Z Drukarza Warszawa na mistrzostwa świata

Co łączy Drukarza Warszawa z mistrzostwami świata? Na pozór nic. Ale to ten amatorski klub - nie pierwszoligowe Legia czy Polonia - wychował dwóch piłkarzy, którzy dziś jako jedyni są reprezentantami Warszawy na mistrzostwa świata w Korei i Japonii - braci Marcina i Michała Żewłakowów.


Stadion Drukarza jest ukryty niemal w samym sercu stolicy - wśród drzew parku Skaryszewskiego, między małym amfiteatrem a klubem jeździeckim. Trudno zresztą nazwać go stadionem. W miejscu, gdzie były kiedyś trybuny, zostały betonowe podpórki dla nieistniejących już ławek. Wyglądają jak wystające z morza elementy falochronu, tylko że nie zalewa ich woda, lecz trawa.

W odróżnieniu od martwych trybun, na boisku toczy się życie. Na równo przystrzyżonej trawie, choć to wczesne popołudnie, trenuje kilka grup dzieci. Za boiskiem na torze łuczniczym ćwiczą naśladowcy Robin Hooda.

W stojącym nieopodal budynku klubowym czuć raczej przeszłość, jak na trybunach, niż przyszłość, jak na boisku. Dawno niemalowane zapleśniałe ściany. Ale jest też świadectwo chlubnej przeszłości. Dziesiątki, jeśli nie setki pucharów poustawianych w gabinecie trenerskim. Przy wejściu do niego wisi kilkadziesiąt zdjęć wychowanków klubu. Na honorowym miejscu kłuje w oczy plakat piłkarskiej reprezentacji Polski. Niżej jedyne oprócz niego kolorowe zdjęcia z podpisem: Marcin Żewłakow - Excelsior Mouscron, Michał Żewłakow - Excelsior Mouscron.

Wychowani na Drukarzu

- Oni na tym boisku niemal się urodzili - opowiada Henryk Ochmański. W Drukarzu pracuje od 26 lat. Wychował tysiące piłkarzy. Jest w tym klubie wszystkim - trenerem, ogrodnikiem, menedżerem, dyrektorem, magazynierem w jednej osobie. Bez niego sekcja piłkarska Drukarza dawno już by nie istniała.

- Przed laty na pierwszym piętrze mieściła się wojewódzka przychodnia sportowo-lekarska. Przychodzili do niej kolarze, lekkoatleci, piłkarze. Jako pielęgniarka pracowała tam pani Żewłakow, także wtedy, kiedy była w ciąży - opowiada Ochmański.

Bracia Żewłakow przyszli na świat w 1976 r. Na stadionie Drukarza przeżyli niemal całe dzieciństwo. - Pamiętam, że jeszcze zanim poszli do przedszkola, przychodziła tu z nimi mama. Chłopcy bawili się w piaskownicy, tzn. na zeskoku skoczni w dal. Niedawno tę piaskownicę zasypałem, żeby mieć gdzie robić rozgrzewkę z piłkarzami - mówi Ochmański.

- Potem wysłaliśmy dzieci do przedszkola na Saskiej. Żona prowadziła je rano do przedszkola, ale często po południu zostawała na stadionie, bo sprawowała opiekę medyczną na zawodach na Drukarzu. Wtedy szła na Saską po synów i zostawiała ich gdzieś na trawie za bramkami. Często bawili się piłką. To był ich pierwszy kontakt z futbolem - wspomina ojciec Marcina i Michała Żewłakowów - Gabriel.

Z podwórka na stadion

W trzeciej klasie szkoły podstawowej bracia Marcin i Michał Żewłakowowie po raz pierwszy próbują dostać się do Drukarza. Oblewają test mający wyłonić chłopców do klasy sportowej, której zajęcia prowadzone były w parku Skaryszewskim. - Na lekcji trener wybierał najzdolniejszych ruchowo piłkarzy z każdej klasy. Bardzo chciałem, żeby wybrał mnie. Niestety, w oczach trenera byłem chyba trzeci czy drugi. Mam tylko tę satysfakcję, że chłopak sklasyfikowany wyżej dziś już nie gra w piłkę, a ja gram, i to w reprezentacji - wspominał niedawno w "Gazecie" Michał. - Pamiętam, jak Michał przyszedł do domu załamany. A popełnił prosty błąd. Próbował się zapisać do starszego rocznika - mówi ojciec chłopców.

