Okuka oglądał mecz Schalke

- Stać nas na awans. W każdym razie na pewno mamy większe szanse niż w konfrontacji z zespołami z Hiszpanii, Valencią i Barceloną - mówi trener Legii Dragomir Okuka przed wtorkowym meczem II rundy Pucharu UEFA z Schalke.
W piątek Okuka poprowadził Legię do wygranej z Widzewem 2:0 przy Łazienkowskiej, dzięki czemu stołeczny zespół został liderem ekstraklasy, a już w sobotę w Gelsenkirchen obserwował mecz Bundesligi, w którym rywal legionistów zremisował z niżej notowanym FC Nuernberg 1:1. W niedzielę był już z powrotem w Warszawie.

Maciej Weber: Jak Panu się podobało to spotkanie?

Dragomir Okuka: Mecz stał na dobrym poziomie, choć widać było, że Schalke nie jest jeszcze w takiej formie jak w ubiegłym sezonie. Ale to bardzo doświadczona drużyna, umiejąca sobie poradzić nawet wtedy, gdy jej nie idzie. Walczy do końca i w tym meczu doprowadziła do wyrównania właśnie w ostatniej minucie. Jestem jednak zdania, że stać Legię na awans. W każdym razie na pewno mamy większe szanse niż w konfrontacji z zespołami z Hiszpanii - Valencią i Barceloną.

W przekonaniu piłkarzy Schalke drużyna z Norymbergi zapewne odpowiada klasą Legii. Być może zlekceważyli rywali i w ich mniej poważnym podejściu mistrzowie Polski mogą szukać dodatkowej szansy...

- Nie sądzę, by gracze Schalke lekceważyli przeciwników. Po prostu mecz tak się ułożył. To normalne, że jedno spotkanie układa się tak, a drugie zupełnie inaczej, i klasa rywali nie zawsze ma decydujące znaczenie. Czasem decyduje łut szczęścia. Liczę, że nam będzie ono sprzyjać we wtorek. I podtrzymuję, że mamy szanse bez względu na to, jak Schalke podejdzie do meczu z nami. A jestem pewien, że podejdzie bardzo poważnie. Z drugiej strony my musimy być w maksymalnej dyspozycji.

Jak w meczu z Nuernberg zaprezentował się Tomasz Hajto? Gol dla gości padł, gdy piłka uderzona zza pola karnego przeleciała mu między nogami. Z kolei o wyrównaniu zadecydowało głównie jego znakomite podanie z rzutu wolnego, aż z własnej połowy.

- Hajto zagrał bardzo solidnie. Przy bramce dla Norymbergi i strzale Saszy Ciricia piłka przeleciała między nogami dwóch zawodników Schalke. Nie zauważyłem, czy był wśród nich Hajto. To był absolutny przypadek. Z kolei faktycznie podanie, po którym gospodarze wyrównali, było znakomite. Potem, już w polu karnym, przedłużył je głową Hanke, a następnie z woleja piłkę uderzył Vermant. W tym meczu większość zawodników Schalke zagrała bardzo przeciętnie. Zwłaszcza na ich tle Hajto pokazał się z bardzo dobrej strony.

Jakie są najsilniejsze strony zespołu Schalke?

- Naszą szansę widzę w nieco słabszej w tej chwili dyspozycji bloku defensywnego. Wygląda na to, że kogoś tam brakuje. Bardzo możliwe, że kontuzjowanego kapitana Tomasza Wałdocha. Z kolei naprawdę spore wrażenie robi atak. Przynajmniej jeżeli chodzi o nazwiska, bo tacy gracze jak Mpenza czy Sand nie są jeszcze w optymalnej formie. Ten drugi nawet zaczynał spotkanie na ławce, ponieważ do składu po kontuzji wrócił Asamoah. Po 20 minutach uraz mu się odnowił i zszedł z boiska. Zastąpił go Sand, który - jak wspomniałem - nie prezentował się nadzwyczajnie, ale zarówno on, jak i pozostali z wymienionych mają naprawdę spore możliwości. Biorąc pod uwagę takie nazwiska jak choćby Wilmots czy Moeller, trzeba stwierdzić, że Schalke to potencjalnie naprawdę bardzo dobra drużyna.

Przed meczem poprzedniej rundy Pucharu UEFA gościł Pan na stadionie Utrechtu, nie kryjąc, że tamten obiekt robi wrażenie.

- Tak, stadion w Utrechcie mi się podobał. Ale przy Arena AufSchalke tamto wrażenie blednie. Stadion w Gelsenkirchen to prawdopodobnie najlepszy obiekt, na jakim kiedykolwiek byłem. Mnie podoba się bardziej niż Nou Camp w Barcelonie. Mieści jakieś 70 tys. kibiców, czyli nieco mniej niż w stolicy Katalonii, ale wszystko jest tak świetnie pomyślane i zorganizowane, że aż chce się tam grać i trenować.

Czy władze Schalke zainteresowały się Pańskim przyjazdem?

- Przed podróżą do Niemiec skontaktowałem się z moim starym przyjacielem z czasów, gdy graliśmy w Velezie Mostar - znanym reprezentantem Jugosławii z lat 70. Enverem Hadziabdicem. Tę podróż wykorzystałem do odświeżenia kontaktów. Ale i na Schalke nie mam prawa narzekać. Dzięki pomocy Wałdocha czekały w recepcji trzy zaproszenia do loży VIP-owskiej, z której oglądałem sobotnie spotkanie. Z działaczami Schalke jednak nie rozmawiałem.

Jaka była pogoda w Niemczech? Chyba trochę cieplej niż u nas?

- Zdecydowanie cieplej. Podczas meczu Schalke z Nuernberg nie padało, za to wiał bardzo porywisty wiatr, który utrudniał dotarcie na stadion. Natomiast w ogóle nie sprawiał kłopotów na Arena AufSchalke. To dzięki nowoczesnym rozwiązaniom architektonicznym. W zależności od warunków atmosferycznych obiekt jest znakomicie chroniony przed wiatrem. W Polsce długo jeszcze o czymś takim będzie można tylko pomarzyć.

A kibice? Czy istnieje niebezpieczeństwo, że dojdzie do starcia z warszawskimi fanami?

- Moim zdaniem nie ma na to szans. Stadion w Gelsenkirchen jest bardzo dobrze zabezpieczony, a poza tym takie sytuacje jak u nas tam raczej się nie zdarzają.

W trakcie awantur podczas meczu Legii z Widzewem został Pan zraniony w czoło. Jak to było naprawdę? Ktoś rzucił czymś z trybun?

- Jeszcze raz chcę powiedzieć, że był to przypadek. Schodziłem w pośpiechu do szatni i zawadziłem o strop. W tym zdarzeniu była wyłącznie moja wina. Choć gdyby nie zamieszki, pewnie by do tego nie doszło. Wtedy bowiem nie musiałbym spieszyć się do szatni. Mam nadzieję, że wtorkowy mecz z Schalke będzie przebiegać w znacznie spokojniejszej atmosferze.