Trzy sekundy Adama Romańskiego: Wystartowali

1

Z koszykarzy lubelskiego Startu i ich trenera można czasami się pośmiać, ale na pewno nie wolno ich lekceważyć. Tydzień po porażce we Włocławku 47:100 z trzema klęskami na koncie (także z Prokomem i Stalą) oraz bez swojego lidera Pawła Kosiora (kontuzja) amatorzy z Lublina potrafili wygrać w Warszawie z budowaną za wielkie pieniądze i z wielką pompą Polonią. Mądra taktyka, zespołowe granie, entuzjazm i zaskakująco dużo talentu okazały się wystarczające na wszystkich tych O'Bannonów, Cooperów, Jeklinów, Sidorów czy Prawiców. Nie miało znaczenia, że Jacek Olejniczak rok temu nie nadawał się do tej samej Polonii, a Legia dwa lata temu podziękowała bez namysłu Piotrowi Misiowi, kiedy tylko wywalczyła awans do PLK. Albo to, że trener Arkadiusz Czarnecki nie ma asystenta. - Gdybym miał papiery, tobym się zgłosił - żartował po meczu center Olejniczak. I tak niewiele brakowało, żeby musiał poprowadzić drużynę, bo w drugiej kwarcie Czarnecki wpadł w szał i nie uspokoił się nawet po technicznym. W razie dyskwalifikacji coacha do pracy musiałby się wziąć kapitan Olejniczak.

2

Polonia tymczasem niespodziewanie okazuje się zespołem przeciętnym. Jeszcze przed meczem ze Startem kapitan Krzysztof Sidor miał pretensje do autora oficjalnej strony internetowej klubu, że w relacji ze spotkania Pucharu Mistrzów z BC Kijów znalazło się zdanie: "W grze zawodników Polonii wciąż nie widać ogromnej chęci zwycięstwa, do jakiej przyzwyczaił kibiców ten zespół w poprzednim sezonie". - Sam pytałem Krzyśka po meczu, co teraz ma do powiedzenia i nic nie odpowiedział - mówił teraz prezes klubu Piotr Pawlak, który zapowiada "konsekwencje". Pierwszą z nich jest bardzo niespodziewane zwolnienie trenera Jarosława Zyskowskiego. Czy jego następca - na razie będzie nim 28-letni asystent Wojciech Kamiński - odwróci sytuację mając do dyspozycji skład, w którym dominują "odcinacze kuponów" od dawnej sławy, nie umiejący wykrzesać z siebie żadnej ambicji? Będzie mu ciężko, bo w zespole ma aż czterech koszykarzy starszych od siebie.

3

Na fali powarszawskiego entuzjazmu lublinianie mogą teraz powalczyć z kolejnymi rywalami, choć łatwo nie będzie (grają w Pruszkowie i z Ideą). Trener Czarnecki ma jednak przed sobą sporo poważnych sprawdzianów fachowych. Choćby ten, jak nie stracić dla drużyny Marka Miszczuka, który jako jedyny w ekstatycznym lubelskim obozie nie wyglądał po meczu na szczęśliwego. Grał tylko pięć minut, choć zdobył siedem punktów. Ten gracz umie zdobywać w lidze nawet po 40 pkt., co udowodnił w Toruniu. Może warto mu pozwolić być sobą, żeby dał zespołowi to, co potrafi, a nie wciskać go koniecznie w ramy, w których nie czuje się najlepiej? W długim sezonie jego 212 cm wzrostu i świetny rzut z dystansu na pewno się Startowi przydadzą. A ostatnim prawdziwym amatorom wypada życzyć powodzenia.