El. MŚ 2018. Polska - Dania. Obrońca Lecha Poznań: Polska jest łatwa do "przeczytania", ale trudna do pokonania

- Polska ma lepszych piłkarzy, ale Dania ma lepszą drużynę. Wygrana dałaby nam już na starcie pięć punktów przewagi nad wami - mówi duński obrońca Lecha Poznań Lasse Nielsen przed wieczornym meczem Polska - Dania.
Hanna Urbaniak: Mecz Polska - Dania jest pewnie dla ciebie wyjątkowy.

Lasse Nielsen: Oczywiście, wybieram się do Warszawy go obejrzeć. Uważam, że Dania ma duże szanse na zwycięstwo. Wszyscy zawodnicy są w niezłej formie, regularnie grają w swoich klubach. Poza tym na waszej drużynie ciąży spora presja po remisie w pierwszym meczu w Kazachstanie. Dania pierwsze spotkanie wygrała [1:0 z Armenią - przyp. red.] i - jak powiedział mi były klubowy kolega Rasmus Falk - wszyscy w reprezentacji chcą was pokonać, żeby mieć już na starcie pięć punktów przewagi nad wami.

Kto zatem jest faworytem?

- Mimo wszystko Polska, która ma lepszych piłkarzy. Dania ma jednak lepszą drużynę. Nowy trener [Age Hareide - przyp. red.] wniósł do reprezentacji nową jakość i dużą pewność siebie. Słyszałem, że powiedział piłkarzom, iż nie przyjechał do Polski po jeden punkt, tylko po komplet. Zmieniła się też taktyka. Teraz gramy z trójką środkowych obrońców i dwójką ofensywnie usposobionych bocznych obrońców, którzy są niscy i bardzo szybcy. W drużynie jest też sporo młodych zawodników. W przyszłości będziemy mieli bardzo silny zespół.

Co się mówi w Danii o reprezentacji Polski? Znacie kogoś poza Robertem Lewandowskim?

- Media dużo pisały o Lewandowskim, ale też o Arkadiuszu Miliku. Przekaz jest taki, że polska drużyna jest bardzo łatwa do "przeczytania", ale niezwykle trudna do pokonania. Wasza taktyka jest prosta, ale wysoka jakość zawodników powoduje, że nie gra się przeciwko wam łatwo.

Wasz selekcjoner wie, że w Poznaniu gra Lasse Nielsen? Masz szansę na grę w kadrze?

- W reprezentacji gra już jeden Lasse Nielsen, z belgijskiego Gent. Teraz nie ma go w drużynie, ale ostatnio był powołany. Mamy też świetnego obrońcę, który gra z FC Basel w Lidze Mistrzów [Daniel Hoegh - przyp. red.], a mimo to też nie załapał się do reprezentacji. Nie chcę się tłumaczyć, ale konkurencja na tej pozycji jest u nas naprawdę ogromna. Może gdybym był napastnikiem, tak jak Nicki Bille. On ma dużo większe szanse. Jeśli wróci do zdrowia i będzie w formie, to ma duże szanse na powrót do kadry.

Brakuje wam napastników?

- Tak. Niklas Bendtner jest już w lepszej formie, znalazł klub i powoli wraca do gry, ale wciąż nie wrócił do reprezentacji. Każdy napastnik, który strzela gole, może być więc atrakcyjny dla selekcjonera.

Spędziłeś już w Polsce kilka miesięcy. Liga polska jest lepsza od duńskiej?

- Jest bardzo wyrównana, w każdym meczu trzeba grać na maksimum możliwości, żeby zdobyć trzy punkty. Każdy mecz jest ciężki. A w Danii FC Kopenhaga świetnie radzi sobie w Lidze Mistrzów, zwłaszcza w porównaniu do Legii Warszawa, ale wydaje mi się, że generalnie liga polska jest mocniejsza. Może to przez to zainteresowanie i tłumy kibiców na meczach. To daje poczucie, że ta liga jest poważniejsza.

Ale reprezentant Polski Kamil Wilczek wolał grać w Broendby niż Lechu Poznań. Strzela tam zresztą sporo goli.

- Wszyscy go lubią i mu kibicują, bo może nie zdobywa spektakularnych bramek, ale ma łatwość strzelania goli, zawsze jest tam, gdzie powinien być, żeby skierować piłkę do bramki.

Zaaklimatyzowałeś się już w Poznaniu?

- Razem z rodziną świetnie się tutaj czujemy. Lato było gorące i bardzo długie. Byłem tym zaskoczony, chociaż teraz pogoda już bardziej przypomina tę panującą w Skandynawii. Stadion i warunki do treningów są świetne, a miasto przyjazne, zwłaszcza po wygranych meczach.

Życie bardzo różni się od tego w Danii?

- Niespecjalnie. Mieszkałem blisko Kopenhagi, która jest bardzo podobna do Poznania. Tam też jest sporo studentów i młodych ludzi. Akurat przyjechałem dzisiaj do klubu rowerem, bardzo lubię ten sposób podróżowania po mieście, ale myślę, że w Poznaniu mogłoby powstać więcej ścieżek rowerowych. Teraz na stadion mam pięć minut, ale wkrótce przeprowadzę się w okolice Areny, a wtedy rower schowam do garażu i będę dojeżdżał samochodem. Aż do następnej wiosny, wtedy znów przesiądę się na rower.

Co cię w Poznaniu najbardziej zaskoczyło?

- Mieszkańcy, którzy są bardzo oddani Lechowi. Gdy idziesz ulicą, zawsze spotkasz kogoś, kto chce rozmawiać o futbolu.

Innym piłkarzom ze Skandynawii to przeszkadzało. Mówili, że ta presja jest zbyt duża.

- Ale ja właśnie po to tutaj przyjechałem. Takie wyjście ze strefy komfortu pozwala się rozwijać, poznać nową kulturę. Bardzo lubię czuć obecność kibiców w swoim życiu.