Sport.pl

Bezradny trener Rumak, fatalna forma większości piłkarzy: Co się dzieje ze Śląskiem?

Śląsk zagrał przeciwko Jagiellonii beznadziejnie i został boleśnie ośmieszony przed własną publicznością. Wrocławianie w kompromitującym stylu przegrali 0:4 i znajdują się w dolnej części tabeli.
Przed meczem z Jagiellonią Białystok trener Śląska Mariusz Rumak przekonywał, że przeciwnik nie prezentuje widowiskowego, ciekawego futbolu.

- W pierwszej ósemce siedem zespołów ma mniejsze posiadanie piłki niż rywal, czyli dzisiaj w Polsce punkty zdobywają zespoły, które nie mają piłki. Jagiellonia w większości spotkań ma mniejsze posiadanie piłki od przeciwnika. Jeżeli komuś się podoba zespół grający bez piłki, to może dla niego gra najlepszy futbol - zaznaczał Rumak i z przekonaniem podkreślał: - Kluczem do widowiskowej gry jest posiadanie piłki, a Jagiellonia ma z taką grą w tym sezonie problemy.

Mecz szybko i brutalnie zweryfikował futbolową wizję Rumaka. Co z tego, że wrocławianie częściej utrzymywali się przy piłce (57 procent Śląska, 43 Jagiellonii)? Co z tego, że to piłkarze Śląska wymienili więcej podań (410 zagrań Śląska, 320 Jagiellonii)? Wszystko to nie miało żadnego przełożenia na realną grę i jej efekty.

Za to rywale byli zdecydowanie lepsi w tym, co najważniejsze w piłce - w strzałach (17:3 dla Jagiellonii), no i przede wszystkim w strzelonych bramkach. Drużyna trenera Michała Probierza bezlitośnie ośmieszyła ekipę Rumaka, i to przed jej publicznością. Śląsk przez cały mecz był bezradny i został boleśnie upokorzony.

Rumak twierdzi, że Śląsk gra widowiskowo, ale w pojedynku z Jagiellonią zaprezentował tylko totalny chaos. Zawiedli dosłownie wszyscy gracze. Koszmarnie bezproduktywny był skrzydłowy Alvarinho. Z jego dryblingów, rajdów czy podań niewiele wynikało. W bardzo słabej formie nadal pozostaje Bence Mervo i trudno zrozumieć, dlaczego Węgier pojawił się w wyjściowym składzie.

Coraz bardziej fatalnie wygląda też gra defensywna Śląska. Wrocławska obrona jeszcze niedawno imponowała serią bez straty gola, dziś negatywnie wyróżnia się głównie niepewnością. Wyraźną zniżkę formy zanotował Lasza Dwali. Gruzin od kilku tygodni pełni rolę lewego obrońcy, po tym, jak kontuzji nabawił się podstawowy zawodnik na tej pozycji Augusto.

Dodatkowo bardzo słabo wypadli obaj defensywni pomocnicy Filipe Goncalves i Ostoja Stjepanović. Szczególnym zaskoczeniem jest forma Goncalvesa, który od początku sezonu zbierał dobre recenzje. We wcześniejszych spotkaniach imponował inteligencją, celnością podań, umiejętnym ustawianiem się. Teraz zanotował kilka poważnych strat, a przy drugiej bramce zachował się wręcz kompromitująco. Jak cały zespół.

Nic dziwnego, że po porażce z Jagiellonią wściekły kapitan Śląska Piotr Celeban nie przebierał w słowach.

- Co tu komentować, dostaliśmy w ryj i tyle. Przegraliśmy 0:4 u siebie w domu. Powiem tak, jestem wkur... Wierzę, że to wszystko się odwróci. Potrzebujemy czasu, aby do drużyny wkomponowali się nowi zawodnicy - mówił stoper wrocławian.

Nowi, a więc pozyskani tuż przed zamknięciem okienka transferowego Hiszpanie Joan Roman i Sito Riera oraz Niemiec Mario Engels, dostosowali się do poziomu całej drużyny. Nie wnieśli nic pozytywnego do gry zespołu. Byli tłem dla swobodnie i efektownie grających rywali.

Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok 0:4 (0:2)

Bramki: 0:1 - Frankowski (9.), 0:2 - Frankowski (18.), 0:3 - Vassiljev (50.), 0:4 - Romańczuk (90.)

Śląsk: Pawełek - Zieliński, Celeban, Kokoszka, Dwali (59. Dankowski) - Alvarinho, Stjepanović, Goncalves, Morioka, Roman (53. Engels) - Mervo (46. Riera).

Jagiellonia: Węglarz - Grzyb, Guti, Runje, Tomasik - Frankowski (89. Burliga), Romańczuk, Góralski, Vassiljev (87. Mystkowski), Chomczenowski - Świderski (68. Górski)

Więcej o: