Marcin Płuska, trener Widzewa: "To był pracowity rok" [ROZMOWA]

- Każdy chciałby pracować w jednej drużynie po 20 lat, jak Arsene Wenger w Arsenalu, ale o to jest bardzo ciężko - mówi Marcin Płuska, trener Widzewa. W piątek minął rok, od debiutu szkoleniowca na widzewskiej ławce
Rozmowa z

Marcinem Płuską

trenerem Widzewa

Maciej Nowocień: Szybko minął panu rok pracy w Widzewie?

Marcin Płuska: Stanowisko objąłem 24 września i zleciało w miarę szybko. Cały czas mamy postawiony określony cel, a ja cały czas żyję meczami i treningami. Nie ma czasu na inne rzeczy. Muszę robić to, co do mnie należy.

Coś pana zaskoczyło przez ten czas?

- Każdy dzień przynosi nowe przemyślenia. W Widzewie cały czas się coś dzieje, a mogłoby trochę mniej (śmiech). Ja żyję z dnia na dzień, z meczu na mecz. Był to pracowity rok i obym jak najdłużej został w Widzewie.

Musiał się pan zderzyć też z krytyką, której nie brakuje.

- Zawsze są zwolennicy i oponenci, w każdym klubie, nie tylko w Widzewie. Ja zawsze robię wszystko najlepiej, jak potrafię. Na razie wynik i całą naszą pracę ciężka praca nas bronią. Mamy długą serię meczów bez porażki.

Faktycznie, można pozazdrościć statystykom pana drużyny. Na 40 oficjalnych meczów wygraliście 30.

- O kurczę, to nieźle (śmiech).

Nie ma pan wrażenia, że praca szkoleniowca w Widzewie to posada na gorącym krześle?

- Ale taka jest już praca trenera w każdym klubie. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Trzeba się też liczyć z tym, że kiedyś się odejdzie z klubu. Każdy chciałby pracować w jednej drużynie po 20 lat, jak Arsene Wenger w Arsenalu, ale o to jest bardzo ciężko. Na szczęście mamy mądrych ludzi, którzy zarządzają naszym klubem i zdają sobie sprawę, że nie zawsze będzie kolorowo. Mimo to, trzymają się obranego planu.

Co teraz doradziłby pan koledze, który miałby objąć podobne stanowisko w tak uznanym klubie?

- Żeby robić swoje. Trzeba mieć swój rozum, bo zawsze znajdzie się sto tysięcy różnych doradców. Wystarczy skupić się tylko i wyłącznie na swojej pracy i nie patrzeć na nic innego.

Załóżmy, że zimą dostaje pan ofertę z klubu ekstraklasy lub I ligi. Co by pan zrobił?

- Na razie nie mogę, bo nie mam takich uprawnień (śmiech). Na razie jestem mam licencję UEFA A, która umożliwia mi trenowanie zespołu w trzeciej lidze. Mamy dwie pieczenie na jednym ogniu, bo jeśli wywalczymy awans, to od razu będę mógł przystąpić do kursu na UEFA PRO. W innym przypadku muszę przepracować co najmniej pięć lat w trzeciej lidze.