Sport.pl

Wielki sukces częstochowskich pilotów na MŚ w Santa Cruz

Piloci Aeroklubu Częstochowskiego znakomicie spisali się podczas rozegranych w portugalskim Santa Cruz 20. Samolotowych Rajdowych Mistrzostwach Świata. Startujący w duecie z Jarosławem Sysio Marcin Skalik wywalczył wicemistrzostwo w klasie advenced. Najlepiej lądującą załogą na świecie okazali wielki częstochowski mistrz Janusz Darocha oraz równie utytułowany Zbigniew Chrząszcz. Na podium stanął również trzeci z pilotów naszego aeroklubu - Krzysztof Skrętowicz, który w drużynie wywalczył srebro.
Do Santa Cruz przyjechało 51 załóg z kilkunastu krajów. Polska była reprezentowana najliczniej. W klasie unlimited zwyciężyli Francuzi J. Cherioux i D. Le Gentil wyprzedzając Michała i Marcina Wieczorków. Krzysztof Skrętowicz z Jakubem Klęczarem (Aeroklub Warszawski) znaleźli się tuż za podium, a do trzeciego miejsca stracili niewiele ponad 20 punktów. Na szóstej pozycji sklasyfikowana została częstochowsko-wrocławska załoga Janusz Darocha/Zbigniew Chrząszcz, którzy nie mieli sobie równych w konkurencji lądowań (zaledwie 60 punktów karnych). Dość powiedzieć, że zwycięzcy za lądowania "zarobili" dwa razy więcej punktów karnych, a żadna ze startujących w mistrzostwach załóg nie mogła się pochwalić wynikiem dwucyfrowym. Lądowania były odrębną konkurencję, dlatego Darocha i Chrząszcz z Portugalii przywieźli złote medale.

W kategorii advanced zwyciężyła załoga z Czech - P. Jonas i J. Cekan, którzy o kilkanaście zaledwie punktów wyprzedzili Marcina Skalika i Jarosław Sysio (Aeroklub Bielsko-Bialski). Walka o złoto była niezwykle zacięta i toczyła się tylko między tymi dwiema załogami. Trzecia w łącznej klasyfikacji, straciła do naszej aż 500 punktów.

Skalik w ubiegłym roku wywalczył wicemistrzostwo świata w nawigacji, teraz sięgnął po srebro w lataniu rajdowym. Jak mówi, do złota zabrakło większej liczby treningów. - Za późno przylecieliśmy do Portugalii, a jak już pojawiliśmy się na miejscu, to pogoda zaskoczyła nas bardzo ciekawym zjawiskiem. Otóż znad Atlantyku przywędrowały bardzo niskie chmury, które werżnęły się w głąb lądu na odległość zaledwie 2 km, nie dalej. W zasadzie to sunęły po ziemi, wlatywały do hangarów i lotnisko trzeba było zamknąć. Nasze termometry pokazywały zaledwie 15 stopni, a 2 km dalej trzydziestostopniowy upał i pełne słońce. Część załóg, które były w tym czasie na lotach treningowych została odesłana na lotnisko alternatywne. Tak więc taktyka obliczona na intensywny trening przed samymi zawodami została boleśnie zweryfikowana przez aurę - tłumaczył Skalik.

Skalik i Sysio startowali na samolocie wypożyczonym na miejscu, co nie ułatwiło zadania naszej załodze. - Brakowało nam treningu na tym samolocie mimo, że to był ten sam model, na którym startowaliśmy do tej pory (cessna 152- przyp. red.). A jednak pomiędzy poszczególnymi egzemplarzami są delikatne różnice. Na przykład drobne wgniecenie zmienia aerodynamikę. Trzeba się do tej innej charakterystyki lotu po prostu przyzwyczaić, bo jeden samolot poleci 80 km/h, a inny poniżej dziewięćdziesiątki już nie. Żałowaliśmy z Jarkiem, że nie mamy w Portugalii własnych maszyn. To prawda, wolałbym latać na swoim - podsumowuje Skalik.

Więcej o: