Rajd Dakar 2012. Krzysztof Hołowczyc wygrał etap po raz pierwszy w karierze

:
-
Żaden polski kierowca nigdy nie wygrał etapu podczas Rajdu Dakar. Hołowczyc dokonał tego po raz pierwszy w czwartek na skróconym 423-kilometrowym etapie z Chilecito do Fiambali. W klasyfikacji generalnej zajmuje doskonałą drugą pozycję. Odrobił prawie połowę strat z poprzedniego dnia.
Hołowczyc na trasę czwartkowego etapu ruszył dopiero jako czwarty kierowca, bo takie miejsce zajął na poprzedniego dnia. Organizatorzy przewidzieli chyba, że za plecami lidera Stephane'a Peterhansela mogą dziać się emocjonujące rzeczy, bo drugiego kierowcę puścili na trasę z sześciominutowym odstępem. I działo się. Podobnie jak dzień wcześniej a trasie szalał Katarczyk Nasser Al-Attiyah i znów miał problemy ze swoim hummerem. Tym razem jednak tym, który wykorzystał jego problemy z chłodnicą na 155 kilometrze odcinka specjalnego. był Krzysztof Hołowczyc. Katarczyk musiał się zatrzymać na prawie pół godziny i ma coraz mniejsze szanse na obronę tytułu sprzed roku. Polak miał niewielki kłopoty tylko około 120 kilometra OS-u, ale ostatnią część trasy przejechał najlepiej ze wszystkich kierowców w stawce. Choć na wcześniejszych etapach najgorzej spisywał się na piaszczystej nawierzchni, to tym razem białe wydmy wokół Fiambali nie sprawiły mu większego kłopotu. Hołowczyc najwyraźniej je lubi. W zeszłym roku na 10. etapie Dakaru, który odbywał się w tej samej okolicy, a kończył w Chilecito, zajął drugie miejsce. Etapowe zwycięstwo to jednak jego życiowy sukces. Drugie miejsce zajmował do tej pory dwa razy (poza zeszłym rokiem jeszcze na przedostatnim etapie w 2009 r.). Trzeci był też dwukrotnie - na ostatnich etapach edycji 2009 i 2011. Pierwszy nie był nigdy.

Zresztą żaden polski kierowca nigdy nie wygrał etapu w tym rajdzie. Takimi sukcesami mogą się pochwalić tylko quadowcy. Rafał Sonik w 2010 r. i Łukasz Łaskawiec w poprzedniej edycji wygrywali ostatnie etapy rajdu. Te kończące odcinki - stosunkowo mniej wymagające - stawały się powoli specjalnością Polaków. Hołowczyc w tym roku udowadnia, że może jechać dobrze również w tych najtrudniejszych.

Bo piąty etap rajdu był już szalenie trudny. Piach wokół Fiambali jest drobniutki i sypki. Kierowcom sprawia olbrzymie trudności a większość czwartkowej trasy wiodła właśnie po piachu. Blisko dwadzieścia minut stracił na niej dotychczasowy wicelider rajdu Giniel De Villiers z RPA. Ostatecznie drugi za Hołowczycem na mecie był kierujący hummerem Amerykanin Robby Gordon (strata 1 min. 1s), a trzeci Peterhansel jadący tak jak Hołowczyc mini all4 racing, który przyjechał 3 min. 52 s za Polakiem.

I szczególnie przewaga nad Francuzem, kolegą z X-raid teamu, ucieszyła Polaka. Oznacza to, że odrobił blisko połowę strat do niego w klasyfikacji generalnej. Jest drugi ze stratą 4 min. 18 s. Trzeci w całym rajdzie jest na razie Hiszpan Nani Roma, traci jednak do Peterhansela ponad 10 minut. Al-Attiyah przez problemy techniczne powiększył stratę do lidera do ponad 50 minut i spadł w klasyfikacji generalnej na ósme miejsce. Na razie trzy mini zajmują całe podium południowoamerykańskiego rajdu.