Jeszcze niedawno miał odejść ze Śląska. Teraz Kamil Biliński wrócił do łask trenera

Jeszcze niedawno Kamil Biliński był na wylocie ze Śląska, a trener Mariusz Rumak zamiast niego wolał wprowadzić do gry niedoświadczonego juniora. Dziś Biliński jest podstawowym i najlepszym napastnikiem wrocławskiego zespołu.
Biliński trafiał do Śląska latem 2015 r. jako wicekról strzelców ligi litewskiej i czołowy snajper w Rumunii. Ale również jako wychowanek klubu, który we Wrocławiu nigdy nie zaprezentował swych umiejętności. Miał zastąpić we wrocławskiej drużynie Portugalczyka Marco Paixao, który w dwa sezony strzelił dla Śląska 27 goli.

Napastnik numer trzy

Biliński miniony sezon rozpoczął przeciętnie - w trzeciej kolejce zapisał się na listę strzelców. Później dobrą formą pod bramką rywali raczej nie błyszczał, ale dużo poniżej oczekiwań grał cały zespół. Kiedy w Śląsku zatrudniono nowego trenera Mariusza Rumaka, Biliński kończył rozgrywki jako rezerwowy napastnik. Sezon 2015/2016 zamknął z tylko pięcioma golami.

W okresie przygotowawczym do tego sezonu Biliński był najskuteczniejszym zawodnikiem w ekipie Śląska. W sparingach strzelił cztery gole. Mimo to w klubie od wielu tygodni pracowano nad transferem innego napastnika - Bencego Mervy, który był jednym z objawień rundy wiosennej.

Biliński inauguracyjny mecz z Lechem Poznań przesiedział na ławce rezerwowych. Trener Rumak wolał do ataku wystawić rozgrywającego Ryotę Moriokę i wspomagającego go Petera Grajciara. Wrocławianie bezbramkowo zremisowali.

W kolejnym pojedynku z mistrzem Polski Legią Warszawa w podstawowej jedenastce Śląska wybiegł inny napastnik - niedoświadczony, 19-letni Mariusz Idzik, który do tej pory na ekstraklasowych boiskach spędził zaledwie 22 minuty.

Później rolę pierwszego napastnika pełnił będący kompletnie bez formy Mervo. A Biliński, jeśli już pojawiał się na boisku, to wchodził wyłącznie z ławki rezerwowych. Średnio otrzymywał 18 minut na mecz.

Na cenzurowanym u Rumaka

- To dziwne, że trener trzyma na ławce rezerwowych takiego zawodnika jak Biliński. Wyraźnie widać, że relacje pomiędzy tą dwójką są trudne. Nawet sami piłkarze nie wiedzą, z czego to wynika. Przecież ten facet potrafi strzelać bramki, co udowodnił już na Litwie i w Rumunii. Poza tym "Bila" nie ma lekko z kibicami, którzy wytykają mu każde nieudane zagranie czy strzał, a nawet śmieją się z jego bramek. Tak było, gdy Kamil strzelił przepięknego gola zza pola karnego Górnikowi Zabrze pod koniec sezonu 2015/2016. Słyszałem, jak kibice śmiali się, że to strzał życia i następną bramkę zaliczy w przyszłym roku - opowiada jedna z osób związanych z wrocławskim klubem.

Jeszcze kilka tygodni temu przyszłość Bilińskiego w Śląsku była niemal przesądzona. Przed tym sezonem Biliński miał podzielić los skrzydłowego Jacka Kiełba, który nie należał do ulubieńców Mariusza Rumaka i musiał odejść. Wrócił do Korony Kielce i jest tam jednym z wiodących graczy. Szkoleniowiec Śląska również Bilińskiego nie chciał w drużynie. Od szefów klubu domagał się nowego napastnika. I chyba przekonał ich do pomysłu, że mimo obecności w kadrze Mervy oraz Bilińskiego Śląsk musi sprowadzić jeszcze jednego napastnika.

O potrzebie transferu takiego gracza mówił nawet Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta i przewodniczący rady nadzorczej Śląska. Tuż przed meczem z Wisłą Kraków w Radiu Wrocław Patalas przekonywał: - Do końca sierpnia dołączy do drużyny jeszcze co najmniej dwóch zawodników. Przede wszystkim potrzebny jest nam napastnik z prawdziwego zdarzenia.

"Bila" jednak strzela

Paradoksalnie możliwości Bilińskiego doceniali koledzy z drużyny. Skrzydłowy Łukasz Madej w materiale dla klubowej telewizji "Krótka piłka do..." w odpowiedzi na pytanie o zawodnika wrocławskiego zespołu, który strzela na treningach najwięcej goli, wskazał właśnie na Bilińskiego.

W kilka godzin po wypowiedzi Patalasa o konieczności sprowadzenia "napastnika z prawdziwego zdarzenia" Śląsk rozbił w Krakowie Wisłę 5:1, a Biliński udowodnił, że strzelać bramki jednak potrafi.

W Krakowie był jednym z najlepszych zawodników na boisku: zaliczył jednego gola, a przy dwóch kolejnych bramkach asystował. Dyspozycję piłkarza po tym spotkaniu docenił nawet trener Rumak. - Kamil Biliński przekonał mnie dzisiaj do siebie. Strzelał, asystował. To był jego dobry mecz - mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener wrocławian.

Strzelecką formę podtrzymał w sobotnim sparingu Śląska z pierwszoligową Miedzią Legnica. Choć spotkanie rozegrano na nietypowych zasadach - rozegrano dwie połowy po 35 minut. 28-letni napastnik spędził na boisku jedną taka część i zdążył dwukrotnie wpisać się na listę strzelców. Śląsk wygrał 3:0.

"Żyje z podań innych"

- Biliński to piłkarz, któremu w pojedynkę ciężko wypracować sobie akcje. To raczej typ gracza, który żyje z podań innych, choć parę razy udowodnił, że potrafi też mocno uderzyć zza pola karnego. Teraz ma obok siebie kreatywnego Moriokę, a poza tym wrocławianie wzmocnili się jeszcze kilkoma technicznymi zawodnikami. Przewiduję, że wkrótce na tej współpracy skorzysta nie tylko Biliński, ale i cały zespół. Natomiast trener Rumak jest teraz w komfortowej sytuacji. Ma odpowiednią konkurencję w ataku Śląska: doświadczonego Bilińskiego, ambitnego Mervę i młodego Idzika - analizuje sytuację Andrzej Juskowiak, były świetny napastnik reprezentacji Polski, dziś ekspert piłkarski.