Derby Łodzi. Adrian Budka z Widzewa: "W meczu z ŁKS mamy coś do zrobienia"

- ŁKS jest wyżej w tabeli, ma priorytet, że gra u siebie, przed własną publicznością, ale my na al. Unii pojedziemy po trzy punkty - mówi Adrian Budka, kapitan Widzewa przed derbami Łodzi
ROZMOWA Z

ADRIANEM BUDKĄ

kapitanem Widzewa

Maciej Nowocień: Wiesz, który derbowy występ cię czeka w niedzielę?

Adrian Budka: Szczerze mówiąc, to nie liczyłem...

W meczu przeciwko ŁKS na boisko wyjdziesz po raz siódmy, nie licząc spotkań oglądanych z ławki rezerwowych.

- Najbardziej pamiętam moje pierwsze derby, kiedy przychodziłem do Widzewa. Wygraliśmy u siebie 5:0, ale wtedy usiadłem na ławce. Doskonale pamiętam również spotkanie, w którym strzeliłem gola. Pokonaliśmy wówczas ŁKS u siebie 2:1. Można powiedzieć, że ten mecz wyjątkowo mi wyszedł.

Niedzielne derby będą inne, niż do tej pory?

- Wydaje mi, że będą podobne. Pojedziemy na stadion, gdzie będzie mnóstwo kibiców. Mecz obejrzy ponad 5 tys. fanów, czyli podobnie, jak w ekstraklasie. Szkoda, że nasi kibice nie mogą wejść na stadion, bowiem grałoby nam się dużo lepiej.

Z aktualnego składu Widzewa tylko ty i Princewill Okachi znacie klimat derbów. Co powiecie kolegom?

- Przy każdej rozmowie z młodszymi kolegami staramy się motywować ich jeszcze bardziej. Ale też większość naszych zawodników zdaje sobie sprawę, jaki to będzie mecz. Przecież widzą, jak całe miasto nim żyje. Na pewno wiedzą, co ich czeka. Jako drużyna musimy się dobrze przygotować pod względem piłkarskim, fizycznym oraz mentalnym. Jeśli będziemy w stu procentach przygotowani i pokażemy to, na co nas stać, to powinno być dobrze.

Taka gra, jak przeciwko rezerwom Jagiellonii Białystok wystarczy do zwycięstwa?

- Na tle rywala rozegraliśmy dobry mecz, ale wiem, że stać nas na jeszcze więcej. Nie będziemy grali ze słabą drużyną i zdajemy sobie z tego sprawę. Wierzymy jednak też w swoje umiejętności.

Musicie poprawić skuteczność.

- To prawda. Stwarzamy sobie dużo sytuacji, zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie każdego meczu. Wychodzimy z fajnymi kontrami, ale brakuje nam wykończenia i często też spokoju pod bramką.

ŁKS jest liderem tabeli. Widziałeś jego mecze?

- Jeszcze nie. Mamy jeszcze trochę czasu do meczu i czekają nas odprawy. Jestem pewny, że poznamy zarówno mocne, jak i słabe strony ŁKS; trener nam wszystko nakreśli. W niedzielę wszystko zweryfikuje jednak boisko. ŁKS jest wyżej w tabeli, ma atur, że gra u siebie, przed własną publicznością, ale my na al. Unii pojedziemy po trzy punkty.

Stracone dwa punkty w Białymstoku jeszcze bardziej zmobilizują was przed derbami?

- Byłem zły po tym meczu, bo zremisowaliśmy w zasadzie wygrane spotkanie. Jak już wtedy powiedziałem, piłka bywa brutalna i w tym dniu było to doskonale widać. Zabrakło nam minuty, by osiągnąć swój cel. Trzeba jednak zapomnieć o tamtym meczu i od początku tygodnia koncentrujemy się już tylko na spotkaniu z ŁKS. Mecz w Białymstoku na pewno będzie dla nas nauczką na przyszłość. Trzeba z tego wyciągnąć wnioski.

Widzewa nie omijają kontuzje przed tym ważnym meczem...

- Cóż, nie jest przyjemne, jak ktoś wypada z kadry z powodu kontuzji. Ale taki jest sport. Musimy sobie z tym poradzić. Jest szeroka kadra, wszyscy trenują, dają z siebie maksimum. Właśnie po to, żeby wyjść na boisko w takich momentach.

Znów nie będziecie mogli liczyć na wsparcie kibiców, którzy nie zostaną wpuszczeni na stadion przy al. Unii.

- Na pewno obecność naszych kibiców na dobre wyszłaby dla całej piłki nożnej. Szkoda, że nie zobaczą tego meczu na żywo, ale będą niedaleko i na pewno będą śledzić to spotkanie. Fajnie też, że mecz będzie można zobaczyć w telewizji. Kibiców nie będzie i na stadionie, ale będziemy czuć ich wsparcie. Musimy jednak zapomnieć o całej otoczce i skoncentrować się na murawie. Bo mamy robotę do zrobienia.