Lech Poznań - Olimpia Grudziądz 2:1 w sparingu. Jest nowy napastnik Kolejorza?

Fatalne błędy Macieja Wilusza, wspaniałe akcje i strzały Darko Jevticia, wreszcie postawa Pawła Tomczyka - młodego napastnika Lecha, który wyrasta na kandydata do gry w pierwszym zespole. Nowy trener Lecha Nenad Bjelica ma sporo wiadomości po sparingu zespołu z Olimpią Grudziądz w Wągrowcu
Nenad Bjelica objął zespół Lecha Poznań w przerwie na mecz reprezentacji, więc miał nieco czasu, aby się mu przyjrzeć. Treningi to jedno - zdecydował się również na sparingowy mecz z Olimpią Grudziądz. Nie grała ona swojego meczu w pierwszej lidze, gdyż - to ciekawostka - miała prawo do przełożenia go. Wynikało ono z faktu, że Olimpia zwolniła zbyt wielu swoich zawodników na mecze kadr młodzieżowych.

A zatem ani ona, ani Lech Poznań nie rozgrywali w ten weekend meczów o punkty.

Dla chorwackiego trenera Lecha Poznań był to debiut w roli selekcjonera. Dopiero teraz mógł się przekonać, z czym będzie miał do czynienia. Jego nowy zespół na dzień dobry popełnił fatalny błąd w obronie. On jeszcze nie skończył się golem, ale dziesięć minut później już pomyłka Lecha została brutalnie ukarana. Maciej Wilusz podał piłkę we własne pole karne, zapewne do bramkarza. Nikt nie zareagował, gdy dopadł do niej Damian Warchoł z Olimpii Grudziądz i zdobył dziecinnie prostego gola.

Teraz Chorwat już wiedział, że Lecha można czasem ograć w sposób bardzo prosty i że on sam się rywalom podkłada. Wiedział już także, że mimo wysiłków jego poprzednika trenera Jana Urbana, obrona nie została zbudowana. A i w ofensywie Lech nie prezentuje się dobrze. Marcin Robak biegał po boisku jak nieprzytomny, źle się ustawiał, nie stwarzał żadnego zagrożenia.

Żeby być kibicem Lecha Poznań, trzeba mieć naprawdę mocne nerwy. Nawet tu, w Wągrowcu, gdzie ludzie przyszli licznie, wygłodniali odwiedzin lubianego w całej północnej Wielkopolsce klubu, przyszli z szalikami Lecha i aby go dopingować, rozległy się gwizdy.

Nenad Bjelica nie był w stanie w kilka dni tego zmienić. Mógł jedynie przyjrzeć się licznym problemom tej drużyny i przetestować graczy, których chciał i mógł zobaczyć w grze. Wystawił np. Dariusza Dudkę, który za czasów późnego Jana Urbana już się nie pojawiał. Wystawił Kamila Jóźwiaka i młodego Marcina Wasielewskiego z rezerw. Najciekawsze dla widzów było bodajże posłanie do boju od pierwszej minuty Kolumbijczyka Victora Gutierreza, którego Lech zdecydował się zatrzymać po testach w rezerwach i teraz stara się go zatwierdzić. Aktywny kolumbijski gracz pokazywał się do gry, ale miał też kilka strat. Wypadł jednak całkiem nieźle.

Lech początkowo próbował finezyjnej gry, szybko to zarzucił. Komunikacja z widownią odbywała się za pomocą prostych komunikatów z trybun typu "idź!", "jedź!", "uderz!", ale Lech w sumie niezbyt często szedł, jechał i uderzał. Próbował rozrywać szybki rywali Kamil Jóźwiak - ci zarobili za faule na nim żółte kartki.

Po przerwie i wejściu Darko Jevticia oraz Szymona Pawłowskiego gra poznaniaków zaczęła wyglądać znacznie lepiej. Zwłaszcza szwajcarski Serb w barwach Lecha pokazał się nowemu trenerowi z bardzo dobrej strony. W 52. minuty tak zakręcił piłkę z rzutu wolnego, że wpakował ją przy słupku do bramki. Trzeba przyznać, że widownia tego spotkania spodziewała się tego - to było idealne miejsce na strzał dla Darko Jevticia. Nenad Bjelica przekonał się, co jest mocną stroną Lecha i jego groźną bronią.

Lech po przerwie stworzył więcej zagrożenia pod bramką Olimpii Grudziądz, niż w pierwszej połowie w ogóle zamierzał. Teraz już na serio dążył do tego, by zdobywać gole. Co rusz wpadali w pole karne rywali Maciej Makuszewski czy Marcin Robak. Ten pierwszy w 63. minucie spudłował naprawdę z bliska, gdy próbował uderzyć piłkę w sposób techniczny i wpakować ją pod poprzeczkę.

Niezwykłe było to, jak fatalny dzień miał w sobotę Maciej Wilusz. To znów po jego nieudanym zagraniu Olimpia stanęła przed szansą strzelenia drugiego gola. Karol Angielski był sam przed bramką, ale nie zdołał dobić bezpańskiej piłki - posłał ją nad poprzeczką. Zmarnował okazję, ale Maciej Wilusz i tak złapał się za głowę.

Dodajmy, że w 78. minucie Miłosz Mleczko, który wszedł na końcówkę meczu za Matusa Putnocky'ego, musiał uratować Lecha dobrą interwencja po szarży i strzale Olimpii.

To jednak Lech przeprowadził najlepszą i najpiękniejszą akcję meczu. Akcję, po której publiczność, która przed przerwą gwizdała, teraz biła brawo i cmokała zadowolona. Darko Jevtić popędził z piłką tak energicznie, że Olimpia bez faulu nie była w stanie go dogonić. Maciej Makuszewski dostał piłkę na boku pola karnego i nie podawał gdzie popadnie, ale wypatrzył Pawła Tomczyka. Młody gracz efektownym strzałem wykończył tę wspaniałą akcję.

18-letni wychowanek Lecha Poznań był bohaterem końcówki meczu. Szybszy od kogokolwiek na boisku, stwarzał zagrożenie pod bramką rywali. Wygląda na to, że rośnie poważna konkurencja dla Marcina Robaka, Dawida Kownackiego i Nickiego Bille. I to konkurencja nie z transferu.

Lech Poznań - Olimpia Grudziądz 2:1 (0:1)
LECH: Putnocky (64. Mleczko) - Wasielewski, Dudka, Nielsen (67. Magdziak), Wilusz, Trałka (46. Tetteh), Gajos (67. Spychała), Jóźwiak (46. Pawłowski), Makuszewski, Gutierrez (46. Jevtić), Robak (67. Tomczyk)

OLIMPIA (skład wyjściowy): Królczyk - Ciechanowski Ż, Klemenz, Zitko, Jasiński, Kasperkiewicz, Smoliński, Banasiak, Kaczmarek Ż, Michalik, Warchoł