Polonia-Warbud Warszawa - Stal Ostrów 69:81

Koszykarze Polonii-Warbud Warszawa przegrali trzeci mecz w rozgrywkach PLK. W zastępczej własnej hali DOSiR na Kole byli wyraźnie gorsi od Stali Ostrów, przegrywając 69:81.
Patrząc na kiepską grę Polonii, której niewątpliwie nie może pomóc nawet tysiąc zmian trenerskich, można się było tylko dziwić, w jaki sposób warszawiacy zdołali mimo wszystko wygrać z Notecią i Azotami. Niechęć do walki w obronie, kompletny brak entuzjazmu do gry i zainteresowania wysiłkami partnerów z zespołu, a także brak zespołowej gry w ataku - to najważniejsze wady tego składu "Czarnych Koszul".

Debiutujący w PLK jako pierwszy trener Wojciech Kamiński nie mógł więc mieć udanego początku oby owocnej kariery, nawet przy sędziujących mecz dwóch nieco starszych kolegach z juniorskich zespołów Stali Stalowa Wola (Macieju Kotulskim i Grzegorzu Dziopaku). Od momentu, kiedy na koniec pierwszej kwarty ostrowianie uciekli na cztery punkty, Polonia ani razu nie była w stanie zbliżyć się do rywala. W 31. minucie Stal prowadziła najwyżej - 14 punktami (61:47). Zespół Kamińskiego miał 14 strat (przy 7 rywali) i 11 asyst (przy 17 przeciwnika). Rozpaczliwe na ogół, nie wynikające z dobrych akcji, ostrzeliwanie kosza z dystansu nie mogło przynosić efektów (3/18 za trzy). Jednak Kamiński i prezes Piotr Pawlak po meczu właśnie z tego elementu uczynili główny powód porażki. - To powinno być naszą mocną bronią, ale nie trafialiśmy i w takim wypadku trudno mówić o zwycięstwie - mówił trener Polonii. Przyciśnięty dodał jednak, że "coś w tym zespole nie funkcjonuje". - Musimy grać szybciej, poczyniliśmy już pewne zmiany na treningach, ale tak od razu nie może być ich widać - mówił Kamiński, którego zespół wykonał w całym spotkaniu może za trzy kontrataki.

Nie umiał jednak jasno wytłumaczyć, czemu tak krótko na boisku był bodaj jedyny gracz Polonii, który jest zaprzeczeniem wyżej wymienionych wad zespołu. Oleg Kożeniec wystąpił tylko przez pięć minut w trzeciej kwarcie, zdobył pięć punktów, zebrał dwie piłki, miał przechwyt i stratę. Więcej na boisku się nie pojawił. - Ja odpowiadam za zmiany i moim zdaniem Oleg popełnił sporo błędów - mówił Kamiński.

Prezes Pawlak mówi już otwarcie o zmianach w składzie, sugerując, że dotyczyć będą najpierw rozgrywających (czytaj: Duane Coopera). - Już w poniedziałek spotkamy się ze sponsorami i będą decyzje - mówił. Dodał też, że jest czas na zmiany, bo teraz Polonię czeka seria meczów z rywalami z czołówki (kolejno: Anwil, Prokom, Pruszków, Idea). - Porażki w tych meczach są niejako wliczone w cenę - powiedział Pawlak. A niedawno warszawiacy mieli z tymi zespołami walczyć o miejsce w czwórce...

Po meczu, kiedy już przebrzmiała w hali na Kole obowiązkowa "oficjalna piosenka PLK", nagle gdzieś z aparatury nagłaśniającej odezwał się straszliwy ryk syreny. Trwał dość długo, niczym alarm pożarowy, albo sygnał na koniec szychty w kopalni. Czy dla koszykarzy "Czarnych Koszul" oznacza jedno i drugie?



POLONIA: O,Bannon 25 (1), Prawica 13 (2), Jeklin 6, Cooper 6, Hlebowicki 5 oraz Sidor 6, Kożeniec 5, Dryja 4, Pacocha 1, Grudziński 0.

STAL: Elliott 17 (3), Hester 14 (3), Parzeński 11, Furman 10 (2), Budzinauskas 2 oraz Szawarski 9 (1), Szcześniak 9 (2), Danusevicius 8, Sroka 1.

KOSZYKARZ MECZU: ERIC ELLIOTT - dobrze prowadził grę i celnie rzucał.