Lech Poznań. Nenad Bjelica odbuduje Dawida Kownackiego? "Wiele od niego oczekuje. Bardzo mi się podoba, ale..."

- Bardzo wiele od niego oczekuję. Wiem, że strzelał już gole i spodziewam się, że rozegra bardzo dobry sezon - mówi trener Lecha Poznań Nenad Bjelica o Dawidzie Kownackim.
Jeszcze ponad dwa lata temu o Dawidzie Kownackim mówiło się, że to złoty chłopiec Lecha. Zadebiutował w Kolejorzu w grudniu 2013 roku, miał wtedy 16 lat, 8 miesięcy i 23 dni. W historii Kolejorz tylko jeden zawodnik zadebiutował w lidze wcześniej od Kownackiego - to Andrzej Woźniak, który do Lecha wchodził w latach 60-tych i w momencie debiutu miał 16 i 67 dni. Wiosną młodziutki Kownacki strzelił swoją premierowego gola. Okrzyknięto go wtedy największym talentem, który wyszedł z akademii Lecha.

Napastnik pochodzący z Gorzowa Wielkopolskiego zaliczył jeszcze niezłą rundę jesienną w kolejnym sezonie i wydawało się, że łatkę wielkiego talentu przykuje w status wschodzącej gwiazdy ligi. Mówiło się, że Kownacki może zostać drugim Robertem Lewandowskim, a zagraniczne media kilkukrotnie umieszczały go w światowych rankingach najzdolniejszych piłkarzy rocznika 1997. Ale tak się nie stało.

Kownacki nie rozwija się tak, jak oczekiwano. Powód? Między innymi liczne kontuzje, które co rusz wyłączają go z treningów i meczów ligowych. Organizm napastnika Lecha jest już po poważnych przejściach, przeszedł już chociażby operację stawu skokowego, dwukrotnie zmagał się z groźnymi urazami kręgosłupa. Jego karta zdrowia przypomina wykaz kontuzji piłkarskiego weterana, a nie 19-latka, który ma jeszcze przed sobą kilkanaście lat grania w piłkę.

Nie pomogły mu też pewne cechy charakteru. Kownacki jest bardzo podatny na wszystko, co dzieje się dookoła niego. Sam przyznaje, że w pewnym momencie nie potrafił odciąć się od presji mediów i kibiców, a to wpływało na jego formę. Nie ukrywa, że nie prowadził sportowego trybu życia i zmagał się z nadwagą. Zarzuca mu się, że bardziej skupia się na swoim wizerunku (tatuaże, czapki z własnym nazwiskiem) niż na piłkarskim rozwoju.

Wydawało się, że Kownackiego na właściwe tory może zawrócić Jan Urban, który chwali się opinią szkoleniowca z dobrą ręką do młodzieży i który sam był przecież napastnikiem. Były już trener Lecha często zostawał m.in. z Kownacki po treningach i wspólnie trenowali wykończenie akcji. Ale lechita minonego sezonu nie zaliczy do udanych. W 34 meczach zdobył siedem bramek, z tego dwie po rzutach karnych.

Obecny sezon zaczął się dla niego najgorzej jak tylko mógł. Znów powróciły demony z przeszłości - na jednym z treningów w walce o górne podanie zderzył się z bramkarzem. Kolega z zespołu trafił go w kręgosłup, a lekarze podejrzewali nawet pęknięcie jednego z kręgów. Ale Kownacki wrócił do treningów po trzech tygodniach rozbratu z piłką. W lidze zaliczył ledwie dwa kilkunastominutowe epizody przeciwko Bruk-Betowi Termalicę i Śląskowi Wrocław. Jedyną bramkę w tym sezonie zdobył grając w trzecioligowych rezerwach - pewnie wykorzystał rzut karny przeciwko KS Chwaszczyno.

Teraz Kownacki wpadł w ręce Nenada Bjelicy. Chorwat jest jego piątym trenerem w Lechu po Mariuszu Rumaku, Krzysztofie Chrobaku (tymczasowy), Macieju Skorży i wspomnianym Urbanie. Chorwat nie ukrywa, że liczy na młodego napastnika. - Bardzo wiele od niego oczekuje. Wiem, że strzelał już gole i spodziewam się, że zagra bardzo dobry sezon. Bardzo mi się podoba, ale musi pilnie pracować na treningach. Dopiero ta praca w połączeniu z talentem może mu coś dać - mówi szkoleniowiec Kolejorza.

Niewykluczone, że Kownacki pierwszy mecz pod wodzą nowego trenera zaliczy już w niedzielę. Lechita jest już zdrowy po tym, jak wyleczył infekcję, przez którą nie pojechał na zgrupowanie kadry młodzieżowej. - Trenował z nami on poniedziałku, ma za sobą sześć jednostek treningowym, a trenujemy jeszcze w sobotę. Mogę go brać pod uwagę przy ustalaniu składu na Pogoń Szczecin - zdradza Bjelica.