Start Lublin - Idea Śląsk Wrocław 68:74

Lubelski beniaminek był bliski sprawienia kolejnej niespodzianki. Start aż do 35 minuty stawiał opór mistrzowi Polski Idei Śląskowi Wrocław. To, że wrocławianie wygrali ten mecz jest zasługą Macieja Zielińskiego.
W przedmeczowych prognozach nikt nie stawiał na zwycięstwo drużyny lubelskiej. Zastanawiano się raczej nad rozmiarami porażki. Przecież przed tygodniem Start przegrał w Pruszkowie różnicą blisko 40 punktów.

Wrocławianie jednak niczym w tym spotkaniu nie zaimponowali. Być może wpływ na postawę koszykarzy Śląska miało zmęczenie po ostatnim meczu w Eurolidze, prosto z którego przyjechali do Lublina. Poza tym w zespole wrocławskim zabrakło Dominika Tomczyka, który ma zapalenie krtani. Jednak od drużyny tej klasy należy wymagać zdecydowanie więcej niż pokazała na lubelskim parkiecie.

- Chcieliśmy wykorzystać zmęczenie Śląska - stwierdził po meczu Arkadiusz Czarnecki, trener Startu. - Dlatego staraliśmy się szczególnie nękać Andriusa Giedraitisa, który we Francji bardzo długo przebywał na parkiecie. To się nam nawet udawało. O wyniku spotkania zadecydował Maciej Zieliński, który grał znakomicie w obronie i trafiał w przełomowych momentach. Może wygralibyśmy ten mecz, ale w końcówce zabrakło Michała Sikory i Michała Marciniaka. Obaj opuścili boisko za pięć przewinień, a ich los podzielił Jacek Olejniczak. Jesteśmy rozżaleni, że nie udało się wygrać. Mieliśmy dziś olbrzymią szansę na zwycięstwo. W najbliższych dniach spodziewamy się przyjazdu rozgrywającego Earla Brauna. Być może z Amerykaninem będzie nam trochę lżej.

Pierwsza kwarta była bardzo wyrównana. Żadna z drużyn nie miała większej przewagi niż dwa punkty. Początkowo dużą ochotę do gry przejawiał Aleksander Kul, choć z Olejniczakiem nie miał łatwego życia, ale z upływem czasu wrocławski center popełniał coraz więcej błędów i szybko usiadł na ławce.

Wśród gospodarzy skutecznie w ataku grali Samo Plevnik i Marciniak.

W połowie drugiej kwarty Śląsk odskoczył na siedem punktów (22:29), jednak w końcówce lublinianie - po rzutach Piotra Misia, Olejniczaka i Plevnika - zdołali zmniejszyć straty i do przerwy przegrywali 34:36.

Trzecia część meczu toczyła się pod dyktando lublinian. Kolejnymi rzutami zza linii 625 cm popisywał się Plevnik, dzielnie go wspierał Marciniak, a świetnie rozgrywał maleńki Sikora. Po trzech kwartach Start wygrywał 57:51.

W 32. minucie, po siódmej już tego dnia trójce Plevnika, przewaga gospodarzy wzrosła do siedmiu punktów (60:53). Jednak od tego momentu sprawy w swoje ręce wziął Zieliński. Dwie minuty później doprowadził do wyrównania, a chwilę później popisał się kapitalną akcją w obronie. Wprawdzie po rzucie Plevnika Start wygrywał jeszcze 62:60, ale było to ostatnie prowadzenie lublinian w tym meczu.

W końcówce z ośmiu zdobytych przez Śląsk punktów aż sześć było dziełem Zielińskiego.

- To był dla nas trudny mecz. Start postawił twarde warunki. Dobrze rozpoczęliśmy, ale nasi rozgrywający popełniali zbyt dużo fauli. W trzeciej kwarcie graliśmy gorzej w ataku, a w zespole gospodarzy celnie rzucał Plevnik. W ostatniej części gry zagraliśmy w defensywie tak, jak powinniśmy i dzięki doświadczeniu Zielińskiego wygraliśmy - mówił trener Śląska Zvi Sherf.

START LUBLIN - IDEA ŚLĄSK WROCŁAW 68:74.

Kwarty: 15:17, 19:19, 23:15, 11:23.

Gracz meczu: Maciej Zieliński

Dzięki jego doświadczeniu i świetnej grze w defensywie wrocławianie wygrali.

Start: Plevnik 26 (7), Marciniak 19 (3), Miś 7, Sikora 5, Olejniczak 4 oraz Miszczuk 6, Łuszczewski 1, Konare 0, Bielak 0, Ostrowski 0.

Idea Śląsk: Holcomb 18, Giedraitis 12, Kul 6, Adomaitis 4 (1), Miglinieks 3 oraz Zieliński 17 (2), Skibniewski 8 (2), Wiekiera 4 (1), Lugo 2.