Wisła w Słowenii gra w I rundzie Pucharu UEFA

Nie ma co się oglądać na warunki, tylko trzeba grać uważnie, żeby jakiś boiskowy przypadek nie spłatał nam figla - stwierdził Henryk Kasperczak po środowym treningu w maleńkiej Ajdovszczinie. W czwartek Wisła gra mecz I rundy Pucharu UEFA z NK Primorje
Czarterowy samolot z 28 krakowskimi pasażerami na pokładzie dotarł wczoraj do Triestu z piętnastominutowym opóźnieniem. Stamtąd wiślacy pojechali autokarem do Słowenii, a swój trening na stadionie NK Primorje Ajdovszczina rozpoczęli kwadrans później.

Czy to ten stadion?

Zanim jednak wbiegli na murawę, długo rozglądali się dookoła w zadziwieniu. - Na tak kiepskim obiekcie nie grałem już dawno - zauważył Maciej Żurawski, który zwalczył już grypowego wirusa i może grać.

- Czy na pewno jutro gramy właśnie na tym stadionie? - dociekał Kalu Uche.

Dwie trybunki (dwurzędowa i czterorzędowa) mieszczą ledwie 2 tys. widzów, nad szatniami ciasnawa loża honorowa, a podesty dla kamerzystów ktoś naprędce sklecił z desek i różnych rupieci. Trawa jest łaciata: plamy ciemnozielone przeplatają się z jaśniejszymi, jak na wojskowym moro.

Poczta, hotel, komisariat

Za to Ajdovszczina położona jest wręcz bajkowo. Żeby dostać się do niej, trzeba pokonać serpentyny (14 km podjazd i 12 km zjazd, kąt nachylenia 8 procent) pasma górskiego Trnovski Gozd. Najwyższy szczyt - Javornik - ma zaledwie 1240 m n.p.m., ale z racji bliskości Adriatyku zdaje się być olbrzymem.

Klub NK Primorje liczy sobie 78 lat. Samo miasteczko jest starożytne, zostało założone przez Rzymian. I od tamtego czasu nie zdążyło się rozrosnąć - dwie ulice, hotel, poczta, komisariat.

Chlubą Ajdovszcziny jest potężna firma Primorje, która buduje autostrady i utrzymuje piłkarzy. Jeszcze w zeszłym sezonie w miasteczku grała ekstraklasowa drużyna szczypiornistów, ale upadła, pozostały tylko sekcje młodzieżowe.

Miejscowa ludność rozrywki szuka w lokalu pod szumną nazwą Pivnica Pivovarnia Pigal, zaś kibice mają stadion piłkarski (już za granicą Ajdovszcziny; przeciętna oglądalność 800 widzów). Dla zwolenników sportów ekstremalnych sporządzono lotnisko, które przylega do stadionu NK Primorje.

Trener nie próżnuje

Gdy wiślacy trenowali, co chwilę, nie więcej niż 10 metrów nad ich głowami, przelatywał samolot, motolotnia albo szybowiec. - Mam nadzieję, że podczas meczu zabronią im latać - powiedział Henryk Kasperczak. Mimo towarzystwa hałaśliwych maszyn trenerowi udało się rozluźnić zespół na ostatnich zajęciach przed meczem. Piłkarze, podzieleni na trzy grupy, grali w "dziadka", później strzelali na bramkę. Również pan Henryk nie próżnował. Uczył żonglowania piłką trenera-fizjologa Ryszarda Szula i opiekuna bramkarzy Marka Holochera.

Po zajęciach wrócili do zachwalanego hotelu Perla w Nowej Goricy, 26 km od Ajdovszcziny. NK Primorje pożyczył Wiśle na czas pobytu w Słowenii swój klubowy autobus - leciwego TAM-a.

Wypracować zaliczkę

Słoweńska prasa uważa, że faworytem w czwartkowej potyczce są Polacy, ale nie wszystko stracone. - Przecież przed dwoma laty w konfrontacji z AIK Solna nasi piłkarze również nie byli faworytami, a jednak awansowaliśmy - argumentuje dziennik "Djelo".

Innego zdania jest Żurawski: - Trzeba wypracować sobie taką zaliczkę bramkową, aby w spokoju czekać na rewanż - mówi najlepszy strzelec Wisły.

Frekwencja na dzisiejszym meczu nie będzie oszałamiająca, góra tysiąc osób. Tym bardziej że w porównaniu do ligowych spotkań podrożały bilety (z pięciu do ośmiu euro).

- Mamy trzy zespoły w Pucharze UEFA. Wiem dobrze, że już po czwartkowych meczach wszystkie mogą znaleźć się za burtą Pucharu - mówił rozgoryczony Griegor, kibic Primorja z utlenionymi włosami.

- Trzeba pamiętać o tym, że najlepsi Słoweńcy grają w ligach zagranicznych - słowa wiceprezesa Wisły Zdzisława Kapki zapewne pocieszyłyby Griegora.