Prezes Jerzy Witaszek. Ze zmian podoba mi się tylko jedna

Od tego sezonu powstała w męskiej piłce ręcznej liga zawodowa. Rozgrywki toczą się też w innej formule. Zespoły zostały podzielone na dwie liczące po siedem drużyn grupy - granatową i pomarańczową, w której grają puławskie Azoty. Inna też jest punktacja.
ROZMOWA JERZYM WITASZKIEM*

Wiesław Pawłat: Za nami cztery kolejki rozgrywek. Jak oceniasz nowy system?

Jerzy Witaszek: Powiem szczerze, że z tych zmian podoba mi się tylko to, że mecze nie mogą kończyć się remisem. Daje to nowe możliwości taktyczne, jest więcej emocji, co sprawia, że kibice też są bardziej zadowoleni.

W tej chwili funkcjonują trzy tabele. Czy nie jest jakieś zaciemnienie obrazu?

- Oczywiście, że jest. Kibic chce jasno wiedzieć, kto jest pierwszy, drugi czy trzeci. Teraz są odrębne tabele dla obu grup oraz tabela ogólna. Poza tym sam system punktacji jest dziwny, bo za wygraną z drużyną z własnej grupy otrzymuje się trzy punkty, a za zwycięstwo nad zespołem z drugiej dwa. Tak więc my za pokonanie beniaminka Piotrkowianina otrzymaliśmy trzy punkty, ale gdyby udało nam się wygrać z Vive Tauronem Kielce, to dostaniemy tylko dwa. Plusem natomiast jest, że jeśli się przegra po dogrywce i ewentualnych karnych to otrzyma się jeden punkt.

Azoty w tym sezonie idą jak burza. Na razie odnieśliście same zwycięstwa. Jesteście mocniejsi niż w poprzednich rozgrywkach?

- Ja bym był ostrożny co do oceny naszego poziomu. Myślę, że takim meczem, który pokaże gdzie jesteśmy, będzie środowa potyczka u siebie z także niepokonanym MMTS Kwidzyn.

Niemniej jednak w Głogowie nieoczekiwanie natrafiliście na zacięty opór Chrobrego.

- Trzeba sobie zadawać sprawę z tego, że drużyna, która przegrała trzy mecze z rzędu zrobi wszystko, aby wygrać, szczególnie u siebie, a tak w przypadku Chrobrego było. Poza tym sędziowie dopuścili do zbyt agresywnej gry, szczególnie przeciwko Bartoszowi Jureckiemu. Mimo wszystko udało nam się jedną bramką wygrać [26:25 - przyp. red.].

W tym spotkaniu kontuzji doznał wasz podstawowy rozgrywający Piotr Masłowski. Jak groźny jest to uraz?

- Kontuzje w piłce ręcznej są nieuniknione. Musimy sobie jakoś z tym jednak radzić. Ja jako prezes bardzo przeżywam każdy uraz zawodnika. Bardzo mi szkoda Masłowskiego, bo to wiodący u nas gracz - mózg drużyny. Piotrek jutro przejdzie operację zespolenia kości śródręcza prawej ręki. W tej chwili trudno powiedzieć kiedy wróci na boisko.

Liga gra teraz gra w różne dni tygodnia. Jutro Azoty podejmą też do tej pory niepokonany MMTS Kwidzyn. Jak będzie?

- Powiem tak - drużyna, która pretenduje do miana drugiego zespołu w kraju powinna bez problemu poradzić sobie z kwidzynianami, tym bardziej, że gramy u siebie.

*Jerzy Witaszek jest prezesem Azotów Puławy.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU