Raków Częstochowa. Trener Papszun o wzmocnieniu ze Słowacji i kontuzji ważnego zawodnika

Peter Mazan to piłkarz ograny w ekstraklasie słowackiej, o czym świadczy ponad sto występów, i jeszcze młody. Bardzo na niego liczymy. Tym bardziej w obliczu kontuzji Przemka Mizgały - mówi trener Rakowa Marek Papszun.
Rozmowa z Markiem Papszunem

Tadeusz Iwanicki: Pewne zwycięstwo nad Radomiakiem jest bardzo cenne, szkoda tylko, że nie udało się odrobić start do Odry Opole, która znowu wygrała...

Marek Papszun: - Gonienie Odry nie jest dla nas priorytetem, główne zadanie to zdobywać jak najwięcej punktów i budować sobie przewagę nad rywalami spoza pierwszej trójki. To jest klucz, bo drużyny, które będą miały starty, będą musiały je odrabiać, a gonić jest zawsze trudniej. W drugiej rundzie chcielibyśmy kontrolować sytuację w tabeli. Taki mamy plan i na tym się skupiamy. Dzisiaj wygraliśmy z Radomiakiem i cieszymy się z tego bardzo, bo przewaga nad tą drużyną wynosi już nie trzy, a sześć punktów. Od tej chwili interesuje nas jednak tylko mecz z Puszczą. Bo w Niepołomicach chcielibyśmy nie zremisować, a wygrać.

Wynik meczu z Radomiakiem otworzył Adam Czerkas, który rozpoczął sezon na ławce rezerwowych, ale potem z powodzeniem zastąpił w ataku Tomasza Płonkę. To trzecie trafienie Czerkasa, który wniósł do drużyny skuteczność, czyli to, czego nie potrafił Płonka...

- Zgadzam się, ale Tomka bym tutaj nie skreślał. On wszedł w drugiej połowie i gdyby w dwóch sytuacjach zachował się troszkę lepiej, pewnie też by coś strzelił. W pierwszych meczach też brakowało jego bramki, ale można powiedzieć, że zrobił swoje, wykonał dla zespołu dobrą pracę. Potem zastąpił go w składzie Adam, bo jego dyspozycja wyglądała lepiej.

Raków oddał ostatnio Damiana Warchoła do I-ligowej Olimpii Grudziądz, ale ma już chyba następcę tego piłkarza. Czy tak można powiedzieć o Słowaku Peterze Mazanie?

- Mamy następcę i mam nadzieję, że lepszego zawodnika. To piłkarz ograny w ekstraklasie słowackiej, o czym świadczy ponad sto występów, i jeszcze młody. Bardzo na niego liczymy. Tym bardziej w obliczu kontuzji Przemka Mizgały (ma naderwany mięsień odwodziciela palca i będzie pauzował przez dwa tygodnie przyp. red.), która można powiedzieć jest czarną chmurą nad naszym zwycięstwem z Radomiakiem. Przemek był w bardzo dobrej dyspozycji od początku sezonu. W związku z tym, że nie trenował, miał tylko troszeczkę słabszy mecz w Tarnobrzegu. A Mazan to taka klasyczna "10", chociaż może grać również na skrzydle. To dobry piłkarz, mam nadzieję, że szybko to potwierdzi.

Damiana Warchoła chyba nie oddał pan ot tak, lekką ręką?

- Lekką ręką na pewno nie. Chłopak chciał odejść do wyższej ligi, miał propozycje i nie chcieliśmy go blokować. W sytuacji, gdy w grę wchodzi wyższa liga, a klub ma z tego korzyści, trzeba takie ruchy wykonywać. Każdy się chyba domyśla, że gdyby to był dla nas zawodnik nie do zastąpienia, to pewnie by został. Uznaliśmy, że nic na siłę i dostał zgodę na odejście.