Rewelacja czeskiej ligi porównywana do Leicester City. Za jej sukcesami stoi były trener Lecha Poznań

Z mistrzem Czech, Victorią Pilzno wygrali 2:0 i to na wyjeździe, zremisowali ze Spartą Praga 1:1. Po dziewięciu meczach klub FC Fastav Zlin jest niepokonany, zajmuje trzecie miejsce w tabeli i traci tylko punkt do lidera. Trenerem rewelacji tego sezonu czeskiej ekstraklasy jest Bohumil Panik, trener Lecha Poznań w 2003 roku.


Kibice piłki nożnej uwielbiają takie historie, a dziennikarze - porównania. Czeski korespondent agencji Associated Press nazwał w swojej depeszy piłkarzy Bohumila Panika Zlincester, w nawiązaniu do rewelacyjnego mistrza Anglii, Leicester City, który sięgnął po tytuł wbrew opiniom fachowców. - Historia Leicester City jest jak bajka, a ja lubię bajki - mówi blisko 60-letni szkoleniowiec.

Starsi kibice Lecha Poznań z pewnością pamiętają 2002 rok i decyzję o powierzeniu drużyny z Bułgarskiej Czechowi Bohumilowi Panikowi. Najpierw jako dyrektorowi sportowemu, a kilka miesięcy później, w marcu 2003 roku - także jako trenerowi. - Przychodziłem do Poznania jako dyrektor do spraw sportowych. Teraz nadal pełnię tę funkcję. Pojawił się jednak problem z licencją trenerską dla Czesława Jakołcewicza. PZPN nie przyznał mu licencji, więc prezes postanowił, że ja zostanę zgłoszony do związku jako pierwszy trener zespołu. W ten sposób łączę dwie funkcje. Można mnie zatem nazywać i dyrektorem, i trenerem - tłumaczył wówczas.

Przyjście Bohumila Panika, który wcześniej pracował m.in. w Sigmie Ołomuniec, miało przygotować grunt przyszłemu trenerowi, również Czechowi Liborowi Pali, który do końca tamtego sezonu był związany z umową ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki. Czeski eksperyment przy Bułgarskiej nie wypalił, bo Libor Pala został wkrótce zwolniony i zastąpiony przez Czesława Michniewicza. "Czechu za Czecha" - pisaliśmy w "Gazecie Wyborczej".

Bohumil Panik został w Polsce jeszcze przez pewien czas. Pracował w Miedzi Legnica i Pogoni Szczecin, z której odszedł w kwietniu 2005 roku. Od niespełna dwóch lat prowadzi Fastav Zlin.

Jest z tym miastem związany niemal od urodzenia (Zlin nazywał się wówczas Gottwaldow), grał tam w piłkę, ale bez sukcesów, więc postawił na naukę zawodu trenera. Kształcił się w Ołomuńcu, a potem zaczął pracę z juniorami klubu ze Zlina. Wkrótce objął pierwszy zespół. Losy Bohumila Panika, który dopiero tuż przed sześćdziesiątymi urodzinami (będzie je obchodził w Sylwestra) zaczyna odnosić największe sukcesy, są więc nie mniej fascynujące, niż dokonania jego piłkarzy.

Zespół ze wschodnich Czech nigdy nie był mistrzem kraju. W poprzednim sezonie z trudem utrzymał się w ekstraklasie, z przewagą zaledwie trzech punktów nad strefą spadkową. Potrafił wiosną przegrać pięć meczów z rzędu. Nic więc dziwnego, że przed obecnymi rozgrywkami za jedną koronę postawioną na mistrzostwo dla Fastavu bukmacherzy - w przypadku sukcesu na koniec sezonu - byli gotowi wypłacić... dziewięćset.

Tymczasem piłkarze klubu z budżetem wynoszącym dwa miliony dolarów nie przegrali ani jednego meczu w tym sezonie. Potrafili wygrać w Pilznie z mistrzem kraju Victorią 2:0. Z kolejnym uczestnikiem europejskich pucharów, Spartą Praga zremisowali 1:1. W pojedynku z inną stołeczną drużyną, Slavii Praga wygraną stracili w piątej minucie doliczonego czasu gry, bo wtedy padła bramka na 2:2. W miniony weekend zaś wydawało się, że rewelacyjny ówczesny lider przegra wreszcie pierwsze spotkanie. Piłkarze Bohumila Panika przegrywali z Jabloncem na swoim terenie 0:2 aż do 84. minuty. Zremisowali 2:2 po golach strzelonych w ciągu czterech minut, co wywołało euforię na sześciotysięcznym stadionie.



- Odwrócenie losów tego spotkania jest dla nas jak zwycięstwo - przyznał trener. Styl gry zespołu ze Zlina jest porównywany do Leicester. Opiera się na bardzo dobrze zorganizowanej obronie, szybkich kontratakach i umiejętności wykorzystania niemal każdego błędu defensywy rywala.

Bohumil Panik podkreśla, że stara się naśladować w swojej pracy takich mistrzów taktyki, jak Giovanni Trapattoni czy były selekcjoner kadry Karel Bruckner. W Zlinie jest jednak chwalony za to, że potrafi dopasować styl gry zespołu to piłkarzy, których ma do dyspozycji. A w składzie próżno szukać gwiazd, najlepsi zawodnicy są wyceniani na 300-400 tys, euro. Trener świetnie wykorzystuje ich potencjał.

Dobrym przykładem jest serbski skrzydłowy Vukadin Vukadinović, uważany za jednego z najszybszych zawodników w całej czeskiej lidze. W poprzednich klubach nie błyszczał, a w Fastavie ma w tym sezonie już dwa gole i trzy asysty. To po jego dośrodkowaniach zespół stwarza zagrożenie pod bramką przeciwnika.

- To miłe, że porównuje się nas do Leicester. Dla takich małych klubów jak nasz, to idealny przykład do naśladowania - przyznał Bohumil Panik.