Wisła Kraków - Piast Gliwice 1:0, czyli ta przedostatnia minuta

Wisła oddała 20 strzałów - szczęście przyniósł dopiero ostatni. Po golu Patryka Małeckiego przerwała passę siedmiu porażek z rzędu i zasłużenie pokonała Piasta Gliwcie 1:0.
Tydzień temu w Białymstoku w pierwszej połowie było widać ogromne nerwy. Udzielały się wszystkim, a skończyły kuriozalną bramką puszczoną przez Michała Miśkiewicza. Po przerwie było znacznie lepiej i choć nie dało się zdobyć nawet punktu, to postawa dała nadzieję na przyszłość.

I rzeczywiście od początku meczu z Piastem nie było widać, że Wisła ma za sobą siedem porażek. Gospodarze zaatakowali od początku i trzeba było długo czekać na dogodną sytuację. W 12 min Richard Guzmics wygrał pojedynek w powietrzu. Wiślacy wyszli z kontrą 3 na 2, ale po podaniu Mateusza Zachary, Paweł Brożek strzelił słabo, a do tego obok bramki. W 19 min napastnik Wisły znów miał dobrą okazję, ale tym razem kopnął w boczną siatkę.

Kolejne sytuacja stworzyli stoperzy. Najpierw po rzucie wolnym strzał głową Guzmicsa odbił Jakuba Szmatuła. Za chwilę szczęścia próbował Arkadiusz Głowacki, ale znów lepszy był bramkarz Piasta. W 40 min rozgrzany Szmatuła odbił niezłe uderzenie Bobana Jovicia. Tuż przed przerwą jeszcze więcej problemów sprawił mu strzał Adama Mójty.

Goście do przerwy właściwie ograniczyli się do obrony. Jedyne okazje mieli po stałych fragmentach, ale defensywa Wisły była szczelna. Imponował zwłaszcza Guzmics, który był też aktywne w ataku.

Podopieczni trenera Dariusza Wdowczyk drugą połowę zaczęli od mocnego uderzenia, ale zabrakło kilkunastu centymetrów. Po strzale Zachary piłka ześlizgnęła się z poprzeczki i wyszła na aut bramkowy. Po chwili centymetrów do oddania uderzenia zabrakło, i Zacharze, i Brożkowi.

Wiślacy atakowali z zacięciem, ale wciąż nie mogli postawić kroki nad i. Zdarzyło im się czasem zapomnieć o obronie i Głowacki musiał ratować się faulem, za który zobaczył czwartą żółta kartkę w sezonie nie zagra przeciwko Legii Warszawa.

Aktywnego i dużo biegającego Zacharę z mienił Zdenek Ondrasek, który dwa mecze pauzował z powodu kontuzji. W 70 min przeprowadził rajd, wpadł w pole karne, ale źle podał. Chwile później dograł lepiej, ale Rafał Boguski z 6 m strzelił w Szmatułę. W 89 min piłkę meczową miał Rafał Pietrzak, ale trafił w słupek. W końcu jednak się udało - w drugiej minucie doliczonego czasu Patryk Małecki strzelił zza pola karnego, piłka odbiła się od obrońcy Piasta i wpadła do siatki.

Do zaangażowania piłkarzy pretensji mieć nie można. Gorzej za to z frekwencją na trybunach. Od kilku tygodni klub, który potrzebuje każdej złotówki, stara się przyciągnąć kibiców. Tymczasem na mecz z Piastem biletów sprzedano zaledwie 8483, choć średnia frekwencja od kilku sezonów utrzymuje się w okolicach 12-13 tysięcy.

Po meczu trener Wdowczyk dostał swoiste wotum zaufania od kibiców, którzy skandowali jego nazwisko, a piłkarzom dziękowali za walkę do końca.

Wisła Kraków - Piast Gliwice 1:0 (0:0)

Gol: Małecki (90+2)

Wisła: Miśkiewicz - Jović, Głowacki Ż, Guzmics Ż, Mójta - Boguski (74., Pietrzak), Mączyński Ż (74., Brlek), Popović, Małecki - Zachara (66., Ondrasek), Brożek

Piast: Szmatuła - Sedlar, Korun, Hebert Ż, Mraz - Bukata, Pietrowski - Szeliga (55., Badia), Murawski, Masłowski Ż (76., Moskwik) - Jankowski (86., Girdvainis).