Bliźniacy już wtedy grali w drużynie osiedlowej na Pradze-Południe. Wkrótce przerodziła się ona w zespół szkolny. - W naszym bloku mieszkał trener Jerzy Smoliński. Miał kłopoty z przyjęciem dziecka do przedszkola. To były takie dziwne czasy. Wpadł więc na pomysł, aby zatrudnić się na pół etatu w szkole jako nauczyciel wf. Kiedy to zrobił, dziecko przyjęli mu do przedszkola, a on zaczął tworzyć drużynę piłkarską. Wziął do niej chłopców z podwórka, w tym moich synów - opowiada Gabriel Żewłakow. - Wkrótce okazało się, że chłopcom dobrze idzie. Jurek Smoliński dogadał się z Heńkiem Ochmańskim, bo Drukarz był najbliżej. Drużyna zaczęła grać pod skrzydłami Drukarza.

- Pewnego dnia przyszedł do mnie i spytał się, czy oni mogą się zgłosić do Drukarza. Przyjąłem całą drużynę, bo to byli nieźli chłopcy. Dałem im piłki, jakiś sprzęt do gry, na naszym boisku przygotowywali się do obozu - wspomina Ochmański.

Warszawa i Belgia

W Drukarzu bracia grali przez niemal dwa lata. Mieszkali w bloku przy ulicy Łukowskiej niecały kilometr od parku Skaryszewskiego. Obaj byli najpierw napastnikami. Dziś Michał jest lewym obrońcą. Marcin pozostał na pozycji, na której grał na początku kariery.

Kiedy trener Smoliński - dziś pracujący w Marcovii - został dyrektorem Marymontu, niemal cała drużyna z podwórka przy Ostrobramskiej poszła za nim. - Nie miałem czasu, aby się nimi zająć. Nauczyciel wf. ze szkoły, który ich wtedy prowadził, trenował z nimi na boisku do piłki ręcznej, tam gdzie dziś jest Géant przy Ostrobramskiej. Chłopcy czuli się zniechęceni, bo tam były straszne warunki. Takie piaszczyste boisko z wybojami. Poza tym przepadali za swoim poprzednim trenerem - wspomina Ochmański.

W Marymoncie byli równie krótko co w Drukarzu. Smoliński wyjechał do USA. Grupa się rozpadła. Braci Żewłakow wypatrzył na meczach młodzieżowej reprezentacji Antoni pracujący w Polonii Warszawa Antoni Giedrys. W 1990 r. ściągnął ich na Konwiktorską.

W tym klubie zostali dziewięć lat, aż do wyjazdu za granicę - najpierw do Beveren, a potem do Mouscron. Już jako gracze tych belgijskich klubów zadebiutowali w reprezentacji Polski.

Krok po kroku

Do dziś Marcin i Michał rozegrali razem ponad 40 meczów w kadrze. Zostali powołani do 23-osobowej kadry na mistrzostwa świata. Są jedynymi wychowankami warszawskiego klubu w zespole Jerzego Engela. Pierwszymi od mistrzostw świata w 1938 r. Wtedy na mundialu we Francji wystąpili dwaj zawodnicy, którzy pierwsze kroki stawiali w Polonii Warszawa - Władysław Szczepaniak i Edward Nyc. Na późniejszych MŚ Polskę reprezentowali zawodnicy Legii i Gwardii, ale żaden z nich nie wychował się w warszawskim klubie.

