Rozmowa z Johnem Postlethwaitem, głównym organizatorem żużlowego Grand Prix w Chorzowie

Wrócimy za rok

Przed niedawnym Grand Prix Szwecji cały Goeteborg tonął w plakatach, 400 taksówek jeździło po mieście z reklamami imprezy. W Katowicach widziałem tylko... jeden duży poster informujący o zawodach! Chcemy jednak tu wrócić, bo Śląski to jeden z najlepszych żużlowych stadionów na świecie - mówi John Postlethwaite, szef Banfield Sports International, głównego organizatora cyklu Grand Prix

MICHAŁ ZICHLARZ: Jest Pan zadowolony z organizacji Grand Prix Europy na torze w Chorzowie?

JOHN POSTLETHWAITE: Tak. Promotorzy ciężko pracowali, żeby na stadionie wszystko było przygotowane jak należy. Wieża sędziowska, funkcjonowanie systemu pomiarowego, świateł - to wszystko działało jak należy. Stadion Śląski robi wrażenie. Warunki do rozgrywania najważniejszych imprez żużlowych są wręcz znakomite. Tor nie jest jeszcze najlepszy, ale z tego co słyszałem, ma tutaj jeździć nowy ligowy klub. Jeśli na Śląskim często będą organizowane zawody żużlowe, to z torem z pewnością nie będzie problemów.

Co można poprawić?

- Znacznie lepsza powinna być promocja tych zawodów. Na chorzowskim Grand Prix powinno być znacznie więcej kibiców. Spacerując po śląskich miastach, nie czułem atmosfery wielkiego turnieju. Dwa tygodnie temu przed Grand Prix w Goeteborgu wszędzie pełno było informacji o turnieju na stadionie Ullevi. Całe miasto tonęło w plakatach, wisiały flagi, 400 taksówek jeździło z reklamami imprezy. W Katowicach widziałem zaś tylko... jeden duży poster informujący o zawodach!

Słyszałem o pisemnej umowie z klubem Polonia Bydgoszcz, który organizował imprezę w Chorzowie. Podobno bydgoscy działacze zobowiązali się, że jeśli na trybunach będzie mniej niż 30 tys. widzów, to klub zapłaci karę. Czy to prawda?

- To sprawa wyłącznie pomiędzy mną a organizatorami. Nie chcę tego komentować. Jesteśmy jednak trochę rozczarowani tym, że na stadion nie przyszło tylu kibiców, ilu byśmy oczekiwali [turniej oglądało ponad 20 tys. widzów - przyp. red.]. Spodziewaliśmy się 30 tys., może nawet więcej. Uważam, że promotorzy z Bydgoszczy, którzy zorganizowali imprezę na Śląskim, powinni ściślej współpracować z ekipą ze stadionu. Tak, żeby budować odpowiednią atmosferę wokół imprezy.

Organizacja imprezy w Chorzowie była bardzo droga. Budowa nowego żużlowego toru kosztowała około 1,2 mln zł. Przygotowanie samego Grand Prix Europy to około 1 mln zł. Czy te koszty się zwrócą?

- Powinny, bo w przyszłym roku - taką mam nadzieję - odbędzie się w Chorzowie kolejna impreza. Koszty, które poniesiono w postaci budowy toru i całej infrastruktury, będą się więc zwracać w kolejnych latach. Pierwszy rok jest zawsze najtrudniejszy, wiemy to z doświadczenia. Jako BSI sami organizowaliśmy zawody GP w Cardiff, Hamar i Goeteborgu. Za pierwszym razem nigdy nie było profitów, bo przeznaczaliśmy duże pieniądze na promocję imprezy. Co innego w kolejnych latach. Taka inwestycja, jak ta w Chorzowie, na pewno będzie się zwracała.

Chcecie więc, żeby w przyszłym roku na stadionie w Chorzowie znów odbył się turniej Grand Prix?

- Musimy tutaj wrócić. Ten stadion jest najlepszym z dużych obiektów żużlowych na świecie. Rozgrywanie w Chorzowie najważniejszych imprez jest konieczne. Jestem pewien, że każdy, kto przyszedł tutaj dziś wieczór [z Johnem Postlethwaitem rozmawialiśmy po sobotnich zawodach - przyp. red.], z pewnością wróci też za rok.

Wkrótce decyzja o kalendarzu Grand Prix na kolejny sezon. Czy Polska w 2003 roku ponownie może liczyć na dwa turnieje?

- Zobaczymy, mam taką nadzieję. Ostateczne decyzje zapadną w najbliższych dniach, a kalendarz imprez zostanie ogłoszony w połowie października.