Bundesliga. Subtelna różnica według Lahma

Rudi Völler to leniuch. Felix Magath - katorżnik. Jürgen Klinsmann - jogin przedkładający zajęcia fitness nad analizę taktyczną - tak twierdzi Philipp Lahm w swojej książce ?Subtelna różnica?.
Tytuł nieprzypadkowy. Obrońca Bayernu Monachium i kapitan reprezentacji Niemiec, opisując kulisy zawodowego futbolu, chciał pokazać różnicę między tym, jak powszechnie postrzega się życie zawodowego piłkarza, a realiami.

Lahm opowiada, jak został gwiazdą piłki, ale jego biografia schodzi często na drugi plan. Na pierwszym są - jak to określają Niemcy - wątki zaczepne. Można ich znaleźć mnóstwo.

Klinsmann, z którym Niemcy zajęli trzecie miejsce na mundialu, jest zagubionym w futbolu miłośnikiem jogi i medytacji niemającym pojęcia o taktyce, ale za to chętnie organizującym, nonsensowne według gracza Bayernu, zajęcia fitness. "Taktyka była rzadkością. To my sami ustalaliśmy, jak chcemy rozgrywać kolejne mecze. Już po sześciu tygodniach było wiadomo, że z nim nie uda się niczego osiągnąć" - pisze 77-krotny reprezentant. Faktycznie reprezentacją kierował ówczesny asystent Joachim Löw. Pomysły taktyczne Klinsmanna Lahm wyśmiewa anegdotą z Ze Roberto. Kiedy Klinsmann pracował w Bayernie, Brazylijczyk zapytał trenera o zadania na boisku. Miał usłyszeć jedynie: "Masz strzelić bramkę".

Kolejny były trener Bayernu Felix Magath to dla Lahma motywator. "Jego sposobem na pracę jest wywieranie presji na zawodników. Nikt nie wie, czy może być pewny miejsca w składzie" - twierdzi Lahm. "To bardzo męczące. W pewnym momencie drużyna nie jest już po tej samej stronie co trener".

Piłkarz jest zawiedziony nawet Louisem van Gaalem, który zrobił z niego kapitana drużyny i doprowadził Bayern do mistrzostwa Niemiec i finału Champions League. "Wymagania ma równie wielkie jak uwielbienie wobec samego siebie" - pisze Lahm. Krytykuje Holendra, bo "myślał tylko o swoim ofensywnym show", zapominając, że istnieje też defensywa. Próbował dyskutować z trenerem, ale zrezygnował po kilku próbach. "Założenie było takie, że ćwiczymy wyłącznie atak. Nie wiem nawet, ile w sumie bramek przez to straciliśmy".

Rudi Völler, selekcjoner kadry w latach 2000-2004, z książki Lahma dowiedział się, że jego treningi były zabawnie lekkie, a on sam nie ma pojęcia o taktyce. Nie korzystał z analiz wideo, nie rozmawiał z piłkarzami o ich roli na boisku.

Książka wzbudziła ogromne emocje. Lahm jest chwalony przez recenzentów za odwagę. Krytycy wskazują, że nazbyt głęboko opisuje kulisy kadry.

Lahm broni się, że opisuje tylko realia zawodowego futbolu - nie unika też wątków osobistych i odnosi się do krążących o nim plotek. Pisze o tym, jak do jego domu przychodzili mężczyźni wyznający mu uczucia, ale zaznacza: "Nie, nie jestem gejem. Moje małżeństwo nie jest dla pozoru". Przestrzega jednak homoseksualnych piłkarzy w Bundeslidze, by nie ujawniali orientacji seksualnej. Przypomina Justina Fanshanu - angielskiego piłkarza, który w 1998 r. popełnił samobójstwo po tym, jak nie wytrzymał presji związanej z coming outem.

Wściekły Völler zadzwonił do niemieckiego związku z żądaniem ukarania Lahma. Nic nie wskórał. Klinsmann w ogóle nie zareagował. Trener Lahma w Bayernie Jupp Heynckes zapytany o to, czy będzie czytał autobiografię 27-latka, stwierdził bez chwili zastanowienia, że ma lepsze pomysły na spędzanie wolnego czasu. Bramkarska legenda Oliver Kahn w "Die Tageszeitung" sprawę skwitował krótko: "To było niepotrzebne. To świetny piłkarz, wzór dla młodych ludzi. Po co chce to zmienić taką książką?".

Lahm widząc, do jakiego zamieszania doprowadził w zaledwie kilkanaście dni, sprawia wrażenie zdumionego. Już przeprosił "tych, których uraził", ale "skoro książka została już wydana, nic już nie da się w niej wykreślić...".



Bayern oszczędza Robbena  »