Cierpliwość i konsekwencja potrzebne Włókniarzowi bardziej niż punkty [OPINIA]

Włókniarz zebrał ostatnio gromy za klęskę w Łodzi, działacze krytykowali zawodników i przepraszali kibiców. Wszyscy jakby zapomnieli, że jeszcze rok temu tej drużyny nie było, a brak awansu żadną klęską nie jest.
Żużlowcy Włókniarza w Nice Polskiej Lidze Żużlowej rozegrają jeszcze trzy mecze, ale już teraz można powiedzieć, że zakończą sezon w równie fatalnym stylu, w jakim go rozpoczęli. Nie będzie finału i awansu, które marzyły się kibicom. Sukcesu, o którym w klubie nie mówiono głośno, ale na który najwyraźniej liczono.

Nie tylko o prestiż W weekend dwa mecze Włókniarza



Działacze i sztab szkoleniowy Włókniarza zrobili, co mogli, żeby drużyna i klub szybko odzyskały miejsce wśród najlepszych w polskim żużlu. Nie można odmówić im chęci i ambicji, na pewno jednak można wytknąć brak konsekwencji i cierpliwości. Wszyscy jakby zapomnieli, że jeszcze kilka miesięcy temu nie było wiadomo, czy Włókniarz wróci do rozgrywek, że przez rok częstochowscy żużlowcy nie walczyli o ligowe punkty. Po roku banicji miało być spokojne odbudowywanie pozycji, cierpliwa budowa zespołu i stawianie na młodzież wspieraną przez jednego obcokrajowca. Miał to być czas na spokojną odbudowę wizerunku klubu. Tymczasem już po pierwszej porażce porzucono założenie, że w zespole startuje tylko jeden zawodnik zagraniczny, podpisano kolejne kontrakty. Częściowo pod presją, częściowo na własne życzenie, rozpoczęło się mieszanie składem niemal przed każdym meczem. Po kilku tygodniach wyszło na to, że dla Włókniarza liczy się tylko awans. Potem mieliśmy publiczną krytykę zawodników - zdarzało się, że już podczas transmisji telewizyjnych zapowiadano wyciąganie konsekwencji i rozliczanie żużlowców. Ostatnio dołożono zwolnienie menedżera - dwa dni przed najważniejszym (z punktu widzenia tych, dla których liczył się już tylko awans) meczem w sezonie. Zakończyło się to kompromitacją. Gdzie tu konsekwencja, gdzie odbudowa pozytywnego wizerunku, gdzie jasno wytyczony plan działania?

Przed sezonem wydawało się, że tak bolesna lekcja, jaką dostał Włókniarz, zaowocuje tym, że wnioski zostaną wyciągnięte. Dzisiaj widać, że źle pojęta ambicja wzięła górę, wszyscy w klubie zachowują się, jakby jeszcze jeden sezon bez ekstraligi miał być wielką klęską. A to wszystko w rok 70-lecia sportu żużlowego w Częstochowie. 70-lecia, w czasie którego oprócz wielkich sukcesów mieliśmy długie okresy, gdy "Lwy" tułały się gdzieś na dnie polskiego żużla. Zawsze jednak wracały tłuste lata. Pewnie wrócą i teraz - wcześniej albo później. Szybciej, gdy dążyć do tego będziemy konsekwentnie i wyciągając wnioski z historii. Znacznie dłużej może potrwać powrót na szczyt, jeśli będziemy się miotać tak jak w tej chwili. Może warto przypomnieć przysłowie "wolniej jedziesz, dalej zajedziesz", które doskonale pasuje do żużla, gdzie nie zawsze odkręcając gaz do końca, wygrywa się bieg, a często ląduje się na bandzie.

Czy zgadzasz się, że w działaniach zarządu Włókniarza zabrakło cierpliwości i konsekwencji?