Jak Wilangowski zdobył tysiąc dolarów

Były środkowy toruńskiej drużyny koszykarskiej rzucał się na parkiet tak długo, aż trener kadry dał mu pieniądze.
Krzysztofa Wilangowskiego, potężnego - 210-centymetrowego - centra toruńskiego AZS/Elany sprzed dekady wspomina teraz Mariusz Bacik, była gwiazda polskiej ekstraklasy i kolega torunianina z reprezentacji Polski. W wywiadzie dla "Życia Warszawy" stwierdził:



Langosz (były trener reprezentacji - przyp. red.) był kolejnym w panteonie niedoszłych zbawicieli polskiego basketu. Na prowadzonych przez niego treningach częściej leżałem na parkiecie niż po nim biegałem. Jego ulubionym ćwiczeniem były... rzuty na piłkę. I to takie, żeby krew z kolan leciała. Część graczy rzucała się rzadziej, inni częściej. Pewnego dnia Langosz oznajmił nam: Panowie, mam dodatkowy budżet. Kto będzie rzucał się najbardziej efektownie, dostanie ode mnie 100 dolarów.

Krzysiek Wilangowski od razu padł na parkiet z takim impetem, że aż w całej hali zadudniło. Langosz na to: "Brawo Krzysiu, brawo! Tak trzymać!".

Na to "Wiluś": "Trenerze, jak pan chce, to mogę jeszcze raz". "Dawaj Krzysiu, dawaj" - usłyszał. Więc znów walnął z całej siły w parkiet. I jeszcze raz, i jeszcze. Na koniec treningu podszedł do selekcjonera i pyta: "Gdzie są moje pieniądze?". Langosz zaczął stękać i wymigiwać się, czym tylko rozsierdził Wilangowskiego. Krzysiek spojrzał na niego ostrym wzrokiem i powiedział stanowczo: "Trenerze, niech trener mnie nie denerwuje! Należy się tysiąc baksów. Jak ich nie dostanę, zaraz panu przypier...". Langosz wystraszył się i wypłacił wszystko. Co co centa - kończy historię o toruńskim zawodniku Bacik.