Rockets Rzeszów uczą się futbolu. Z USA. "Ogromny potencjał"

W Stanach Zjednoczonych futbol amerykański to sława, splendor i ogromne pieniądze. W Polsce zawodnicy wciąż muszą dokładać do gry.
Jeszcze 10 lat temu futbol amerykański kojarzył się Polakom głównie z jajowatą piłką i filmami zza oceanu. W 2006 roku powołano do życia Polską Ligę Futbolu Amerykańskiego i od tego czasu sporo się zmieniło. Nad Wisłą zarejestrowanych jest dziś około 90 zespołów, a najlepsza polska drużyna Panthers Wrocław zdobyła niedawno klubowe mistrzostwo Europy. Silne futbolowe ośrodki to także Gdynia, Białystok i Warszawa. Coraz odważniejsze kroki w świecie futbolu amerykańskiego stawia także Rzeszów.

Pierwszym zespołem w stolicy Podkarpacia był Ravens Rzeszów. Przed rokiem na bazie tamtej drużyny z Michałem Tittingerem na czele powstał Rockets. - Od dzieciństwa interesowałem się sportami popularnymi w USA. Oglądałem koszykówkę, hokej i futbol amerykański. Byłem też koszykarzem. Kiedy dostałem propozycję, żeby spróbować sił w futbolu, długo się nie zastanawiałem. Kiedy Ravens przestali istnieć, wiedziałem, że trzeba projekt futbolu amerykańskiego w Rzeszowie kontynuować - opowiada obecny prezes i zawodnik Rakiet.

Tittinger z czwórką znajomych z poprzedniej drużyny wziął się za rekrutację. Specjalnych wymogów nie było. - To jest sport dla wszystkich. Niezależnie od gabarytów każdy może znaleźć sobie miejsce na boisku - tłumaczy.

Pierwszy sezon, w składach ośmioosobowych, rzeszowianie zakończyli z brązowym medalem mistrzostw Polski. W tym roku Rakiety wystartowały już w pełnej 11-osobowej formule. Do drużyny dołączył Amerykanin Joshua Ross, który został grającym trenerem. - To był strzał w dziesiątkę. Ten chłopak wprowadził nas na zupełnie inny poziom. Przyjechał z innego futbolowego świata i przekazał nam wiedzę, która jest nieoceniona - mówi Tittinger. Ross pochodzi z Florydy, jednak tam kariery nie zrobił. - Jak prawie każdy chłopak z USA marzyłem o występach w NFL, ale to było nie do zrealizowania. Żeby kontynuować karierę, przyjechałem do Polski - tłumaczy 25-latek. Amerykanin w kwietniu trafił do drużyny z Wyszkowa, a w czerwcu zasilił szeregi rzeszowskich Rakiet. - Poziom futbolu w Polsce bardzo mnie zaskoczył. Wiadomo, że jest jeszcze dużo do zrobienia, ale ta dyscyplina ma u was ogromny potencjał - mówi Amerykanin. Z drużyny wyróżnia dwóch zawodników. - Wielki talent mają Łukasz Kusaj i Dawid Rydel. Jak dalej będą się tak rozwijać, to mogą trafić do reprezentacji Polski - mówi zawodnik. Do Rzeszowa przyjechał z żoną, która także jest trenerem Rakiet. - Problemy z dyscypliną? Nic z tych rzeczy. Jej uwag chłopaki słuchają dużo uważniej niż moich - śmieje się Joshua.

W zakończonej niedawno fazie zasadniczej II ligi rzeszowianie zajęli trzecie miejsce w swojej grupie. Awansu do play-off nie było, ale Rockets z wyniku są zadowoleni - Osiągnęliśmy to, co sobie zakładaliśmy przed sezonem. Wygraliśmy cztery z sześciu spotkań, przegraliśmy tylko dwa pierwsze mecze z Krakowem i Olkuszem - mówi Michał Tittinger. Marzy mu się gra w pierwszej lidze, ale do tego droga daleka. - Każdy szczebel wyżej to dodatkowe koszty związane z organizacją spotkań i wyjazdami. Mamy dwóch sponsorów Tejpy.pl i Big City Pizza, ale i tak zawodnicy muszą dokładać do gry. Do tego dochodzi kupno sprzętu - kask, ochraniacze na ramiona, wkładki na kolana, szczęka i korki. Pełny zestaw niezłej jakości to ok. 1,5 tys. zł - stwierdza Tittinger.

Rakiety liczą na nowych sponsorów i zapraszają do gry. - W październiku ruszamy z kolejnym naborem. Potrzebujemy przede wszystkim "większych" zawodników, którzy będą odpowiedzialni za ochronę naszego rozgrywającego. W zakończonym sezonie oprócz niezłego wyniku udało nam się osiągnąć coś więcej. Z 50 ambitnych mężczyzn stworzyliśmy niemal rodzinę. Nic nie mamy przeciwko, żeby jej skład się powiększył.

W tym sezonie na mecze Rakiet przychodziło regularnie po 300-400 osób. Na spotkaniu z Kraków Tigers na stadionie przy ul. Wyspiańskiego było ponad pół tysiąca fanów. To więcej niż na większości spotkań piłkarskiej Resovii. W piłkę kopaną nam ewidentnie nie idzie. Może rzeszowianie przekonają się do amerykańskiej wersji futbolu?