NHL. Czerkawski znokautowany

- To było jak uderzenie pioruna w głowę - przypomina sobie Mariusz Czerkawski, którego pod bandą łokciem uderzył w potylicę napastnik Philadelphii Flyers, prawie dwumetrowy Todd Fedoruk. - Rywal chciał mnie po prostu wyeliminować z gry - żali się Polak.
Była czwarta minuta trzeciej tercji. Czerkawski uderzył o bandę, z jego nosa polała się krew. Jego koledzy z Canadiens rzucili się na brutala z "Lotników", doszło do awantury. - To normalne, kumple chcieli mnie pomścić, ale i tak wiele nie zdziałali, bo Fedoruk dostał karę na meczu i powędrował do szatni - wyjaśnia Czerkawski.

Kolejne kilkanaście minut Polak spędził w szatni, gdzie zszywano mu rozdartą na nosie skórę. - Mam sześć szwów, ale na szczęście nos nie jest złamany - stwierdził najlepszy polski hokeista, który wykazał się sporym hartem ducha, bo wrócił jeszcze na dwie zmiany w końcówce meczu.

Czerkawski grał w ataku z najlepszym hokeistą Montrealu, Finem Saku Koivu. Po podaniu Polaka Saku strzelił w drugiej tercji bramkę na 2:3, ale "Kanadyjczycy" i tak przegrali 2:6. Cztery gole dla Flyers strzelił były zawodnik Canadiens John LeClair.

- W meczach przedsezonowych szło nam wspaniale, a teraz coś się zacięło - powiedział nam Czerkawski po wczorajszym treningu. - Brakuje zrozumienia w obronie, w ataku zawodzi skuteczność.