Sport.pl

Prokom Trefl Sopot - Noteć Inowrocław 98:76

Prokom Trefl Sopot pewnie pokonał Noteć Inowrocław, ale na jakiś czas stracił trzech podkoszowych zawodników. - Lepiej o tym nie rozmawiajmy - mówił po meczu załamany Darius Maskoliunas, zapytany o kontuzje swoich kolegów
Jeszcze w piątek na treningu staw skokowy skręcił Jirzi Żidek i wiadomo było, że przeciwko Noteci Czech nie zagra. Do kolejnego nieszczęścia doszło już podczas rozgrzewki. Tomasz Jankowski zapakował piłkę do kosza, chwycił się za nogę i po chwili musiał zejść do szatni. Już z niej nie wrócił.

- Źle spadłem i coś naciągnąłem. Jestem wściekły, ponieważ po raz pierwszy w tym sezonie na meczu pojawiła się moja rodzina z Poznania. Zaprosiłem również znajomych, którzy nigdy w życiu nie byli na meczu koszykówki - żalił się po meczu Jankes.

Lekarz stwierdził, że nie może on zagrać i w trybie awaryjnym ściągnięto z trybun Joe McNaulla, który właśnie zajadał się popcornem i popijał colę. McNaull podbiegł się przebrać do szatni i po 15 minutach opóźnienia rozpoczął się mecz. Wracający po kontuzji środkowy Prokomu nie miał zbyt dużo czasu na rozgrzewkę (biegał wzdłuż trybun). Na boisku pojawił już w 6 min. i zagrał najlepszy mecz w tym sezonie. McNaull grał 23 minuty, zdobył osiem punktów (wszystkie w drugiej kwarcie), miał sześć zbiórek. O tym, że z jego kolanem jest już wszystko w porządku świadczy akcja z 17 min., kiedy efektownie wsadził piłkę do kosza, choć na plecach wisiał mu potężny Eric De Young.

- Rzeczywiście jest już coraz lepiej, chociaż mam jeszcze braki kondycyjne. Nie mogę za dużo biegać - mówił po meczu McNaull, który pod koniec drugiej kwarty błagał o zmianę.

Niestety, nie mógł go już zmienić Filip Dylewicz, który kilka minut wcześniej skręcił staw skokowy. Pod nieobecność Żidka i Jankowskiego, Dylewicz wyszedł nawet w pierwszej piątce, ale z powodu kontuzji zagrał tylko 11 minut i nie mógł się zbytnio wykazać. Tak więc w drugiej połowie Prokom miał po koszem tylko dwóch zawodników: kulejącego i zmęczonego McNaulla oraz Tomasa Masiulisa, który często grał jako center.

Litwin, który miał być gwiazdą nie tylko Prokomu, ale także całej ligi, nareszcie zagrał zgodnie z oczekiwaniami. Zdobył 16 punktów, miał 11 zbiórek i pięć asyst. Mógłby nawet zostać bohaterem meczu, gdyby nie Goran Jagodnik. Słoweniec już w pierwszej kwarcie zdobył 11 punktów, a w 45 sekundzie meczu miał już trzy zbiórki w ataku. Kryjący Jagodnika Alex Austin nie wiedział jak go zatrzymać i nie miał innego wyjścia, jak tylko zgodzić się na pojedynek strzelecki, co zresztą uwielbia. Amerykanin zdziwił się jednak mocno, ponieważ tym razem przegrał. Rzucił 21 punktów (8/21 z gry) i miał dziewięć zbiórek, ale to było za mało. Jagodnik miał tyle samo zbiórek (sześć w ataku), ale zdobył pięć punktów więcej i trafiał ze zdecydowanie lepszą skutecznością (12/17 z gry).

- Uważam, że w tym meczu powinniśmy przegrać niżej, nawet 12 punktami. Momentami gramy naprawdę nieźle w ataku, ale nadal mamy spore kłopoty z obroną - mówił po meczu Jerzy Chudeusz, trener Noteci. - W porównaniu z naszym ostatnim meczem w Stargardzie, dzisiaj zagraliśmy naprawdę nieźle, ale na Prokom to i tak zdecydowanie za mało - dodał Tomasz Mrożek, drugi po Austinie strzelec Noteci.

W drużynie z Inowrocławia, szczególnie w pierwszej połowie, zawiedli rozgrywający: Rayn Serravalle i Łukasz Żytko, którzy obudzili się dopiero po przerwie. Rewelacyjnie nie grał również rozgrywający Prokomu Drew Barry, który miał kilka udanych akcji, ale w drugiej połowie nie miał żadnej asysty i aż cztery starty.

Prokom Trefl Sopot - Noteć Inowrocław 98:76.

Kwarty: 23:20, 23:11, 26:25, 26:20

Prokom: Jagodnik 26 (1), Vranković 17 (1), Masiulis 16, Barry 8 (2), Dylewicz 3 oraz Maskoliunas 10 (1), McNaull 8, Marković 4, Krzykała 4, Wilczek 2

Noteć: Austin 21 (3), Mrożek 16 (3), Czaska 10, Serravalle 10 (2), De Young 6 oraz Żytko 10 (1), Radke 2, Skonieczny 0

Koszykarz meczu: Goran Jagodnik - wygrał pojedynek strzelecki z Austinem

Dla Gazety

dr Paweł Cieśla

lekarz Prokomu

Jirzi Żidek. Skręcony staw skokowy. Nie wygląda to najgorzej, zawodnik miał już wcześniej takie kontuzje. Czech na pewno nie pojedzie na wtorkowy mecz pucharowy z Alitą Alytus, robimy wszystko, aby był gotowy na kolejne spotkanie ligowe z Polonią Warszawa.

Tomasz Jankowski. Wszystko wskazuje na to, że naciągnął przewodziciele. Dokładniej zbadamy go dopiero w poniedziałek, kiedy zrobimy USG. Miejmy nadzieję, że to tylko naciągnięcie, a nie zerwanie. Na pewno nie jedzie na mecz z Alitą, co dalej - zobaczymy.

Filip Dylewicz. To świeża kontuzja, dopiero we wtorek będę mógł powiedzieć, ile musi pauzować. Oczywiście na Litwę nie jedzie, pod dużym znakiem zapytania stoi również jego gra w meczu z Polonią.