Czerkawski i Canadiens pokonałi na wyjeździe mistrzów NHL

Montreal Canadiens z Mariuszem Czerkawskim w składzie wygrali z Detroit Red Wings 3:2 i popsuli im wielkie święto związane z obchodami dziesiątego tytułu najlepszej drużyny NHL.


Zdobywcy Pucharu Stanleya w 2002 r. rozgrywali w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego pierwszy mecz sezonu we własnej hali. W Joe Luis Arena zjawiło się ponad 20 tys. widzów, by obejrzeć, jak po raz dziesiąty flaga za wygranie ligi przez Red Wings uroczyście wędruje pod kopułę hali, a zawodnicy Detroit otrzymują okolicznościowe nagrody. Z trybun przyglądał się temu były trener i twórca największych sukcesów "Czerwonych Skrzydeł" Scotty Bowman oraz przez wiele lat najlepszy bramkarz NHL Czech Dominik Haszek. Obaj przed sezonem postanowili przejść na emeryturę. I chyba nawet oni nie spodziewali się, że przyjdzie im przeżyć takie rozczarowanie, bo ukoronowaniem wieczoru miało być zwycięstwo nad zespołem z Montrealu. Zwłaszcza że w pierwszej tercji weteran Brendan Shanahan pokonał Jeffa Hacketta, zastępującego w bramce Canadiens Jose Theodore - zdobywcę nagrody dla najlepszego bramkarza NHL poprzedniego sezonu.

Potem to jednak Hackett okazał się bohaterem spotkania, obronił aż 33 z 35 strzałów rywali. - To moje pierwsze zwycięstwo w hali Detroit. Dotychczas zawsze miałem w niej koszmarne przeżycia. Dlatego dzisiejsze zwycięstwo smakuje tak wspaniale. Mogę już nigdy więcej nie wygrać w Detroit, ale o tym dniu będę pamiętał - stwierdził uradowany Hackett.

Bramkarz Red Wings Joseph Curtis statystykę miał znacznie gorszą - przepuścił aż 3 z 14 uderzeń Canadiens. Mecz rozstrzygnął się w ciągu 3 minut ostatniej tercji. Najpierw w 47. min zagapili się obrońcy Red Wings i Richard Zednik oraz Saku Koivu popędzili w dwójkę na jednego tylko defensora rywali (akcję zakończył skutecznym strzałem Fin), a potem podobna akcja w 50. min Yanica Perraulta i Andrieja Markowa skończyła się trafieniem do siatki Rosjanina. To był jego pierwszy gol w sezonie. Detroit zdołało jeszcze raz pokonać Hacketta, ale do wyrównania już nie doprowadziło.

Było to pierwsze zwycięstwo Canadiens w Jose Luis Arena od 11 kwietnia 1992 r. Tym ważniejsze, że odniesione po dwóch porażkach z rzędu we własnej hali. Czerkawski - który w ostatnim spotkaniu z Philadelphia Flyers musiał opuścić lód, po tym jak został znokautowany przez jednego z rywali - niczym się nie wyróżnił. Przebywał na lodzie przez blisko 9 minut, ale nie oddał ani jednego strzału na bramkę rywali.

Dla Gazety Mariusz Czerkawski, napastnik Montreal Canadiens:

- Hokeiści Detroit za bardzo byli przejęci przygotowaną z pompą ceremonią otwarcia sezonu na ich lodowisku. Zaproszono Dominika Haszka i ubiegłorocznego trenera Scottiego Bowmanna. Wróciły wspomnienia ze zdobycia Pucharu Stanleya. Jeszcze pierwszą tercję wygrali, byli "w gazie", ale później my ruszyliśmy do ataku i strzeliliśmy trzy szybkie bramki, wprowadzając 20 tys. ludzi w stan oniemienia. W naszej bramce świetnie spisywał się rezerwowy do tej pory Jeff Hackett [obronił 33 strzały - przyp. red.]. Po moim urazie głowy nie ma już śladu, ale nadwerężyłem pachwinę, przez co w II i III tercji zbyt często nie wchodziłem na lód. Najważniejsze jednak, że wygraliśmy w jaskini lwa. Teraz liczymy na pierwsze zwycięstwo przed naszą publicznością w sobotnim meczu z Toronto.

not. MiBi



Wyniki czwartkowych meczów:

Detroit - Montreal 2:3, Buffalo - NY Rangers 4:4 (po dogr.), Carolina - Washington 1:2, Philadelphia - NY Islanders 3:3 (po dogr.), Toronto - Phoenix 5:3, Minnesota - Dallas 3:1, St. Louis - Columbus 7:1, Chicago - Florida 4:1, Calgary -Boston 3:3 (po dogr.), Los Angeles - Colorado 1:4, San Jose - Edmonton 4:3.