Andrzej Juskowiak: Wisła Kraków ma skrzywiony kręgosłup [ROZMOWA]

- Im dłużej trwa mecz, tym z Wisłą jest gorzej. Sześć przegranych z rzędu to sporo. Trzeba będzie dużo się napracować, by wymazać to z głów piłkarzy - mówi Andrzej Juskowiak, były napastnik reprezentacji Polski, obecnie ekspert nc+.
Damian Gołąb: Przed sezonem trenerowi Dariuszowi Wdowczykowi ubył Rafał Wolski. Wiśle wciąż go brakuje?

Andrzej Juskowiak: Tak, wiosną wniósł sporo jakości. Czasami jest tak, że zespół nie osiąga wyników na miarę oczekiwań, chociaż funkcjonuje nieźle. Czegoś brakuje. I nagle przychodzi brakujący element i wszystko zaczyna się zazębiać. Tak było z Wisłą. Po powrocie do Polski Wolski bardzo chciał się pokazać, to też miało wielkie znaczenie. Często był przy piłce, często gościł w polu karnym. Strzelał bramki, ale - co najważniejsze - wypracowywał sytuacje. Był bardzo kreatywnym piłkarzem, wiele od niego zależało. W tej chwili w zespole brakuje człowieka, który zrobiłby różnicę.

Rola lidera środka pola spada więc na barki Krzysztofa Mączyńskiego. Ale na razie prezentuje się chyba słabiej niż przyzwyczaił.

- Tak, ale powiedzmy sobie szczerze, że np. w reprezentacji pełnił zazwyczaj inną rolę. Chociaż miał takie spotkania, gdy wiele dawał drużynie ofensywnymi zagraniami. Tak było np. w spotkaniu mistrzostw Europy ze Szwajcarią. Miał dużo podań do przodu, to był chyba jeden z jego lepszych meczów.

Mączyński ze Śląskiem grał na środkach przeciwbólowych z powodu urazu kolana. Pan pamięta takie sytuacje z boiska? To wpływa na formę?

- W przypadku napastnika to w ogóle bardzo trudne, bo wymaga się od niego dużej koncentracji, precyzji, szybkości. Przy kontuzji mięśniowej środki uśmierzające ból mogą zresztą sprawić, że w kolejnych dniach będzie jeszcze gorzej. Starałem się więc unikać takich sytuacji.

Generalnie to nie powinno mieć jednak wpływu na formę. A u Mączyńskiego nie było widać swobody w grze. Kolano to poważna sprawa i mógł podświadomie obawiać się pewnych ruchów czy sprintów. Z tego powodu mógł grać trochę bardziej asekuracyjnie. Teraz problemem jest jednak cały zespół, wszyscy piłkarze Wisły grają poniżej możliwości. Jeśli każdy zagra na swoim poziomie, wróci Wisła z poprzedniego sezonu: stwarzająca i wykorzystująca sytuacje, nie tracąca aż tylu bramek.

Trzeba wrócić do ofensywnego nastawienia z poprzedniego sezonu albo znaleźć balans gry, który teraz jest mocno zachwiany. Za łatwo przeciwnicy strzelają, za trudno Wiśle buduje się akcje. Mało jest dośrodkowań, w każdej formacji sporo jest do poprawienia. A potencjał drużyny jest spory.

Ze Śląskiem Wrocław gra Wisły zupełnie posypała się w drugiej połowie.

- Piłkarze sprawiają wrażenie, jakby brakowało im świeżości. Przeciwnicy lepiej wyglądają kondycyjnie. Im dłużej trwa mecz, tym z krakowianami jest gorzej. Już strata gola w 93. minucie meczu w Kielcach z tego właśnie wynikała. A ze Śląskiem po stracie drugiego gola gra tak się załamała, że ciężko było o bezpieczeństwo pod własną bramką. Przy tylu zawodnikach z doświadczeniem w ekstraklasie Wisła za łatwo dopuszcza do sytuacji pod własną bramką. Wiślacy wiele razy byli spóźnieni w interwencjach.

Jeszcze bardziej brakuje im agresywności. Jeśli piłkarz jest dobrze przygotowany pod względem motorycznym, łatwiej mu zrobić kilka dodatkowych kroków, łatwiej na boisku regeneruje się po wysiłku. Tutaj jest sporo do zrobienia. Chyba dobrze dla Wisły, że akurat teraz zaczyna się przerwa na reprezentację. Można nad tym mocno popracować.

Tylko skąd ten kryzys, skoro poza Wolskim przed sezonem nie było poważnych ubytków kadrowych?

- To dziwna sytuacja, że tak łatwo Wisła zeszła z nakreślonego toru. Czytałem wywiad z trenerem Wdowczykiem: mówił, że myślał, że się wciąż rozwijają, a tu trzeba wrócić do początków i spokojnie pracować. Trener powinien wiedzieć, jakie środki stosować, by wrócić do dobrej dyspozycji. Sześć przegranych meczów z rzędu to sporo. To dawka, która zostaje w głowach piłkarzy. Trzeba będzie dużo się napracować, by najpierw to wymazać, a potem postarać się wreszcie wygrać.

Na pewno wpływ na piłkarzy mogły mieć zawirowania z właścicielami Wisły w ostatnich tygodniach. Ale przed meczem ze Śląskiem przyszła pozytywna wiadomość, wydawało się, że sytuacja się unormowała i można to przekuć w sukces na boisku. Tak się nie stało, trochę mnie to dziwi.

Gdzie są największe problemy?

- Duże znaczenie ma słabsza dyspozycja środka obrony. Paweł Brożek wraca po kontuzji. Nie jest jeszcze w pełni sił, podobnie jak Mateusz Zachara. Richard Guzmics był już jedną nogą w innym klubie, to nie pomaga mu w dobrej grze. Może zamknięcie okienka transferowego unormuje pewne sytuacje i ułatwi dobre wyniki.

Środek obrony, Mączyński, atak: to kręgosłup Wisły. W tej chwili jest mocno skrzywiony. Trzeba go wyprostować, by znowu wszystko funkcjonowało. Dopiero do niego dokleja się skrzydła i resztę zawodników.