Niewypały i wielkie pomyłki: Transferowy chaos piłkarskiego Śląska

Śląsk w czasie prawie trzyletniej kadencji tego zarządu ściągnął aż 41 graczy! Sprawdziło się niewielu, zdecydowana większość dawno już w klubie nie gra.
"Mądra polityka transferowa" - to motto, które miało przyświecać szefom Śląska, odkąd objęli rządy w klubie. Śląsk za prawie trzyletniej kadencji prezesa Pawła Żelema poza tym, że zapowiadał szkolenie młodzieży oraz wyławianie utalentowanych zawodników z regionu, miał też pozyskiwać piłkarzy, których będzie można szybko ograć i sprzedać ze sporym zyskiem.

- Przeprowadzenie transferów nie musi oznaczać wyrzucania pieniędzy w błoto. Może uda nam się pozyskać też takich piłkarzy, którzy mają coś do udowodnienia, a niekoniecznie patrzą dziś tylko na wysokie zarobki. Oni mogą nam pomóc w realizacji naszych celów, a samemu sobie zbudować lepszą pozycję na przyszłość - mówił na początku pracy prezes Żelem.

Przeanalizowaliśmy efekty transferowe działania Śląska w ostatnich sezonach.

Na chybił trafił

Szefowie Śląska w trakcie niespełna trzyletniej kadencji transferowali do zespołu aż 41 graczy! Problem w tym, że naprawdę transfery wartościowych graczy są wyjątkami. Zdecydowana większość zawodników okazała się kompletnym niewypałem.

Chaotyczna i niekonsekwentna polityka transferowa sprawiła, że Śląsk stał się klubem, do którego hurtowo wpychano nowych piłkarzy, dawano im kilka miesięcy na pokazanie umiejętności, po czym szybko z nich rezygnowano.

Tak było chociażby w przypadku napastnika Milosa Lacnego. Słowak trafił do Śląska w zimowym oknie transferowym sezonu 2014/15. Wcześniej miał na koncie m.in. niezły strzelecki okres w słowackiej ekstraklasie. Do Wrocławia trafił po poważnej kontuzji. Zaliczył tylko sześć ligowych spotkań i na boisku spędził tylko 101 minut.

Przeciętniacy

Inny sprowadzony wówczas zawodnik - Rumun Andrei Ciolacu - miał być inwestycją w przyszłość. Podpisano z nim półtoraroczny kontrakt z opcją przedłużenia o kolejny sezon. Zarabiał ok. 20 tys. zł miesięcznie. Kilka miesięcy później zmuszano go do rozwiązania kontraktu.

- Prezes Żelem powiedział mi, że jeśli nie zwrócę wszystkich pieniędzy, jakie zarobiłem w Śląsku od początku roku, to zostanę we Wrocławiu jeszcze przez rok. Ale będę tylko ćwiczył z drugą drużyną. Zapowiedział, że nigdy nie zagram w pierwszym zespole - mówił wówczas na łamach "Wyborczej" Ciolacu.

Ostatecznie ze Śląskiem się dogadał i odszedł.

Poza nim w Śląsku nie sprawdzili się jeszcze m.in. Juan Calahorro, Jacek Kiełb, Andras Gosztonyi, Marcel Gecov, Wiktor Żytek czy Ihor Tyszczenko. Wrocławianom nie udało się zarobić również na Lukasie Droppie.

Kolejny fatalny zaciąg Śląska to liczna grupa piłkarzy z regionu. W sezonie 2014/15 do Śląska trafili m.in. Konrad Kaczmarek, Waldemar Gancarczyk, Bartosz Machaj czy Szymon Przystalski. Wszyscy dość szybko żegnali się z klubem. Grywali głównie w trzecioligowych rezerwach. Bez rewelacji kończyły się też przygody Mateusza Machaja i Krzysztofa Danielewicza.

Marna skuteczność

W trzyletniej pracy prezesa Żelema zdarzyło się zaledwie parę pozytywnych wyjątków. Takimi graczami są pozyskani zimą 2014 roku skrzydłowi Robert Pich i Flavio Paixao.

Na plus można zaliczyć również pozyskanie z trzecioligowej Ślęzy Pawła Zielińskiego oraz Toma Hateleya. Gwarancją sukcesu miał być powrót do Wrocławia Piotra Celebana. Ale nie jest on już tak znaczącą postacią jak wtedy, gdy Śląsk zdobywał mistrzostwo Polski.

W minionym sezonie dołączyli: Adam Kokoszka, Lasha Dvali, Ryota Morioka, Kamil Biliński czy Bence Mervo. Większość z nich jest dziś zawodnikami pierwszego składu. Teoretycznie największe szanse zarobienia na transferach gwarantują Morioka i Dvali. Ale przyszłość pokaże, jak będzie. Śląsk nie słynie ze spektakularnych transferów, jak choćby Jagiellonia, która sprowadza tanio, a drogo sprzedaje.

Na innych piłkarzach Śląsk już raczej nie zarobi. Kokoszka i Biliński nie są już najmłodsi, a 21-letni Mervo jest w Śląsku na zasadzie wypożyczenia. Poza tym gra beznadziejnie.

W przypadku Śląska trudno mówić o jakiejś racjonalnej polityce transferowej. Ostatnio do Śląska sprowadzono aż 11 zawodników, w tym tylko dwóch Polaków. A latem Śląskowi nie udało się natomiast nikogo wytransferować za pieniądze. W ogóle w trzech ostatnich latach Śląsk na transferach zarobił niewiele. Do Lechii w sumie za ok. 400 tys. euro sprzedano Sebastiana Milę i Flavio Paixao. Z kolei niemiecki drugoligowiec 1. FC Kaiserslautern zapłacił Śląskowi za Picha ok. 260 tys. euro.

Prezes Żelem - do pewnego momentu odpowiedzialny za transfery - ma na koncie wiele wpadek. Ale wkrótce może dojść kolejna - milionowe odszkodowanie dla Sebino Plaku. Kilka tygodni temu Albańczyk oskarżył Śląsk i prezesa o szykanowanie i wygrał sprawę w Trybunale Arbitrażowym w Lozannie.

Transfery Śląska z czasów tego zarządu

2013/14 (okno zimowe) - 8 (Zieliński, F. Paixao, Calahorro, Droppa, Pich, Hateley, M. Machaj, Pawłowski)

2014/15 - 13 (Kaczmarek, Ciolacu, Celeban, Gancarczyk, Danielewicz, Lacny, Pawełek, B. Machaj, Grajciar, Bartkowiak, Angielski, Przystalski, Abramowicz)

2015/16 - 11 (Kiełb, Kokoszka, Dvali, Pich, Gecov, Morioka, Biliński, Gosztonyi, Żytek, Tyszczenko, Mervo)

2016/17 - 11 (Kamenar, Madej, Riera, Stjepanović, Augusto, Engels, Goncalves, Budzyński, Alvarinho, Joan Roman, Mervo)

Zestawienie obejmuje transfery definitywne oraz wypożyczenia

Więcej o: