Wisła Kraków. Rozterki trenera Dariusza Wdowczyka

W Wiśle nadal trudno o stabilizację. Dariusz Wdowczyk rozważał dymisję, ale zdecydował się zostać. - Targały mną emocje, ale wszystko wróciło do normy - twierdzi trener.
Wiele wskazywało na to, że godziny trenera Wdowczyka przy Reymonta są policzone. Gdy kilkanaście dni temu został zapytany o ewentualne zwolnienie, sam przyznał, że "lont jest już podpalony". A drużyna nadal przegrywała. Nowy zarząd ustami wiceprezesa Daniela Gołdy zapewnił co prawda o pełnym zaufaniu do trenera, ale kilka godzin później Wisła sromotnie poległa w meczu ze Śląskiem Wrocław (1:5). Po spotkaniu Wdowczyk był wyraźnie przybity.

- Przepraszam, wszystkich, którzy kibicują Wiśle - mówił wówczas.

Kolejny cios spadł na Wdowczyka w środę. W ramach cięć kosztów Wisła zwolniła pięć osób. W tym gronie znaleźli się najbliżsi współpracownicy szkoleniowca - jego asystent Marcin Broniszewski i trener bramkarzy Paweł Primel. Sam Wdowczyk pracy nie stracił. Być może uratował go fakt, że w razie zwolnienia Wisła musiałaby nadal mu płacić. A to byłby duży problem w czasach, gdy w klubowej kasie są pustki.

Wydawało się jednak, że przyparty do muru Wdowczyk wreszcie sam zrezygnuje. W sztabie oprócz fizjoterapeutów, lekarza i trenerów od przygotowania fizycznego pozostał mu tylko Radosław Sobolewski. W czwartek wieczorem szkoleniowiec pożegnał się z częścią piłkarzy i w mediach gruchnęła wieść o jego rezygnacji.

- Mną też czasami targają emocje. W czwartek sporo było ich również w zawodnikach. Po ludzku z kilkoma się pożegnałem, bo nie wiedziałem, co będzie na drugi dzień. Ale wszystko wróciło do normy, nadal idziemy razem. To był taki ludzki Wdowczyk. W piątek wyszedł piłkarski, który mówi: "Nie, to nie jest sposób, będziemy walczyć do końca" - podkreśla trener. Pytany o dymisję, przyznaje: - Tak, miałem taką myśl.

Zamieszanie nie ominęło piłkarzy. - Trener z nami rozmawiał, powiedział, co miał powiedzieć, niczego nie ukrywał. Wszystko jest jasne, walczymy do końca - mówi obrońca Rafał Pietrzak.

- Nie chcę tego komentować - to z kolei odpowiedź pytanego o sytuację Rafała Boguskiego.

Pewnie właśnie rozterki Wdowczyka były tematem jego rozmowy z Robertem Szymańskim, członkiem rady nadzorczej piłkarskiej spółki. Obaj panowie spotkali się w Kalwarii Zebrzydowskiej po sparingu z miejscową Kalwarianką. Na meczu obecna była cała rada nadzorcza z przewodniczącym Tadeuszem Czerwińskim na czele. Po ostatnim gwizdku Wdowczyk i Szymański długo rozmawiali i coś sobie tłumaczyli, zamaszyście gestykulując.

Wcześniej Wisła wygrała 7:0 z Kalwarianką. Okrzyków radości i wzniesionych w górę rąk nie było, bo to tylko wygrana z zespołem z wadowickiej okręgówki. Jeśli coś po tym meczu wiadomo, to jedynie to, że krakowianie mają problemy z wykorzystywaniem sytuacji. Sam Krzysztof Drzazga mógł skompletować hat tricka, ale do siatki trafił tylko raz. - Traktuję ten sparing jak sesję treningową - przyznaje Wdowczyk.

Do Kalwarii trener zabrał tylko 15 piłkarzy. Najdziwniejszy był powód nieobecności Tomasza Cywki. - Miał indywidualny trening biegowy i został zwolniony z meczu - mówi Wdowczyk. Razem z piłkarzami długo rozdawał autografy i pozował do zdjęć, bo spotkanie z Wisłą przyciągnęło na stadion w Kalwarii kilkaset osób.

Piątek przyniósł też dobrą wiadomość dla klubu. Nowy zarząd znalazł pierwszego sponsora. Wisłę będzie wspierać firma Profix, zajmująca się projektowaniem i wykonywaniem hal stalowych.

Kalwarianka Kalwaria Zebrzydowska - Wisła Kraków 0:7 (0:3)

Bramki: Brożek (5.), Żemło (33.), Małecki (42.), Popović (66.), Drzazga (70.), Jović (77.), Boguski (83.)

Wisła: Miśkiewicz (46. Zając) - Jović, Żemło, Mójta, Pietrzak - Boguski, Mączyński, Popović, Małecki - Zachara (46. Brlek), Brożek (46. Drzazga)