- Nigdy nie spodziewałbym się, że Marcin i Michał będą grać w I lidze, a co dopiero, że w reprezentacji Polski i do tego na mistrzostwach świata. Owszem, liczyłem, że będą żyć z piłki. Ale w ich grupie było co najmniej dwóch zawodników zapowiadających się na lepszych piłkarzy. U juniorów był taki pomocnik Konrad Trzoch - o wiele bardziej ambitny, agresywny, ruchliwy, ale doszedł tylko do III ligi. Pamiętam niezłego stopera. On chyba zrezygnował z treningów z powodów finansowych - mówi Ochmański. - Ale kariera braci toczyła się spokojnie. Nigdy nie pchali się na afisz, nie wyróżniali się, ale szli cały czas do przodu. Pilnował ich ojciec. Wszystko w tej karierze było rozsądnie zaplanowane. Kiedy nie mieścili się w Polonii, przeszli do Hutnika. Potem wrócili do Polonii i - kiedy znów mieli kłopoty - pojechali na staż do Belgii. To był kolejny krok naprzód. I jeszcze większy, kiedy Jurek Engel ciągnął ich za uszy do reprezentacji.

Zdjęcie z albumu

W prywatnym albumie Ochmański pokazuje zdjęcie braci Żewłakowów z dedykacją "Dla naszego wychowawcy z podziękowaniem". - Większe należą się Jurkowi Smolińskiemu. On ich wychował, ja tylko trochę pomogłem. Ale to miłe, że pamiętają o mnie i o Drukarzu - mówi Ochmański.

W Polonii, gdzie Żewłakowowie spędzili dziewięć lat, często zapomina się o tym epizodzie ich kariery. W większości "Skarbów kibica" w rubryce pierwszy klub często pojawia się nazwa Polonia, a nie Drukarz.

. - Nie wykłócam się o to. Na pewno nie dzięki Drukarzowi zostali wielkimi piłkarzami. Gdyby nie poszli do Polonii, nie tak potoczyłaby się ich kariera. My tchnęliśmy w nich piłkarskiego ducha, ale nie mogliśmy im zaoferować tego, co miała Polonia - profesjonalnych zgrupowań, gabinetów odnowy, odżywek. Na to nas już nie było stać. Staramy się wynajdywać tu młodziutkich piłkarzy, uczymy ich pierwszych kroków, a co potem się z nimi stanie, zależy już tylko od nich - tłumaczy trener Drukarza.

Żewłakowowie, Dźwigała i ...

Bracia są chlubnymi wyjątkami w historii Drukarza, choć ten klub ma jedną z najlepszych sekcji juniorskich w stolicy. Wielokrotnie zdobywał mistrzostwo Warszawy żaków, trampkarzy, juniorów młodszych i starszych. Ale tylko dzisiejsi reprezentanci Polski zrobili wielką karierę. Oprócz nich jeszcze Dariusz Dźwigała regularnie występuje w klubach I ligi, a Marek Jakóbczak gra w zespołach drugoligowych.

- To dlatego, że oni wcześniej weszli do dorosłej piłki. Miałem wielu zdolniejszych piłkarzy - no może poza Dźwigałą, wspaniałym talentem - którzy zdobywali po kilka mistrzostw Warszawy, ale zatrzymywali się później na III lidze i grają dziś w oldbojach, z brzuszkami po pas - trochę ze śmiechem mówi Ochmański.

Coraz gorzej i mistrzostwo

Przed kilkoma laty Drukarz zlikwidował sekcję seniorów. Wykupił ją i zmienił nazwę na Pogoń Konstancin sponsor Polonii Warszawa Janusz Romanowski. - Dzięki temu przeżyliśmy dalszych kilka lat - przekonuje Ochmański.

Ale teraz jest coraz gorzej. - Od dziewięciu miesięcy nie otrzymałem pensji. Wiążę jakoś koniec z końcem, bo trenuję zespoły amatorskie. Moi trenerzy biorą składki od rodziców. Uzbiera się tego 500 zł na miesiąc dla szkoleniowca - mówi Ochmański.

Z dumą pokazuje boisko. Eksploatowane non stop. Odbywa się na nim 10 spotkań tygodniowo. Grają wszystkie zespoły juniorskie, trenują drużyny z lig biznesu, z szóstek. Aż dziwne, że jest jeszcze na nim trawa. - Próbuję je oszczędzać, jak mogę. To trudne. Kiedy idziemy na rozgrzewkę do parku, przegania nas straż miejska. Kiedy trenuję amatorów, próbuję ich trochę oszukiwać. Ćwiczę z nimi na skrawku boiska, jak z trampkarzami, aby oszczędzić jak najwięcej murawy. Ale przecież nie mogę tego robić cały czas. Oni mi płacą za wynajem całego boiska - opowiada.

