią Azarenką 6:1, 3:6, 2:6. Polka dzień wcześniej wyeliminowała liderkę listy WTA Karolinę Woźniacką, ale z kolejną rywalką sobie nie poradziła. Po świetnym pierwszym secie, inicjatywę przejęła Białorusinka, która o tytuł zagra z Na Li. Chinka (WTA 5) niespodziewanie ograła Czeszkę Petrę Kvitovą (WTA 2) 1:6, 7:5, 6:2.

Jakub Ciastoń: Agnieszka zaczęła doskonale, ale później na korcie przeważała Azarenka. Co się stało?

Tomasz Wiktorowski , trener Agnieszki Radwańskiej: - Pierwszy set w wykonaniu Agnieszki był taki, jak powinien być. Podejmowała dobre decyzje, świetnie poruszała się po korcie - blisko linii końcowej. Plan był właśnie taki, żeby wypchnąć Azarenkę z kortu. Samemu zaatakować, i nie pozwolić jej na atakowanie, bo przecież to lubi najbardziej. I w pierwszym secie się to udało.

Żeby to kontynuować, Agnieszka musiałaby jednak zagrać dalej na takich samych wysokich obrotach, a niestety w połowie drugiego seta przysiadła fizycznie. Brakowało kroku, dwóch do piłki. Wciąż były szanse na przełamanie, ale nie udało się. Azarenka zagrała bardzo solidnie, żadnych punktów nie oddawała za darmo, popełniała mało błędów w stosunku do tego, jak duże ryzyko czasami podejmowała. Vika w żaden sposób nam nie pomogła.

Skąd wzięło się to fizyczne osłabienie Agnieszki?

- Być może skumulowały się dotychczasowe wysiłki plus skutki wczorajszego meczu z Karoliną [pojedynek z Woźniacką trwał 2 godz. i 38 minut, skończył się przed 1 w nocy]. Ale jak się chce grać na najwyższym poziomie, to trzeba także takie wyzwania wytrzymywać. Będziemy nad tym dalej pracowali.

Azarenka to numer trzy, ale tak naprawdę od kilku miesięcy gra znacznie lepiej od Woźniackiej. Agnieszka przegrała z lepszą tenisistką.

- Przede wszystkim to dwa zupełnie inne style. Azarenka gra cały czas w korcie, każdą piłkę spłaszcza, chce natychmiast kończyć wymiany, ucinać akcję, szuka linii, crossów itd. Natomiast siła Karoliny to wytrzymywanie długich wymian. Karolina gra forhend wyżej [nad siatką], przez co nie ma z forhendu kończącej piłki. Ma ją wyłącznie z bekhendu. A Azarenka potrafi skończyć akcję winnerem zarówno z forhendu, jak i z bekhendu. Jeśli chodzi o ilość " dziur" w grze, to Azarenka jest na pewno bardziej kompletną tenisistką. Woźniacka jest silniejsza psychicznie, jest w stanie dłużej walczyć.

Z każą trzeba inaczej grać. Azarenkę odpychać od siatki, a mecz z Karoliną rozgrywać bardziej taktycznie.

Agnieszka pierwszego seta zagrała dziś dobrze, wybiegała wymiany. Ale potem tempo odrobinkę siadło. Może dlatego, że Azarenka przyśpieszyła, położyła na stole maksimum, tego na co ją stać.

Mimo tej porażki, nastroje przed Australian Open chyba powinny być dobre?

- Nie lubię takich deklaracji. Każdy tydzień w tenisie to nowe życie, nowe wyzwania. Nie umiem powiedzieć co stanie się za chwilę. Ale na pewno jeśli Agnieszka dochodzi do półfinału turnieju, który miał " cut off 25" [czyli, że zakwalifikowały się do niego tylko zawodniczki powyżej 25. lokaty na świecie], z udziałem dziewięciu tenisistek z pierwszej dziesiątki, to jest to sygnał pozytywny, dobre otwarcie sezonu. Trzeba jednak patrzeć do przodu, Agnieszka jest dziś ósma na świecie, ale przed nią jest siedem dziewczyn do przeskoczenia.

Jakie dalsze plany? Kiedy lecicie do Melbourne?

- W piątek rano. Agnieszka zrobi odnowę biologiczną, pójdzie do fizjoterapeuty, musi trochę odpocząć, na kort wyjdzie w piątek na parę minut, żeby zobaczyć korty. W sobotę do roboty. Potrenujemy już normalnie.