Lech Poznań. Ty51-183 - parowóz, w którym palacz miał rajskie życie

O parowozie Ty51, który stanął pod stadionem w Poznaniu, mówiono, że ma "niewyczerpany zapas mocy". Kiedyś był już pomnikiem w... Szczecinie.


"Potężny parowóz Ty51 wpadł z łoskotem wśród kłębów pary na stację i zatrzymał się na bocznym torze. Zaledwie maszynista Paweł Landowski zszedł z lokomotywy, kiedy otoczyło go kilku kolejarzy. No i jak? Żelazny palacz nie zawiódł? - mnożyły się pytania. W głosie maszynisty Landowskiego brzmiał zachwyt: - Mówię Wam, wspaniała lokomotywa. Uciągnąć może pociąg towarowy o wadze 2500 ton, zamiast 1500 czy 1800 ton, jak inne. Rajskie życie ma jej palacz. Nie musi w ogóle narzucać węgla" - relacjonowała w latach 50. prasa zachwyt, jaki wzbudzał ten parowóz. Model Ty51 od tego weekendu jest symbolem Kolejorza, który stanął przed stadionem przy Bułgarskiej.

Faktycznie musiało być w nim coś niezwykłego, skoro w nocy z sobotę na niedzielę, gdy lokomotywę przewożono na stadion, emerytowany maszynista Zbigniew Dziędzielak mówił o niej wyraźnie wzruszony. Lech Poznań zyskał nowy, niezwykle efektowny symbol. To 130-tonowa maszyna wyprodukowana w 1956 roku w zakładach Cegielskiego i tam też odrestaurowana w ostatnich miesiącach. Kolos robi nie mniejsze wrażenie niż robił sześćdziesiąt lat temu, gdy został zbudowany.

"Starzy kolejarze, którzy znaczną część życia spędzili w podróżach, przyglądali się z zainteresowaniem nowym urządzeniom w parowozie i wygodnemu pomieszczeniu dla obsługi. Bo pomyślcie: zainstalowany na tenderze Ty51 mechaniczny podawacz całkowicie wyręcza palacza. (...) Zamiast narzucać ręcznie do trzech ton węgla w ciągu godziny, palacz reguluje jedynie od czasu do czasu dopływ paliwa na palenisko" - pisała "Gazeta Poznańska" w sierpniu 1955 roku.

Parowóz Ty51 był odpowiedzią na zlecenie, które w 1951 roku przyszło z Warszawy do Centralnego Biura Konstrukcyjnego Przemysłu Taboru Kolejowego w Poznaniu. Zgodnie z oczekiwaniami stołecznego ministerstwa miała bowiem powstać lokomotywa "zupełnie nowego typu, większa niż dotychczas spotykane w Polsce" do przewozu ciężkich pociągów towarowych. I powstała. Parowóz z tenderem, które od niedzieli stoją na specjalnym peronie pod stadionem przy Bułgarskiej, był najcięższą taką maszyną w historii polskiego kolejnictwa, a dziś już wiemy, że także jedną z najbardziej efektownych. Wtedy stanowiła "osiągnięcie na miarę europejską".

Zresztą, co tam europejską. Inżynierowie: Wiktor Wysłouch, Gustaw Bryling, Wacław Petruczko, Franciszek Mazurczak "spędzili niejeden dzień nad różnymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi". Stworzyli lokomotywę o bardzo wysokiej wytrzymałości, "mimo że jest o 6 ton lżejsza od lokomotyw tej samej mocy, kursujących w Ameryce". Jak informowano w gazetach, miała "niewyczerpalny zasięg mocy", a system mechanicznego podawania węgla pozwalał zaoszczędzić siedem procent surowca w porównaniu z tradycyjną metodą.

W 1955 roku konstruktorzy Ty51 dostali za parowóz "rządową nagrodę III stopnia za wybitne osiągnięcia dla dobra naszego kraju".

Lokomotywa Lecha Poznań ma 23 metry długości, miała moc 2160 KM. Wyprodukowano 232 takie maszyny, a parowóz z Bułgarskiej jest jednym z zaledwie czternastu, które przetrwały do dziś. Ten o symbolu Ty51-183 służył w całej Polsce. Należał kolejno do lokomotywowni w Żurawicy na Podkarpaciu, Rzeszowie, Skierniewicach, Łukowie na Lubelszczyźnie, Tomaszowie Mazowieckim i Rzepinie. W 1987 roku został tam skreślony z inwentarza i służył jako pomnik w lokomotywowni Szczecin Port Centralny. Stamtąd trafił do Wolsztyna, gdzie wypatrzyli go pomysłodawcy akcji "Stawiamy Legendę na Stacji Bułgarska".