Z jednym boiskiem do treningów i bez środków na przetrwanie Drukarz w ubiegłym roku wywalczył największy sukces w historii. Zdobył mistrzostwo Polski juniorów do lat 17. - Na finałowy turniej przyjechaliśmy do Wronek 20-letnim autosanem. Kiedy zajechaliśmy, kazałem zaparkować tak, aby go nikt nie widział. Wstyd było, że drużyna z Warszawy prezentuje się tak biednie. Górnik Zabrze przyjechał piętrowym autokarem.

Drukarz stoczył z Górnikiem najbardziej pasjonujący mecz mistrzostw. Przegrywał kwadrans przed końcem 0:3. Wygrał 4:3. - A wydali na stworzenie swojej drużyny 300 tys. zł, my najwyżej 50 tys. - mówi Ochmański. W finale zespół z Pragi-Południe pokonał w rzutach karnych Hutnika Kraków. Już bez Ochmańskiego na ławce trenerskiej. Kilka godzin przed meczem został odwieziony do szpitala. Dostał zawału serca. - Ten mecz z Górnikiem kosztował mnie za dużo zdrowia - mówi.

Było to trzecie mistrzostwo Polski zespołu juniorskiego z Warszawy po sukcesie Legii w 1969 r. i Polonii w roku 1977. - Nasze mistrzostwo było dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Drużyna TKKF, która trenuje dwa razy w tygodniu, jest najlepsza w Polsce - dziwi się trener mistrzów.

***

Na trening Drukarza wyszedł właśnie jeden z zawodników mistrzowskiego zespołu. Nie widać po nim entuzjazmu. Grymasi. Nie wziął ze sobą nawet piłki.

Do ćwiczeń nakłania go Ochmański. Za przykład stawia Dźwigałę, braci Żewłakowów. - Wiesz, czym się różnisz od Żewłaków i Darka? Oni przeskakiwali przez płot, żeby trenować, poćwiczyć kiwkę, uderzenie, przebiec się z piłką. Byli tutaj codziennie. Ty dwa razy w tygodniu i narzekasz. I jaki z ciebie będzie piłkarz.

Historia rodziny Żewłakowów nie kończy się zaś na Marcinie i Michale. Od roku w Drukarzu trenuje Tomasz Żewłakow, kuzyn braci bliźniaków. - Widzę w nim dobrego piłkarza - zapowiada Ochmański.

Wychowankowie warszawskich klubów na MŚ:

1938 - Władysław Szczepaniak (Polonia), Edward Nyc (Polonia), Stanisław Baran (Warszawianka) - rezerwowy;

2002 - Marcin Żewłakow (Drukarz), Michał Żewłakow (Drukarz).



Marcin i Michał Żewłakowowie

Urodzeni 22 kwietnia 1976 r. w Warszawie. Do czasu wyjazdu do Belgii mieszkali na warszawskim Grochowie. Od 1986 r. w Drukarzu Warszawa. Dwa lata później przeszli do Marymontu, a rok później do Polonii. W Polonii grali przez dziewięć lat, z półroczną przerwą na występy w Hutniku. W 1998 r. zostali wicemistrzami Polski. W roku 1999 odeszli do pierwszoligowego belgijskiego klubu Beveren na staż. Po roku zostali sprzedani za około dwa mln zł do Excelsioru Mouscron. Ostatnio wystąpili w finale Pucharu Belgii i wywalczyli drugi w historii klubu awans do europejskich pucharów. Michał Żewłakow jest bliski sfinalizowania transferu do Ajaxu Amsterdam. W reprezentacji Polski pierwszy zadebiutował Michał - w 1999 r. w meczu z Nową Zelandią, Marcin w roku 2000 w spotkaniu z Francją. Do tej pory Michał rozegrał w kadrze 25 spotkań i strzelił jedną bramkę. Marcin cztery - w 17 spotkaniach.